wtorek, 20 maja 2014

Rozkosze nocy - Sylvia Day



Sylvia Day po raz kolejny puszcza wodze fantazji seksualnych, tym razem na polu fantastyki w powieści erotycznej początkującej nowy cykl "Strażnicy snów".

Główny bohater nie pochodzący z Ziemi i bohaterka, która ma doprowadzić do zagłady dwóch światów - czyli erotyk o perfekcyjnych "tyłkach", nieśmiertelności i multiwitaminie. 

Zapraszam na moją opinię Rozkoszy nocy (pełnych koszmarów) 


Rozkosze nocy to pierwsza książka Sylvii Day jaką miałam okazję czytać. Autorka słynnej trylogii o Crossie poszła za ciosem i tworzy nową trylogię, której bohaterem jest - uwaga - Cross, tyle że tym razem Aidan... Ten czysto marketingowy zabieg, mający zapewne na celu przyciągnięcie fanek poprzedniego Crossa sprawdził się idealnie, bowiem obecność Day na wielu listach bestsellerów daje do myślenia, tym bardziej gdy poszukuje się erotyku godnego uwagi. Niestety, jak to często bywa, listy bestsellerów mają mało wspólnego z rzeczywistą wartością książki - przykładem tego mogą być właśnie Rozkosze nocy

Główną bohaterką jest Lyssa Bates - lekarka weterynarii, młoda i oczywiście zawsze piękna (nie ważne, czy w makijażu czy bez), która poza tym, że jest samotna (oczywiście), ma tylko jeden problem - od dzieciństwa cierpi na chroniczną bezsenność. 
"Koszmary były jak pasożyty, które wyniszczają organizm żywiciela, doprowadzając swoja ofiarę do śmierci. Pozostawienie Śniących bez ochrony spowodowałoby zagładę ludzkości.(...) Ludzie nękani niekończącymi się Koszmarami, zbyt przerażeni, żeby zasnąć, niezdolni do pracy, do funkcjonowania. Całe gatunki dziesiątkowane przez strach i zmęczenie, popadające w obłęd." [s. 17-18]
I tutaj pojawia się nam bohater główny męski, czyli Aidan Cross. Aidan jest Strażnikiem Snów - przychodzi we śnie i broni swoim mieczem przed Koszmarami (już myślałam, że Day poszaleje całkiem i da miecze świetlne, ale jednak nie...), a więc Aidan stoi na straży, chroniąc śniące dusze, walcząc w pocie czoła i... bierze czynny udział w snach erotycznych (a jakże!). Jednak żadna z kobiet nie widzi go takim jaki jest naprawdę (chociaż jest chodzącą perfekcją, ale o tym za chwilę). Jego rola polega na wcielaniu się w różne postacie, czy to Brada Pitta, czy innych męskich "objawień" (w zależności od fantazji śniącej) i daniu swojej podopiecznej (a przy okazji także sobie) niesamowitych doznań seksualnych. Biorąc pod uwagę, że Aidan ma kilka tysięcy lat, ma też konkretne doświadczenie w swoim "fachu", a jego partnerki dochodzą zawsze - tyle, że z każdą z nich może się spotkać jedynie raz. Jako Mistrz Miecza (najlepszy z najlepszych) pewnej nocy zostaje wysłany na misję specjalną do kobiety, która nie dopuszcza do siebie Strażników, oczywiście jest nią Lyssa, która... widzi Aidana. I tak rozpoczyna się ten płomienny romans: on kombinuje jak tylko może byle się z nią ponownie spotkać (zamienia się z kolegami Strażnikami na partnerki), a ona uczy się jak śnić i przeżywać rozkosz. Jednak pogrywanie tych dwojga wzbudza niepokój u Starszyzny, która podstępem decyduje się na zaskakujący krok...

