środa, 2 kwietnia 2014

Sherlock Holmes, tom 1 - Artur Conan Doyle



"Jestem, by tak rzec, konsultantem detektywistycznym" [s. 27]

Jest taka literatura której chyba nikomu zachwalać nie trzeba, tak jak są też osobowości bohaterów, które przewijają się przez rynek literacki od wielu lat - Sherlock Holmes jest właśnie jedną z takich osobowości. Jego przygody, już wielokrotnie wydawane, wznawiane i publikowane - jako dzieła kilkutomowe, jednotomowe i pojedyncze fragmenty, cieszą się niesłabnącą popularnością praktycznie od powstania, czyli od końca XIX wieku. Mało kto zapewne wie, że sir Artur Conan Doyle był z zawodu okulistą. A jeżeli chodzi o samą genezę powstania jego dzieł krążą plotki, iż - siedząc w gabinecie w oczekiwaniu na pacjentów - znudzony, zaczął pielęgnować w sobie literackie ambicje - i w ten właśnie sposób powstał Sherlock Holmes - jego ucieczka, a jednocześnie odskocznia od nudnej pracy, która w efekcie stała się przekleństwem. Doyle zaczął bowiem nienawidzić swojego bohatera za tą popularność, jaką zyskał. Tak czy inaczej - Sherlock Holmes jest teraz synonimem detektywa i prawdziwą ikoną literatury detektywistycznej. Niemalże przytłoczył wszelkich bohaterów, którzy byli przed nim - chociażby samego Dupina z powieści E. A. Poe - swoją drogą wspominanego przez Watsona w "Studium w szkarłacie" jako chytry komplement dla Sherlocka:

"Przywodzi mi pan na myśl Dupina, postać Edgara Allana Poego, nigdym jednak nie myślał, że może się ktoś taki zdarzyć poza kartami książki. Sherlock Holmes wstał i zapalił fajkę. - Uważa pan najpewniej, iż komplementował mnie pan, porównując z Dupinem - oznajmił. - Ja tymczasem uważam Dupina za znacznie ode mnie pośledniejszego." [s. 28]


Aż wstyd się przyznać, ale do tej pory jedyna moja styczność z tym fenomenem była filmowo-serialowa. Pierwszą adaptacją jaką oglądałam - i pamiętam po dziś dzień - był "Pies Baskerville'ów". Później widziałam jeszcze kilka, zahaczyłam nawet o ostatnie dokonania byłego męża Madonny - Guya Ritchiego - tworzącego generalnie klapę za klapą i wielokrotnego zdobywcę Złotych Malin, aż trafiłam na Sherlocka Holmesa widzianego oczami BBC. Ten ostatni, osadzony w czasach współczesnych z wdziękiem wykorzystujący wszelakie zdobycze techniki oraz - co jako fanka powinnam była nadmienić dużo wcześniej - z absolutnie genialną i w każdym calu doskonałą kreacją Benedicta Cumberbatcha - ten właśnie skradł moje myśli najbardziej.

Biorąc do ręki wreszcie mój własny osobisty egzemplarz, o którym marzyłam już jakiś czas - gryząc się wewnętrznie z ciekawości, czy papierowy Holmes skradnie moje serce tak bardzo jak ten serialowy, miałam chyba nadzieję na fascynację co najmniej taką, jaką przeżywam oglądając po raz enty odcinki z Benedictem (ach!), no i cóż mogę powiedzieć - zaiskrzyło!

