piątek, 23 maja 2014

Poduszka w różowe słonie - Joanna M. Chmielewska


Zupełnie zauroczona "Mężem zastępczym" (moja recenzja - klik) postanowiłam poznać pozostałe książki z dorobku Joanny M. Chmielewskiej. Swoją przygodę rozpoczęłam od pierwszej jaka się ukazała - mianowicie Poduszki w różowe słonie.

- Zostaniesz moją przyjaciółką? - proponuje Ewa, wkładając do buzi ostatni kawałek wafelka.
- No pewnie. (...) Taką prawdziwą przyjaciółką?
- Najprawdziwszą. Aż do śmierci. Chcesz?
- Aż do śmierci! [s. 24]

Hanka nie sądziła, że dziecięca obietnica złożona w dzień rozpoczęcia pierwszej klasy szkoły podstawowej stanie się tak wiążąca, i że tak szybko się dopełni. Dzisiaj jako samotna trzydziestolatka i spełniona zawodowo kobieta, wiedzie dość uporządkowane życie do chwili, gdy dowiaduje się o śmierci Ewy i o tym, że przyjaciółka pozostawiła w jej opiece swoją pięcioletnią córkę, Anię. 
(...) w jej uporządkowanym życiu nic już nie będzie jak dawniej. [s. 14]
Kobieta nie ma pojęcia jak opiekować się dzieckiem i jak nawiązać z nią kontakt, poza tym zapomniała o poduszce w różowe słonie, która odgania złe sny, a bez niej dziewczynka nie zaśnie... Przez całą książkę przyglądamy się jak Hanka radzi sobie z Anią i jak w tej nowej sytuacji odnajduje się sama Ania. Oczywiście fabuła zawiera dużo więcej, ale starałam się jedynie nakreślić główny wątek i wyjaśnić pochodzenie tytułu. 

To co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy podczas lektury to to, że Poduszka to zupełnie inna książka niż Mąż, mam tu głównie na myśli, że Mąż był przesiąknięty humorem - tutaj już tak nie jest. Poduszka w różowe słonie to przede wszystkim powieść pełna wzruszających chwil i emocji, tak pozytywnych jak i tych negatywnych, a także powieść, w której każdy z bohaterów musi uporać się z uczuciami i niejednokrotnie problemami ciągle żywej przeszłości. Hanka, która nigdy nikomu nie opowiedziała o tym, co tak traumatycznego przydarzyło jej się w dzieciństwie, i co spowodowało, że do dzisiaj boi się zbliżeń i bliskości. I Ania, która jako tak małe dziecię zmuszona jest przeżywać żałobę, chociaż tak naprawdę powinna cieszyć się dzieciństwem i beztroskimi chwilami radości.

Autorka skupiając się na niezwykle trudnych tematach, porusza się w nich z ogromnym wyczuciem i pewna subtelnością, dzięki czemu treść pełna jest emocji i uczuć. Ale poza nimi odnajdziemy tutaj przełamywanie własnych barier i słabości, pozbywanie się uprzedzeń i przede wszystkim - siłę do uczenia się nowej rzeczywistości. Niestety mimo tylu plusów i niewątpliwych wartości coś mi w tej historii zgrzytało, może to była postać głównej bohaterki, może dialogi, a może te wtrącenia o kawie i cieście drożdżowym... Nie wiem. Poduszka w różowe słonie nie urzekła mnie tak bardzo jak zrobił to Mąż zastępczy, ale jest to powieść warta przeczytania, chociażby dla samych wartości z niej płynących i obcowania ze zmysłem obserwacji autorki. Polecam wszystkim zwolenniczkom literatury kobiecej i ciepłych, a zarazem trudnych historii o zobowiązaniach i rodzinie.


____________________________________________________________________________
Joanna M. Chmielewska, Poduszka w różowe słonie, stron 280, Wydawnictwo MG, 2011

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +1,8 cm
Klucznik: Z kolorem w tytule
Pod hasłem: NIE
Czytamy literaturę obyczajową

29 komentarzy:

  1. Widzę, że będę musiała wreszcie zapoznać się z twórczością tej autorki - tak zachwalasz jej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna książka, która od razu powoduje w moim umyśle wizje poszukiwań jej w księgarni! Oj muszę zapoznać się z twórczością tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze niczego autorstwa pani Chmielewskiej i chyba czas to nadrobić.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam tej książki, ale brzmi ciekawie. Może się za nią rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie przeczytam ją :) Interesująca recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja na razie jednak skupię się na poszukiwaniu "Męża zastępczego". Doskonale pamiętam Twoją recenzję i bardzo chciałabym poznać tę książkę, ale dotychczas nie nadarzyła się ku temu okazja.