Wpleciony wątek fantastyczny to moim zdaniem - niewykorzystany potencjał. Autorka nie zdołała poprowadzić tematu w takim stopniu w jakim go rozpoczęła i podsumowując: wypadło to blado. A szkoda, bo on jedyny mógłby utrzymać czytelnika i wzbudzić chęć posiadania kolejnych tomów. Jestem bardzo ciekawa jak Day postanowiła poprowadzić dalsze części skoro w pierwszym tomie tak się rozpisała i moim zdaniem zawarła tutaj wszystko najważniejsze, przy okazji nieźle to marnując.  

Odchodząc od wątku fantastycznego chciałabym powiedzieć kilka słów o bohaterach, a właściwie o głównym bohaterze, który jest "oczywiście" ucieleśnieniem marzeń każdej żyjącej kobiety i dosłownie w każdej scenie jest perfekcyjny - niemal zaczęłam liczyć słowo "perfekcyjny", gdy na kartach pojawiał się Aidan, kilka przykładów: 
"Miała przed sobą najwspanialszy okaz męskiego piękna, jaki kiedykolwiek widziała. (...) Cała ta męska perfekcja znajdowała się w jej łóżku." [s. 68]
"Kąciki jego perfekcyjnie wyrzeźbionych ust uniosły się w lekkim uśmiechu. Przejechała po nich koniuszkiem palca, podziwiając ich perfekcję. Wyobraziła sobie, co mógłby jej tymi ustami zrobić, i całym jej ciałem wstrząsnął spazm (...)" [s. 92]
"(...) Aidan był chodzącą perfekcją. Było w nim coś nieokreślonego, obcego, coś... ponad. Był piękniejszy, bardziej zmysłowy, seksualny niż jakikolwiek innym mężczyzna. (...) Jakby był bogiem." [s. 146]
Poza tą męską chodzącą perfekcją, mamy niezbyt rozgarniętą główną bohaterkę, która nie wiem jakim cudem ukończyła weterynarię... Mało inteligentna i tak piękna, że wszyscy mężczyźni kupują zwierzęta byle tylko się z nią spotkać, sprawia wrażenie rozmarzonej księżniczki, przy tym dziecięco naiwnej i nie zauważającej dosłownie nic, oczywiście do chwili, gdy na drodze jej życia pojawia się Aidan. 

Już zostawiając w spokoju perfekcyjne piękno głównych bohaterów i moje żale odnośnie niewykorzystanego potencjału tła fantastycznego - chciałabym powiedzieć, że motyw główny, czyli sceny erotyczne - poza powtarzalnością i upierdliwym trzymaniem się utartego schematu, a także irytującym słownictwem - były nużące, mało ambitne i jednym słowem słabe. Poziom dialogów (nie tylko łóżkowych), a także opisy i wtrącenia również niejednokrotnie wprawiały mnie w osłupienie nad zawartą w nich głupotą, przykłady:
"Komplement sprawił, że penis mu drgnął, a cholernik był tak wysłużony, że zwykle nie ruszał się bez fizycznej manipulacji, a już z pewnością nie bez wizualnej stymulacji." [s. 31]
"- Będę cię pieprzył tak często, jak zdołam. Będziemy spotykać się na lunchu i kochać się w twoim biurze. Będziesz wypełniona moja spermą w oczekiwaniu na płodne dni. - Jęknęła, zaciskając mięśnie wokół jego pompującego kutasa. - I to by było tyle - mruknął z nieziemsko seksownym akcentem. - Powiedz jak ci się podoba. - Brzmi wspaniale - wydyszała wijąc się pod perfekcyjnym, długim pchnięciem." [s. 250]
"- O cholera. - Co miała z nim zrobić? - Teraz właśnie powinnam zadzwonić na policję, prawda? Halo? 911? Najseksowniejszy facet, jakiego w życiu widziałam (który także najlepiej całuje i najcudowniej pachnie), przybłąkał się do mojego domu i właśnie zemdlał na mojej..." [s. 135]
"- Co gotujesz? - zapytała, wyciągając szyję, żeby zajrzeć za niego. - Nie wiem - przyznał. (...) Nie masz tu nic pożywnego. - Biorę multiwitaminę." [s. 219]
Naprawdę nie wiem jakim cudem Day znalazła się na tych wspomnianych wyżej listach bestsellerów i co takiego kierowało tymi biednymi kobietami w księgarniach na całym świecie, że były skłonne wydawać na nią swoje pieniądze. Mnie absolutnie nie przekonała i wątpię bym sięgnęła po jakąkolwiek jej książkę w przyszłości.


