środa, 30 kwietnia 2014

Sto imion - Cecelia Ahern


"Wiesz, opowiadanie historii czy poszukiwanie prawdy wcale nie ma być jak wyjazd na misję pod ostrzałem karabinów, żeby za wszelka cenę ujawnić jakieś kłamstwo. Nie musi być też szczególnie nowatorskie. Trzeba po prostu dotrzeć do sedna tego, co prawdziwe." [s. 19]
Główną bohaterką Stu imion jest trzydziestokilkuletnia Kitty Logan. Kitty jest dziennikarką i niedoświadczoną reporterką telewizyjną. Kiedyś pełna pasji i zaangażowania, obecnie - tylko zaangażowania. Nastawiona na karierę i osiąganie sukcesów oraz zachęcona podsuniętym tematem bez wahania podjęła się jego realizacji i tym samym popełniła największy błąd w swoim życiu. 
"Jej zrozumienie człowieka i wrodzona umiejętność prowadzenia zwykłej rozmowy ustąpiły miejsca gierkom, próbom wyciągnięcia z ludzi informacji wbrew ich woli, knowaniom, jak wydobyć odpowiedź od rozmówców, którzy nie chcieli by przytaczać ich słowa. Zaczęła tworzyć swoje historie w całkowicie inny sposób." [s. 131]
W efekcie straciła pracę narażając swoich pracodawców na wielotysięczne zadośćuczynienie oraz krytykę społeczeństwa. Dzisiaj: skończona na polu zawodowym i potępiona przez najbliższych, traci najważniejszą osobę w swoim życiu, która jako ostatnia w nią wierzyła - swoją wieloletnią mentorkę i przyjaciółkę. Chcąc oddać jej cześć i należyty szacunek angażuje się w ostatni projekt - tajemniczy artykuł o stu pozornie nieważnych nazwiskach, które przez ponad rok pieczołowicie gromadziła zmarła. Kim są ci ludzie i co takiego istotnego sobą reprezentują oraz jak zbieranie tych informacji wpłynie na samą Kitty?

Ujęta poprzednią przecudowną książką tejże autorki pt. Pora na życie, którą przeczytałam zaledwie kilka dni temu i którą zachwycałam się w swojej ostatniej recenzji - zaraz po jej opublikowaniu zaczęłam czytać Sto imion. Być może zbyt wiele oczekiwałam, być może to nie była odpowiednia kolejność i powinnam była sięgnąć po Sto imion wcześniej, jakby nie było - Sto imion w porównaniu z Porą na życie wypadło blado. Nie twierdzę, że jest to zła książka - absolutnie. Jednak czegoś mi tutaj zabrakło. Sto imion to po prostu obyczajowa opowieść dla kobiet - wzruszająca do głębi i wywołująca łzy - opowieść z morałem i drugim dnem, którą czytało się świetnie i której stylistycznie nie mam nic do zarzucenia - jednak zabrakło mi tutaj nutki magii, którą tak uwielbiam u Ahern oraz jej ciętych zabawnych i ironicznych dygresji. Podczas lektury Pory na życie śmiałam się na każdej stronie - tutaj uśmiechnęłam zaledwie kilka razy... Coś nie grało, coś się nie spajało. Może to wina tłumaczenia, może podjętego tematu, ciężko mi stwierdzić - po prostu w moim odczuciu coś tutaj nie złapało. Jednak książka sama w sobie jest naprawdę dobra i zaraz to zobrazuję.
"(...) Kitty wreszcie miała poczucie,że dostrzega jakiś kierunek. Zdrapała wierzchnią warstwę i zaczynała dostrzegać pod nią ludzi, tę część, którą każdy skrywał przed innymi pod maską towarzyskiej uprzejmości, za brakiem pewności siebie. Czuła, że dociera do coraz ciekawszych historii." [s. 288]
Tym razem Ahern skupia się na życiu i rozterkach zwykłych ludzi - na tym, że tak naprawdę, każdy człowiek przeżywa życie w taki sposób, że byłby z tego świetny artykuł. Precyzując: każdy z nas ma do opowiedzenia swoją historię, ponieważ każdy jest interesujący przez pryzmat zdobytych doświadczeń. Autorka kieruje nas na ścieżkę wytchnienia oraz tego by w codziennej pogoni na sukcesem i pieniędzmi przystanąć na chwilę i poznać drugiego człowieka, by nie osądzać go na podstawie czyichś domysłów bądź bezpodstawnych przypuszczeń, ale żeby dać mu szansę na opowiedzenie własnej historii i na wyzwolenie w nas emocji. 
"(...) powinno się wykazać zrozumienie dla wszystkich aspektów danej opowieści, udowodnić odbiorcy, że za słowami kryje się emocja." [s. 17]
Przygody Kitty czytałam jednym tchem - strony powieści przekręcały się same, ale jednak postać głównej bohaterki mnie nie porwała, nie polubiłam jej tak bardzo jak Lucy z Pory na życie. Nie zarzucam jej braku autentyczności - życiowe rozterki i miłosne perypetie Kitty były naprawdę wciągające i poprowadzone sprawną ręką - jednak coś w niej samej niejednokrotnie mnie irytowało. Oczywiście poza Kitty, Ahern wprowadziła do swojej powieści całą masę różnorakich postaci, które swoimi przeżyciami i doświadczeniami dostarczały mi mnóstwo wzruszeń i przyjemnych chwil.