    OdpowiedzUsuń
  7. fajna tematyka, podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam jedną książkę Chmielewskiej i sposób jej pisania nie przypadł mi do gustu, tak samo jak i rzekomy humor, który mnie osobiście nie bawił. Jeśli tu go brakuje, myślę, że mogłabym się skusić na tą książkę, bo i tematyka wydaje się ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapisałam sobie oba tytuły - może kiedyś nadarzy się okazja przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawie zaprezentowałaś książkę. Jestem nią zainteresowana :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chmielewską czytałam bardzo dawno temu, przydałoby się powrócić do jej powieści:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeśli zechcę poznać autorkę, zacznę od jej "Męża" ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam jakiś czas temu i bardzo mi się podobała, polecam inne książki autorki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jest to kolejna książka, która według mnie może być przeczytana, może zaciekawić, ale raczej wezmę się za nią dopiero wtedy, kiedy sama wpadnie mi w ręce. Na razie mam zbyt mało czasu, żeby przeczytać wszystkie książki, które chcę przeczytać, a co dopiero pozostałe. Więc może, może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wzruszające i ciepłe książki są zdecydowanie dla mnie! Na pewno przeczytam i tę i "Męża zastępczego", jak tylko je gdzieś dostanę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fabuła chwytajaca i ja jestem ciekawatakich powieści

    OdpowiedzUsuń
  17. Z chęcią po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Fabuła bardzo przypomina mi książkę "Chichot losu", którą miałam okazję czytać i szczerze mi się spodobała. Ale spośród książek autorki, chyba jestem bardziej przekonana co do 'Męża zastępczego"

    OdpowiedzUsuń
  19. Muszę się zapoznać w końcu z twórczością Chmielewskiej. A taki tytuł - dla mnie to gratka.

    OdpowiedzUsuń
  20. Coś mnie tak dzisiaj tchnęło i zaczynam mieć coraz większą ochotę na kobiecą literaturę tego typu :) Może akurat się skuszę, chociaż pani Chmielewskiej jeszcze nie czytałam. Historia wydaje się ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam styl Pani Chmielewskiej. Jej książki mnie zachwycają :)

    OdpowiedzUsuń
  22. O Chmielewskiej słyszałam już dawno, ale dotychczas żadna z jej pozycji nie wpadła w mojej ręce. Z chęcią swoją przygodę z autorką rozpoczęłabym od tej pozycji. Pozdrawiam, Marcelina ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie miałam jeszcze żadnej okazji na zapoznanie się twórczością Chmielewskiej, dlatego chyba najwyższy czas, żeby się na skusić na jakąś jej książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Mnie także fabuła, jak wynika z recenzji, przypomniała "Chichot losu". Ale podobieństwo wydarzeń nie oznacza takiej samej wrażliwości i sposobu opowiedzenia historii. Tytuł nie sugeruje smutnej, a nawet poważnej powieści, a tymczasem jest inaczej. Jak dobrze, że są recenzje - będę wiedziała czego poszukuję w księgarni.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to samo pomyślałam, tam też główna bohaterka została "wpakowana" w opiekę nad dziećmi swojej przyjaciółki :D
      "Chichot losu" mi się podobał, więc nie wątpię, że i po tą pozycję sięgnę :D

      Usuń
  25. Z chęcią przeczytam, lubię dobre książki :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie znam twórczości tej pani Chmielewskiej, ale najwyższy czas rozejrzeć się za jej książkami. Coś mi się wydaje, ze mi się spodobają :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ksiązka jest ciekawa, ale zupełnie oderwana od rzeczywistości: po śmierci przyjaciółki bohaterka borykająca się z własnymi prblemami psychicznymi po prostu zabiera do siebie jej córkę,dla której jest de facto obcą osobą. Zupełnie jakby nie istniały przepisy prawne, procedury adopcyjne, sądy etc. Nikt się dzieckiem nie interesuje, opieka społeczna niczego nie sprawdza. Aż strach pomyśleć, co stało by się z dziewczynką, gdyby jej matka nie miała przyjaciółki...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...