poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Małe kobietki - Louisa May Alcott


Ameryka, lata sześćdziesiąte XIX wieku. W domostwie zwanym Orchard House od pokoleń mieszka rodzina Marchów. Pod nieobecność ojca, kapelana biorącego udział w wojnie secesyjnej, opiekę nad czterema córkami sprawuje samodzielnie ich matka, nazywana przez córki mamisią. Córki pani March - stateczna Meg, żywa jak iskra Jo, nieśmiała, uzdolniona muzycznie Beth i nieco przemądrzała Amy - starają się, jak mogą, by urozmaicić swoje naznaczone ciągłym brakiem pieniędzy życie, chociaż boleśnie odczuwają nieobecność ojca. Bez względu na to, czy układają plan zabawy czy zawiązują tajne stowarzyszenie, dosłownie wszystkich zarażają swoim entuzjazmem. Poddaje mu się nawet Laurie, samotny chłopiec z sąsiedniego domu, oraz jego tajemniczy, bogaty dziadek. (zarys fabuły pochodzi z okładki)

Ciężko jest recenzować klasykę żeby nie wyjść na niewdzięcznika, jednak gust to przecież sprawa indywidualna, czyż nie? Małe kobietki to trochę taka amerykańska L.M. Montgomery, a że do Montgomery miłością nie pałam, to owa książka była dla mnie jedynie tyle co dobra. Nigdy nie przepadałam za "Anią z Zielonego Wzgórza", wręcz mam z nią nieprzyjemne wspomnienia, a czas omawiania jej w szkole jako lektury wspominam jako drastyczny, więc może to dlatego Małe kobietki nie trafią na moją półkę ulubionych. 

Może byłoby inaczej gdybym przeczytała je chociaż 10 lat temu? Trudno  powiedzieć. Co mam na myśli, otóż: ta powieść to wspaniałe studium dorastania i sielskość połączona z moralizatorskim przekazem - jednak tego ostatniego było tutaj zdecydowanie za dużo. To książka głęboko dydaktyczna i do bólu wyidealizowana. Już samo to, że jej akcja rozpoczyna się podczas Świąt Bożego Narodzenia i podczas nich także kończy - daje do myślenia. Małe kobietki są przesycone dobrocią, rodzinnym wsparciem, nadzieją i miłością - jednym słowem to taka bajka. Rodzina głównych bohaterek jest uboga, ale szczęśliwa. Wszyscy się wspierają, troszczą o siebie i mimo klepania biedy, a nawet przeżywania cięższych chwil - potrafią docenić piękno dnia codziennego, i często podzielić się ostatnim posiłkiem z uboższym. Ale jak to w bajkach bywa: ktoś jest dobry, ktoś jest zły, a i tak wszystko kończy się dobrze. Tak jest też tutaj. W opozycji do rodziny March pojawiają się rodziny bogate, które zawsze są: albo nazbyt zgorzkniałe, albo nieszczęśliwe, albo zepsute, albo wyrachowane, a dopiero gdy zbliżają się do sióstr - zmieniają swoje nastawienie - stają się życzliwe i uśmiechnięte. Podsumowując: z tej książki siarczyście sączy się jedno główne przesłanie - pieniądze szczęścia nie dają.

Owszem powieść ma w sobie wiele ciepła i uroku, idealnie nadaje się też na umilacz czasu - jednak jest to przede wszystkim - wspaniała pozycja dla młodej damy wchodzącej w wiek dorastania. Czytało mi się ją lekko i szybko. Poruszyła wyobraźnię, czasem rozbawiła, a czasem zaszkliła oczy jednak czegoś tu brakowało. Może to mój wiek nie pozwala mi jej docenić, może to te aluzje do Montgomery. Nie wiem. Jednak książkę polecam - polecam ją jako prezent dla młodej panny, dla dziewczynki, dla mamy która będzie ją czytała dziecku, a także fankom "Ani z Zielonego Wzgórza" - myślę, że w takich przypadkach sprawdzi się idealnie i nikt nie będzie zawiedziony.