Wydanie jest naprawdę piękne - oprawa twarda z obwolutą, całość posturą przypominająca encyklopedię, nadwymiar lekka i z większą czcionką, ciesząca oko pięknymi ornamentami i oryginalnymi ilustracjami Sidneya Pageta - tego, który wykreował wizerunek Sherlocka Holmesa i jako pierwszy ilustrował opowiadania Doylea dla magazynu "The Strand". Kreska Pageta tak się przyjęła, że po jego śmierci inni ilustratorzy uzanli, iż muszą imitować jego styl rysując postać Sherlocka. Jako smaczek dodam jeszcze, że Pagetowi przypisuje się także zasługę stworzenia wizerunku detektywa w czapce z dwoma daszkami i pelerynie - o której Doyle nigdy nie wspomniał (!). Jednakże wracając do wydania, które miałam przyjemność czytać - Zysk i S-ka się popisało, to prawdziwa perełka dla koneserów tym bardziej, że jak wydawnictwo zapowiada będzie ono kompletne i trzytomowe. Nie myślcie sobie jednak, że ktoś mi za tą opinię zapłacił, albo że wystawiam laurkę - absolutnie nie! To moja własna szczera opinia, bo osobiście bardzo lubię, gdy książka jest porządnie wydana, a ta właśnie taka jest. Żywię też ogromną słabość do twardej oprawy. 

W tomie pierwszym, którego to właśnie opinię staram się pisać, mamy trzy pierwsze opowiadania z obdarzonym niebagatelnym zmysłem dedukcji - detektywem. Są to: "Studium w szkarłacie", "Znak czterech" oraz "Pies Baskerville'ów". Ciężko jest napisać cokolwiek, by nie powiedzieć zbyt wiele, jednak to co zauważyłam czytając, to to, że opowiadania Doylea są okrojone do kilku wątków. Bardzo różnią się tym od współczesnych kryminałów, tak rozbudowanych o wątki pobocze i często okraszonych solidną dawką erotyzmu brutalnie głuszącą czytelnika. U Doylea jest inaczej. Ale ta inność mi odpowiada - to kwintesencja esencji kryminału, niezwykle analityczne studium rozwiązywania zagadki. Podoba mi się ironiczny dowcip i kreacje bohaterów, a także umiejętnie wplecione tło osobowości.

"Studium w szkarłacie" - to takie swoiste wprowadzenie. Co my tutaj właściwie mamy? A mamy wątek jak to Watson po powrocie z Afganistanu poznaje Holmesa, a także to w jaki sposób wspólnie trafiają na Baker Street 221B oraz jak rodzi się między nimi zalążek sympatii. Mamy tu też pierwsze wspólne śledztwo, a raczej popis zdolności analitycznych Sherlocka. Natomiast w "Znaku czterech" jest już inaczej. Od poprzednich wydarzeń mija jakiś czas, a znudzeni współlokatorzy czekają na jakiekolwiek zlecenie. Podczas tego oczekiwania Holmes krytykuje raport dr Watsona o "Studium w szkarłacie", możemy dowiedzieć się więcej o głównych bohaterach oraz pojawia się niezwykle fascynujący wątek narkomanii Sherlocka:


"Sherlock Holmes wziął fiolkę z rogu kominka, a z futerału z koziej skóry wyjął strzykawkę do zastrzyków podskórnych. Długimi, białymi, nerwowymi palcami założył cieniutką igłę i zakasał rękaw. Przez króciutką chwilę wpatrywał się w przegub i muskularne przedramię upstrzone niezliczonymi nakłuciami. Potem wbił ostrze, wcisnął tłoczek i z długim westchnieniem satysfakcji osunął się w obity aksamitem fotel." [s. 149]