Podsumowując - nie polecam.


________________________________________________________________________________
Sylvia Day, Strażnicy Snów: tom 1 Rozkosze nocy, stron 320, Wydawnictwo Akurat, 2013

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Business & Culture oraz Wydawnictwu Akurat

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +2,4 cm
Czytam Opasłe Tomiska: + 320 stron
Klucznik: +2
Czytamy literaturę amerykańską

37 komentarzy:

  1. Kolejna książka, którą będę omijał szerokim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. w drugiej części również dużo perfekcyjnego seksu :P z perfekcyjnym facetem

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahhahahah, multiwitamina mnie rozwaliła :D Nie czytam erotyków i chyba dobrze robię, bo spotykam się tutaj z prawie samymi negatywnymi ocenami dotyczących książek z tego gatunku. Poza tym... to nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ Ty potrafisz zabawnie podsumować tak fantastyczne "dzieło"! Złamałaś mi serce i przebiłaś mnie świetlnym mieczem... Oczywiście żartuję, lubie erotyki, ale wszystko ma swoje granice. Za serią o Crossie nie przepadam, bo mnie jakoś nie uwiodła, ale masz rację, że wielkie grono kobiet pójdzie za ciosem i "Rozkosze nocy" kupi. I na pewno będą perfekcyjnie dopieszczone ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiście jakieś kiepskie. Też się zastanawiam, kto kupuje takie książki. Słownictwo prymitywne. Do tego ta scena z dzwonieniem na 911 nielogiczna. Kto rozmawiając z policją wygaduje jakieś bzdury o PERFEKCYJNYM facecie?! Chyba ci, którzy kupują takie książki...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio strasznie popularne zrobiły się te wszystkie serie, a jednak z różnych recenzji wynika, że niewiele z nich zasługuje na uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  7. nie słyszałam o tej książce

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam już dość dawno temu - jest to książka dość przyjemna, idealna dla zabicia czasu, acz ma sporo wad - jak sama zauważyłaś ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na początku 2014 roku czytałam drugą część tej sagi i muszę przyznać, że dawno tak nie męczyłam jakiejkolwiek książki. Nie rozumiem fenomenu tego gatunku, naprawdę..

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam wielką chrapkę na tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam i chociaż całkiem pozytywnie wspominam, to jednak nie powaliła mnie na kolana. Bardzo przeciętna pod każdym względem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Uciekam od tego typu książek najdalej jak się da...

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj.. mam mieszane uczucia co do tej książki... ale jedno jest pewne... tekst o multiwitaminie mnie rozbroił :o)

    OdpowiedzUsuń
  14. Może zamiast Aidan powinien się nazywać np boski Adonis :D
    mam gdzieś tą trylogię o Crossie i nie mówię jej nie, kiedyś przeczytam, nie wiedziałam, że to taka jakby kontynuacja :) czasem przydaje się taki odmóżdżacz :) ja przyznaję wszem i wobec, że Greya lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie skusiłam się na Crossa, sugerując się podobieństwem do Grey'a. Sądzę, że i na Aidana się nie skuszę. Szczerze, po przeczytaniu ostatnich cytatów nieco mnie zamurowało. Brak mi słów na tego typu... bestsellery.