Jako ciekawostkę chciałabym dodać, że fabuła została oparta na prawdziwych wspomnieniach May Alcott z dzieciństwa, czyli jest niejako biograficzna, bowiem, każda z sióstr March ma swój odpowiednik w siostrach Alcott - tyle że życie tych drugich okazało się dużo bardziej przykre niż tych pierwszych. Prawdziwa Beth, czyli Elizabeth Alcott w wieku 23 lat zachorowała na szkarlatynę i zmarła, Amy (May Alcott) zmarła w młodym wieku podczas podróży po Europie, którą opłacała jej starsza siostra autorka, Meg (Anna Alcott) wcześnie owdowiała i razem z siostrą wychowywała swoją dwójkę dzieci, a Jo (czyli sama Louisa May Alcott) nigdy nie wyszła za mąż, ale za to jej książka dla młodych panien od razu po wydaniu osiągnęła wielki sukces.

Poza tym, że "Małe kobietki" znalazły się na liście BBC 100 książek, które trzeba przeczytać, zostały również kilkakrotnie sfilmowane. Mogę polecić ekranizację z roku 1994, którą oglądałam już kilka razy (i zapewne obejrzę jeszcze nie raz) głównie ze względu na świetną rolę Winony Ryder jako Jo. Ale poza nią film obfituje w same znakomite kreacje. Na uwagę zasługuje chociażby Susan Sarandon w roli mamisi i Christian Bale w roli Lauriego, a także młodziutka Kirsten Dunst, Trini Alvadoro i Claire Danes wcielające się w siostry March. Serdecznie polecam, bardzo przyjemna opowieść dla tych mniejszych jak i dla tych całkiem większych.


___________________________________________________________
Louisa May Alcott, Małe kobietki, stron 304, Wydawnictwo MG, 2012

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +1,9 cm
Klucznik: 
Grunt to okładka: Czerń i biel
Czytamy powieści obyczajowe
Czytamy literaturę amerykańską

35 komentarzy:

  1. Jeszcze nie czytałam :( Ale muszę nadrobić zaległości plus film!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś bardziej przekonałaś mnie do filmu niż do książki, obsada ekranizacji z 1994 roku bardzo mi odpowiada. (: Tekstów tego typu nie czytałam od lat i jakoś mi do nich nie tęskno. Kilkuletnia przerwa od klasyki literatury na pewno mi nie zaszkodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja chętnie przeczytam tę książkę. Z prozą Montgomery mam wyłącznie dobre wspomnienia, więc na książce Louisy May Alcott nie powinnam się zawieść.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam tej książki, a Lucy Maud Montgomery to jedna z moich ulubionych pisarek, więc ta powieść powinna mi się spodobać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zachęciłaś mnie do mnie do obejrzenie, kolejny film na mojej liście i jak tu znaleźć na wszystko czas :D O książce jeszcze pomyślę, bo Montgomery lubiłam swego czasu, nawet bardzo :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie się ta książka bardzo podobała, ale czytałam ją bardzo dawno temu (w gimnazjum? koniec podstawówki? sama już nie pamiętam...). W każdym razie duże wrażenie na mnie zrobiła :). Ale wtedy czytałam książki w stylu "Białego Kła", czy "Zewu krwi", więc troszkę inne rzeczy mnie interesowały.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś pierwszą znaną mi osobą, dla której "Ania z Zielonego Wzgórza" jest szkolnym synonimem traumy :) Nie przepadam za sielskimi opowieściami i czytam je bardzo rzadko, ale film chętnie obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam ,,Ani z Zielonego Wzgórza" ani ,,Małych kobietek". Ale tą drugą książkę przeczytam, a film jeszcze chętniej obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam sentyment do tej książki, pamiętam, że kiedyś bardzo mi się podobała. Ciekawe jakie miałabym odczucia teraz czytając ją ponownie po tylu latach :) Fajnie, że polecasz film - ja NIGDY nie oglądałam :D buźka:*

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham, po prostu kocham małe kobietki!:))) Szkoda tylko,że nasza wersja jest troszkę zmieniona. W oryginale jedna z sióstr umiera..

    OdpowiedzUsuń
  11. Odkąd pamiętam chcę przeczytać tę książkę :) Może kiedyś się uda, mimo tobie jakoś specjalnie chyba nie przypadła do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam film, ale książki jeszcze nie czytałam :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś czytałam. Lubię takie książki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Książka raczej nie dla mnie, ekranizacji nie widziałem.