Fabuła powieści, mimo podjętego tematu, poprowadzona jest wartko i płynnie. Nic nie blokuje, ani nie zatrzymuje, w zasadzie książka czyta się sama - i za to właśnie uwielbiam Ahern - bo wiem, że gdy sięgam po jej książkę, nie stracę przeznaczonego na nią czasu. W przypadku Stu imion początkowo nie mogłam się przegryźć, nie było tutaj (tak jak w poprzednich jej książkach) takiego "łał" na początku - nie było dziarskiego akapitu który wżera cię w strony - w tym przypadku było inaczej. Zupełnie jakby książka była pisana po jakiejś ważnej stracie w jej życiu, bądź też innym ważnym przykrym doświadczeniu. 

Jednak sama historia jest płynna i składna. Narracja może nie zachwyca, ale też nie zawodzi - jest przyjemnie, miło i... smutno. To dość smutna książka, chociaż zawiera kilka pozytywnych elementów. Niewątpliwie wzruszająca, a ostatnie rozdziały ściskają za serce i czytałam je ze łzami w oczach, lecz to nie były łzy rozpaczy, a radości. Bowiem jesteśmy tutaj świadkami wielu rozmów i momentów często przykrych i dramatycznych - jednak wszystko się układa, dobro zwycięża, miłość triumfuje, a książka swoim przesłaniem pokrzepia i wzrusza. 

Sto imion to słodko-gorzka opowieść traktująca o przemianach oraz o tym, że dobro tli się w każdym z nas. Ta książka zwraca uwagę na to, by nauczyć się dostrzegać więcej i potrafić przebaczać, ponieważ nadzieja jest nieodłącznym motywatorem zmian. Szczerze polecam - Cecelia Ahern po raz kolejny wzrusza i zostawia czytelnika z mnóstwem nadziei i wiary w sens życia.


__________________________________________________________
Cecelia Ahern, Sto imion, stron 448, Wydawnictwo Akurat, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Business & Culture oraz Wydawnictwu Akurat

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +3,1 cm
Czytam Opasłe Tomiska: + 448 stron
Klucznik: +1
Czytamy powieści obyczajowe

46 komentarzy:

  1. Chce ją kupić :)
    Świetna recenzja :)
    Zapraszam do siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak się cieszę, że ta książka czeka już u mnie na przeczytanie... Uwielbiam twórczość Ahern i choć boję się tego smutku w obecnym momencie mojego życia, to i tak mnie nie powstrzyma mnie przed lekturą. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już sama okładka przyciąga, a co do piero treść. Z przyjemnością przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle świetna recenzja, dobrze wiedzieć, że lepiej zacząć od "Stu imion", a potem sięgnąć po "Porę na życie". Jestem ciekawa, czy również pokocham Ahern.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cieszę się, że Ci się podoba mój tekst.
      Serdecznie Ci polecam - myślę, że nie będziesz zawiedziona ;)

      Usuń
  5. Też mam już ,,Sto imion" na półce, czekają na swoją kolej. Czytałam wiele pozytywnych opinii na temat tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo chcę poznać twórczość autorki, ale jednak najpierw rozpocznę od "Pory na życie", tamten tytuł jest jednak bardziej w moim guście niż "Sto imion". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też o wiele bardziej przypadła do gustu tematyka "Pory na życie" ;)

      Usuń
  7. Od dawna chce zapoznać się z jakąś pozycją tej autorki, ale wciąż mi nie po drodze, niestety. Muszę to zmienić... Recenzja - rewelacyjna!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaciekawiłaś mnie ;) Na pewno będzie to książka którą wkrótce kupię ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam sporo bardzo pozytywnych opinii na temat tej książki. Mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czyli w sumie wadą jest to, że nie jest "Porą na życie"? :D Cóż, muszę sięgnąć po tamtą książkę, skoro jest taka dobra. Tę, jak wiesz, mam za sobą i bardzo mi się podobała. Zgodzę się jednak, że to ogólnie dość smutna książka, właściwie cały czas stykamy się z przykrymi zdarzeniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wadą jest jej smutek, brak magii i to - że mało ma w sobie dygresji (a Ahern w dygresjach jest naprawdę dobra!).