Wstrzykując sobie tak codziennie, trzy razy dziennie (!) siedmioprocentowy roztwór kokainy (czasami morfiny) szukał ucieczki. Na przejaw troski przyjaciela mówił:
"Mój umysł - oznajmił - buntuje się przeciw stagnacji. Proszę mi podsuwać problemy, zadania do rozwiązania, najtrudniejsze łamigłówki, najbardziej zawiłe analizy, gdyż wtedy jestem w swoim żywiole i śmiało mogę się obyć bez sztucznej stymulacji. Natomiast znieść wprost nie mogę egzystencji rutynowej. Marzę o umysłowym wysiłku." [s. 150] 
oraz:
"Nie mogę żyć bez pracy umysłowej. Po cóż bez niej żyć? Sterczeć w oknie i się gapić? Czy widział ktoś kiedyś bardziej ponury, przygnębiający, niewdzięczny świat? Niech pan tylko spojrzy na te mgłę, jak się kłębi po ulicach i ociera o bure ściany domów. Czy może być coś bardziej beznadziejnie prozaicznego i płaskiego? Co za korzyść ze zdolności, doktorze, jeśli nie można z nich zrobić żadnego użytku? Zbrodnia jest banalna, życie jest banalne, wszystko, co się liczy na ziemi, jest banalne." [s. 158]
Po tej "nudnej sielance" pojawia się nowa frapująca zagadka niosąca w pakiecie ciekawą intrygę oraz subtelny wątek romantyczny. Z kolei trzecie z opowiadań i zarówno ostatnie w tym tomie - "Pies Baskerville'ów" - zasłużyło na miano mojego ulubionego. I o ile "Studium w szkarłacie" lekko nudziło, "Znak czterech" coś tam wzniecił, tak od tego nie mogłam się oderwać i noc zarwałam. Mnóstwo zwrotów akcji, dużo drwin z nieświadomego czytelnika, niezwykłe tempo, przemyślana zagadka - no i napięcie unoszące się na każdej stronie. Naprawdę się bałam później zasnąć!

Podsumowując tą moją niezwykle długą opinię (nie miałam pojęcia, że tak się rozpiszę) chcę polecić papierowego Sherlocka Holmesa szczególnie fanom serialu - kilka wątków pięknie się wyjaśni (aż byłam zaskoczona, że tak niepozornie powplatano je w poszczególne odcinki) oraz wszystkim tym, którzy ciągle się wahają, czy zacząć z Doylem swoją przygodę. 



_______________________________________________________________________
Artur Conan Doyle, Sherlock Holmes tom 1, stron 492, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2014

Sherlock Holmes
tom 1 | tom 2 | tom 3

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: + 3,8 cm
Czytam Opasłe Tomiska: + 492 strony
Klucznik: Śmierć w rozdziale, Autor jeszcze nieczytany

46 komentarzy:

  1. ja tam się waham, ale nie mówię nie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za Sherlockiem, więc raczej nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo polubiłam twórczość pana Doyle'a :) Choć przeczytałam tylko Studium w szkarłacie wiem, że dalsze losy Holmesa przypadną mi do gustu :)
    http://mobscene69.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Rok temu, w wakacje przez miesiąc przeczytałam całe wydanie zawierające wszystkie opowiadania i powieści o Sherlocku (1119 stron, czcionka chyba 10 i strony A4) :) Po prostu przepadam za tym detektywem, a najbardziej chyba lubię "Dolinę strachu", w której trupy sypią się ze stron :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1119 stron? to prawdziwe tomiszcze! nadałoby się do Opasłych Tomisk :D
      w takim razie nie mogę się doczekać kiedy poznam "Dolinę strachu" ;)

      Usuń
  5. Jeszcze nigdy nie miałam okazji poznać twórczości pana Doyle'a, więc czemu nie?

    OdpowiedzUsuń
  6. No ale wiesz? kraść tak moje pomysły z czytaniem Sherlocka? ;D toż ja ostatnio również doszłam do tego wniosku,że znam go jedynie z serialów i znanych chyba wszystkim filmom ;D tak ostatnio dumałam i doszłam,że muszę ale to koniecznie muszę nabyć swój własny prywatny oryginalny egzemplarz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no własnie zauważyłam, że ostatnio sobie w myślach czytamy ;p "Czarownica" już przyszła więc niedługo zacznę lekturę, a widzę, że właśnie Ty ją czytasz :) poprzednio było tak z "Mężem zastępczym", przyciągamy się telepatycznie ;)
      koniecznie zapoznaj się z Sherlockiem - i to w tej wersji! ;p