    Zgadzam się z tym zdaniem "Ciężko jest recenzować klasykę żeby nie wyjść na niewdzięcznika..."! Sama prawda... niedługo zabieram się za "Hobbita", nie wiem jak to będzie z recenzją ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cenię klasykę, a książka zainteresowała mnie ze względu na fabułę. (Ja Anię z Zielonego Wzgórza uwielbiałam) Zapiszę sobie więc jej tytuł - może kiedyś przeczytam.

      Usuń
  16. Jakoś tytuł mnie odrzuca - nie cierpię określenia "kobietki". Fabuła brzmi okej, Anię z Zielonego Wzgórza kochałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Tym razem ja chyba podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Chciałabym przeczytać, lubię takie sielskie, bajkowe opowieści, Anię z Zielonego Wzgórza zresztą też :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Książka znajduje się na mojej liście obowiązkowych lektur. Mam nadzieję, że dość szybko uda mi się ją zdobyć, bo kusi mnie. A wznowienie w tej pięknej okładce jeszcze bardziej przekonuje. Klasykę trudno się recenzuje, bo na temat powieści noszących to miano powiedziano już dużo, a i ciężko krytykuje się coś, co zostało docenione przez tysiące ludzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jestem przekonana, że książka na pewno nie jest przeznaczona czytelnikom mojego pokroju. Za Anią nie przepadałam i nie rozumiałam zachwytu moich rówieśniczek. Szczerze nie lubię wyidealizowanych książek.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Znając życie, jak wpadnie w moje ręce to przeczytam. Na razie mam zapas lektur na minimum rok... :P

    OdpowiedzUsuń
  22. czytałam to tak dawno temu, że nawet nie pamiętam jakie na mnie wrażenie zrobiła ta książka, ale to chyba dobrze o niej nie świadczy. No i to, że zamiast treści książki, pamiętam scenę z "Przyjaciół", kiedy Rachel i Joey ją czytali (pewnie mniej więcej wtedy ja po nią sięgnęłam :P)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jeszcze nie czytałam, ale mam ją w planach

    OdpowiedzUsuń
  24. Zdecydowanie zachęciłaś mnie tą recenzją do przeczytania:)

    OdpowiedzUsuń
  25. "Małe kobietki" zaczęłam kiedyś czytać, ale nie doczytałam ich w sumie :) Może na święta się za nie wezmę :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Książkę raczej przeczytam - w końcu 100 BBC. A ciebie nominowałam do Liebster Blog Award. Więcej informacji: http://miedzysklejonymikartkami.blogspot.com/2014/04/liebster-blog-award-1.html

    OdpowiedzUsuń
  27. Możliwe, że sięgnę po tę książkę, bo wydaje mi się, że może przypaść mi do gustu.
    Nominowałam Cię do Liebster Blog Award: http://feelsometimes.blogspot.com/2014/04/liebster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń
  28. Ta książka za mną "chodzi" odkąd przeczytał ją Joey z "Przyjaciół". :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Oglądałam film, po Twojej recenzji zaczynam się zastanawiać również nad przeczytaniem książki ;P
    A "Anię z Zielonego Wzgórza" uwielbiam <3 ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Czytałam w dzieciństwie, ale nie wywarły na mnie aż takiego wrażenia jak Ania z Zielonego Wzgórza i wszystkie inne powieści Montgomery, które połykałam z wielkim smakiem. Może to dobry pomysł, żeby wrócić i zrewidować Alcott?

    OdpowiedzUsuń
  31. Bardzo, bardzo intryguje mnie ta książka. Lubię taką literaturę, więc podejrzewam, że "Małe kobietki" idealnie trafiłyby w mój gust. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Muszę przeczytać, film mi się bardzo podobał.

    OdpowiedzUsuń
  33. Lubię Anię z Zielonego Wzgórza, uwielbiam serię Montgomery o Emilce (nie tylko ze względu na to samo imię i podobieństwo do mnie), ale Małe kobietki jakoś do mnie nie przemawiają. Może to dla tego, że to nie Montgomery, a chęć napisania czegoś podobnego? Tak czy siak, raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  34. Książkę mam już dawno za sobą, ale też uważam, że jakoś mocno wybitna nie była. Dobra, owszem, ale nic poza tym. Co do ekranizacji, to również mogę się zgodzić. Zresztą Winona jest jedną z lepszych aktorek i wspaniale wcieliła się w postać Jo.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...