      Usuń
    2. Zainteresowałaś mnie tymi dygresjami. Nie lubię, gdy opowieść o kimś/o czymś toczy się jednotorowo, a książki Ahern ciekawią mnie już od dawna.

      Usuń
  11. Świetna recenzja. "Sto imion" była moją pierwszą książką Cecelii Ahern i bardzo spodobał mi się styl jej pisania. Zaraz po niej przeczytałam "Pora na życie" i też uważam, że jest minimalnie lepsza ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ile ja się naczytałam o tej książce!
    Co chwila gdzieś czytaj o tej książce recenzje, opinie. Naprawdę, muszę, muszę przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Cenię sobie Twoją recenzję i tak czy siak kiedyś po nią sięgnę, bo od dnia premiery mam na nią chrapkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciągle gdzieś o niej słyszę. Jeszcze nic Ahern nie czytałam, ale z tego co piszesz, lepiej zacząć od czegoś innego ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fabuła jest niesamowita, bardzo mnie intryguje i chcę bardzo bardzo przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja raczej nie sięgnę, ale to chyba nic dziwnego ;))

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ciągnie mnie do tej książki :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo lubię książki tej autorki, więc z chęcią przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  19. czytałam już wiele dobrego o tej książce i w końcu sama nabrałam na nią chęci :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ahern pokochałam za "Na końcu tęczy", jeżeli nie czytałaś to bardzo polecam! :) Piękna i zabawna książka o życiu, przy której miałam ochotę rwać włosy z głowy :)
    "Sto imion" chciałam przeczytać i najprawdopodobniej przeczytam, ale może wcześniej zabiorę się za książkę, o której wspomniałaś, czyli "Pora na życie" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety "Na końcu tęczy" nie czytałam i nie posiadam, ale poczekam aż pojawi się w okładce większego gabarytu wtedy się postaram ;) A wiesz, że powstaje właśnie film na podstawie tej powieści? Niedługo w kinach :)

      Usuń
    2. Tak, tak wiem, że powstaje film i nawet dzisiaj widziałam teastery :) Cieszę się, że w końcu coś się ruszyło z informacjami o filmie, bo widziałam tylko kilka zdjęć i martwiłam się, że w końcu filmu nie wypuszczą :) Premiera u nas ma być 17 października, więc masz sporo czasu, aby przeczytać książkę i pójśc na film :)

      Usuń
  21. Książek pani Ahern nie miałam jeszcze przyjemności czytać, ale mam na nie coraz większą ochotę. :) Po "Sto imion" pewnego dnia sięgnę na pewno, ale nie w najbliższej przyszłości- na razie potrzebuję czegoś ciepłego i krzepiącego, więc muszę zapolować na "Porę na życie". :3
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. Ta książka jest już w moich planach :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Myślę, że warto by ją przeczytać. Książki przepełnione smutkiem to te, po które często trafiają w moje ręce.

    OdpowiedzUsuń
  24. Na pewno będę chciała przeczytać tę książkę, czytałam kilka książek autorki i bardzo mi się podobały :)

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja myślę, że trzeba również pochwalić i Ciebie po swoimi recenzjami naprawdę zachęcasz i zaciekawiasz swoich odbiorców do danej lektury ;)

    Niemniej jednak Sto imion, wydaję się być zupełnie nie w moim klimacie i chociaż naprawdę zaciekawiłaś to jednak ją sobie odpuszczę, przynajmniej na razie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo podobała mi się ta książka, ale może dlatego że nie mam porównania do innych książek tej autorki. Mnie zauroczyła właśnie ta prostata, czar zwykłej, ale mądrej historii.

    OdpowiedzUsuń
  27. Okładka mi się bardzo podoba. Nie spotkałam się jeszcze z tą książką, ani jej autorką, ale w sumie chciałabym poznać coś z jej twórczości. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Mam tę książkę w domu i planuję niebawem się za nią zabrać.

    OdpowiedzUsuń
  29. Są takie książki, o których myślę, że czytali je wszyscy, poza mną. Ta właśnie do nich należy...

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo chcę ją przeczytać i cieszę się z Twojej opinii , która jest dla mnie bardzo ważna ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam tę książkę w najbliższych planach. Twoja recenzja dodatkowo utwierdziła mnie w przekonaniu, że muszę ją przeczytać... i to szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Mam wrażenie, że ostatnio (prawie) wszyscy zaczytują się powieściami Ahern;) W domu czeka na mnie "A place called here";)

    OdpowiedzUsuń
  33. Typ fabuły, który lubię :) Jeszcze nigdy dotąd nie czytłam książek Ahern, ale chyba zacznę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...