    OdpowiedzUsuń
  16. To mnie zasmuciłaś bo książka już czeka u mnie na półce, jak i jej kontynuacja.
    Mam jednak nadzieję, że mi spodoba się odrobinę bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Seria o Crosie zrobiła na mnie raczej słabe wrażenie, więc i tym razem nie spodziewałam się rewelacji... Do tego te wątki fantastyczne jakoś mi się pasowały... Dlatego też tę pozycję odpuściłam i jak widzę była to dobra decyzja:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Rozbawiłaś mnie tą recenzją. I tak nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę, ale przynajmniej niesamowicie poprawiłaś mi humor :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Widziałam w księgarni tę książkę, ale nie sięgnęłam po nią, ponieważ myślałam, że nie jest dla mnie. I miałam rację :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdecydowanie mówię nie takiej literaturze - po ogólnopanujących zachwytach "50 Shades of Grey" jakoś nie mam ochoty na tego typu książki.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie polecasz. Oj, jak dobrze, że się nie skusiłam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytałam Greya (pierwszą część) i z tego typu literatury to mi w zupełności wysarczy,.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nawet nie zamierzałam brać się za tę książkę. Brrr... Uchowaj! :x

    OdpowiedzUsuń
  24. Dawno temu, gdy byłam młoda i piękna ;) namiętnie zaczytywałam się w harlequinach. Marzyłam wtedy o Księciu z Bajki, który przybędzie na białym rumaku.... itp itd. Trochę się człowiek zestarzał, poznał bliżej ród męski i marzenia poszły w łeb. Teraz od wszelkich erotyków trzymam się z daleka. Choć przyznaję, że Twoja recenzja w nieco przewrotny sposób skusiła mnie do sięgnięcia po ten tytuł. Nabrałam ochoty na czytanie - nie dla wątków erotycznych samych w sobie - ale dla wyszukania innych dziwnych i śmiesznych cytatów. Przytoczone przez Ciebie fragmenty książki naprawdę mnie ubawiły,

    OdpowiedzUsuń
  25. Uśmiałam się do łez jak czytałam Twoja recenzję :)...książki nie przeczytam, bo nie lubię czytać czegoś, co jest na pewno zdecydowanie gorsze od recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Uśmiałam się :) Dzięki
    Ja po 50 twarzach Grey'a jestem daleka na razie od erotyków.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja jakoś za erotykami nie przepadam, szczególnie, gdy perfekcyjność bucha z każdej strony....
    Mam e-booka tej książki, ale myślę, że go nie przeczytam, chyba, że totalnie nie będę mieć nic pod ręką :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten cytat mnie rozbroił: "- O cholera. - Co miała z nim zrobić? - Teraz właśnie powinnam zadzwonić na policję, prawda? Halo? 911? Najseksowniejszy facet, jakiego w życiu widziałam (który także najlepiej całuje i najcudowniej pachnie), przybłąkał się do mojego domu i właśnie zemdlał na mojej..." [s. 135]
    Inteligentne te dialogi ^^
    Ja bym się nie nacięła na nią, bo erotyki to nie moja bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Czyli jak chcę się pośmiać, to mam sobie poczytać tę książkę? :P

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie zamierzam tracić na nią czasu:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ale się uśmiałam Twoim podsumowaniem ha ha. Dobre.

    OdpowiedzUsuń
  32. Dawno, dawno temu zaczęłam, czytać pierwszą część trylogii o Crossie i rzuciłam po dwudziestu stronach, bo uznałam, że to taki Grey, tylko, ze z innymi imionami. No i widzę, ze kolejna historia stworzona na jedno kopyto.

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetna recenzja! :)
    A na Day miałam chrapkę, ale chwilowo sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  34. I tak bym nie sięgnął, zdecydowanie nie moja bajka ;)))

    OdpowiedzUsuń
  35. Z pewnością się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Za erotykami zbytnio nie przepadam, dlatego po tego również nie sięgnę :) Dla mnie z opisów wszystkie te serie wydają się niemal identyczne. Tak jak napisała Gosia, zmieniają się jedynie imiona.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...