      Usuń
  7. Ja się przymierzam do Księgi wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, ale to wydanie prezentuje się tak ładnie, że chyba zmienię moje plany co do kupna. Niemniej jednak już wkrótce i ja nabędę swój egzemplarz o przygodach słynnego detektywa i zasiądę do lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam to wydanie, jest naprawdę ładne :)

      Usuń
  8. Hej, zostałaś nominowana do Liebster Blog Award.
    Mam nadzieję, że z chęcią przyłączysz się do zabawy.
    Więcej informacji na przygody-mola-ksiazkowego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam zamiar zabrać się za książkę na wakacjach. Mam nadzieję, że wreszcie mi się uda zabrać za czytanie, po słyszałam, jak dotąd same dobre opinie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, tak, tak, tak. Piękne, już o nim słyszałam, cudne wydanie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Planuję skolekcjonować całą serię książek o przygodach Holmesa, ale nie mogę się zdecydować, które wydanie najbardziej mi się podoba. Ach, typowe rozterki bibliofila:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha dokładnie! często tak mam jak decyduję się na jakiś tytuł, godzinami potrafię przeglądać internet w poszukiwaniu odpowiedniego wydania :)

      Usuń
  12. Ciekawe, ciekawe ;) nie czytałam jeszcze :) ten serial na TVP 2 robi furorę, ale jak dla mnie za długie odcinki i serialowy Watson przypomina mi nielubianego sąsiada :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj Beti Beti, półtorej godziny to nie tak długo ;p
      a mi się Watson cały pierwszy sezon kojarzył z Bilbo Bagginsem i nie mogłam oczu oderwać od jego nosa! :D

      Usuń
  13. Choć jestem fanką kryminalów to jeszcze żadnej książki o Holmsie nie czytalam. Ale to już w planach :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Wstyd się przyznać, ale nie znam żadnej historii Sherlocka Holmsa. Trudno jest mi zabierać się za dzieła, które cieszą się uznaniem wszystkich. I mam na myśli każdą dziedzinę sztuki: literaturę, muzykę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem i ja miewam obawy...
      w takich sytuacjach idealna byłaby próżnia - i tam czytać, bez wpływu innych ;)

      Usuń
  15. Całe wieki temu czytałam Holmesa, chyba ponownie sięgnę i odświeżę sobie książki o nim :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A chętnie poczytałabym Sherlocka :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytałam ostatnio w nowym przekładzie i bardzo mi się podobało. Fakta faktem, jestem dopiero po Studium w szkarłacie, ale z chęcą sięgnę kiedyś po Znak czterech :) Moja styczność z Sherlockiem ogranicza się również do serialu, obejrzanego nie całkowicie sposórd tego, co się ukazało i nawet filmów nigdy nie oglądałam...

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja bardzo lubię wszystkie opowieści o SH. Mamy z Ktosiem w naszej biblioteczce takie ogromne wydanie - tomisko ze wszystkimi historiami SH :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Przepraszam, ale nie miałam dodanego Twojego bloga do linków, które odwiedzam i stąd moje "nie jestem" u Ciebie. Już szybciutko dodaję i możesz liczyć na moje odwiedziny ;) Mea culpa!
    Jeśli chodzi o recenzję, to świetna i rzeczywiście długaśnia! Na razie mnie do Scherloka nie ciągnie i lekturę tej pozycji zostawię sobie na kiedyś.. tam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A do wyzwań niestety się nie zgłoszę, ponieważ pewnie zapomniałabym poinformować, że coś przeczytałam... x)

      Usuń
    2. w takim razie wybaczam i liczę na poprawę! ;p
      dziękuję za miłe słowa - już myślałam, że nikt nie doceni tych moich "wypocin" - tym bardziej dziękuję! :) takie słowa zawsze pozytywnie motywują do działania :)
      co do wyzwań to rozumiem, chociaż mam w zwyczaju odwiedzać zapominalskich i przypominać ;p więc może jednak.. ;)

      Usuń
  20. Ja póki co nie mam ochoty na zapoznawanie się z książką, może kiedyś ;) Wolę pozostać przy serialowej wersji :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Mimo że uwielbiam kryminały, to jakoś Sherlock nigdy nie należał do moich ulubionych. Może wtedy nie dorosłam do powieści Conan Doyle'a. Wypadałoby spróbować jeszcze raz...

    OdpowiedzUsuń
  22. Jakiś czas temu przeczytałam "Studium w szkarłacie" - bardzo mi się podobała, oczywiście planuję przeczytać kolejne dzieła o Sherlocku Holmesie.
    Serial regularnie oglądam :) (poza tym pierwszym odcinkiem, którego nie mogę odżałować - pocieszam się tym, że tą część czytałam :D ).

    OdpowiedzUsuń
  23. Wspaniały! I ja miałam okazję przeczytać tę książkę. Aż piękne, młodzieńcze czasy mi się przypomniały... :D pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam Holmesa i cieszę się, że mam to wydanie już w domu.

    OdpowiedzUsuń
  25. Raczej nie będę czytać , mam inne pozycje w planach ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. P.S. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award
    http://wonderlandof-books.blogspot.com/2014/04/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  27. Czytałam i bardzo miło wspominam

    OdpowiedzUsuń
  28. Dawno temu czytałam przygody Sherlocka. Chętnie bym sobie je przypomniała,
    Zazdroszczę Ci tego tomu - marzę, by zabrać je wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja też się zawsze rozpisuję, kiedy przeczytam świetną książkę, nie da się wtedy w skrócie opisać swoich odczuć :D Nie czytałam Sherlocka, ale bardzo bym chciała, pomyślę o tym w wakacje :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Osobiście należę właśnie do tych, co to się obawiają. Wiele słyszałam o Holmesie i nie chciałabym się zawieść jego literacką postacią. Mimo Twojej bardzo zachęcającej opinii, dalej nie wiem, czy się skuszę... Może lepiej będzie, jeśli Holmes zostanie takim mitycznym gryfem - słyszało się o nim, widziano ryciny, ale nigdy nie będę miała z nim styczności. Wówczas legenda na zawsze zostanie legendą ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  31. Faktycznie to wydanie wydaje się cudne! Ja mam "Księgę wszystkich dokonań" i też jest wspaniała, choć żałuję, że posiadanie kilku wydań tej samej książki jest mało ekonomiczne ;)

    Zwróciłaś uwagę na podobne rzeczy, które i mnie zapadły w pamięci podczas lektury - Conan Doyle zdecydowanie wyprzedził swoją epokę. Mam też piękną wydaną w GB książkę o Sherlocku z rozmaitymi artefaktami (mapami, listami, wycinkami z gazet, zdjęciami...) do samodzielnego rozwiązywania zagadek razem z detektywem. Bardzo Ci polecam - na eBayu można kupić za grosze - "The case notes of Sherlock Holmes".

    P.S. Serial BBC... <3

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja mam wydanie jednotomowe. Teraz przypominam sobie "Psa Baskerwillów".

    OdpowiedzUsuń
  33. Widziałam kiedyś jakieś starsze wydanie Sherlocka na półce w bibliotece - i ah, ogromne, kuszące, opasłe tomisko :) Chciałabym takie!
    Uwielbiam Sherlocka z Benedictem i Bilbo Bagginsem :D I chyba to będzie dla mnie głównym motorem napędowym, aby zapoznać się z oryginałem. To będzie świetna zabawa, zwłaszcza, że będę sobie mogła porównać wątki z serialu z tymi z książek :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Chciałabym się zmierzyć z tą książką, ale jeszcze nie w najbliższym czasie. Nie mniej jednak zawsze interesowała mnie postać Sherlocka Holmesa. ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...