niedziela, 22 czerwca 2014

Dzień dobry, kochanie - Elisa Amoruso


Zacznę może od tego, że recenzja tej książki będzie bardzo emocjonalna. 

Dzień dobry kochanie to moje pierwsze spotkanie z literaturą włoską i niestety nie obeszło się bez spięć, zgrzytów, a także sukcesywnego omijania nudnych fragmentów (o zgrozo). To zdecydowanie lektura z gatunku niezobowiązujących, czyli takich, o których nie będziemy pamiętać już za około tydzień. Powiedziałabym nawet, że stworzona na siłę. Idealna na plażę, na koc w parku czy na letnie wakacje,  jednym zdaniem - dokładnie z pola tych, które omijam szerokim łukiem. Nie wiem jak to się stało, że umieściłam tę pozycję w chciejce #5 i że tak pragnęłam ją przeczytać. Ta książka jest idealnym przykładem potwierdzającym tezę - jak blurb potrafi zwieść czytelnika. I niestety, owa romantyczna historia w stylu "Jednego dnia", na którą miałam nadzieję i którą obiecywał mi slogan na okładce, wyraźnie potwierdziła, że "Jeden dzień" jest jedyny w swoim rodzaju i nie ma możliwości mu dorównać.

Ale może opowiem trochę o samej fabule. Bohaterami tej książki są Agnese i Lorenzo, a może raczej Nina i Lorenzo? (chłopakowi nie podobało się imię dziewczyny, więc nadał jej inne, jak sprytnie...). Ona grzeczna, on niekoniecznie (oczywiście), poznają się w dzieciństwie - w dniu, który jak się później okaże, był traumatyczny dla nich obojga - i po kilku scysjach zawierają przyjaźń "na dobre i na złe". Następnie przez lata (około 20!) spotykają się i rozstają, by w końcu przeznaczenie zdecydowało za nich. Nie będę opowiadała więcej bo zdradziłabym Wam całą treść. Ale już jakiś pogląd na historię mamy? 

To porównanie do wspomnianego wyżej "Jednego dnia" ma prawdopodobnie dotyczyć spotykania się bohaterów co kilka lat, jednakże w moim odczuciu wyszło to naprawdę słabo. Miałam wielkie trudności z wczuciem się w tę historię, a jej początkowe strony wręcz męczyłam. I nie mam treraz na myśli, że powieść rozpoczęła się tak jakby od końca, ale całe to poplątanie imion i chronologię wydarzeń. Mamy tutaj elementy obyczajówki, romansu, dramatu i powieści sensacyjnej z mocno zarysowaną historią w tle (m.in. Che Guevara, Berlusconi), a nawet pokomunistyczną Warszawą (!) - wszystko w jednym, czyli tak naprawdę - całe nic. Portrety psychologiczne postaci są bardzo płytkie, a historia momentami przesadnie sentymentalna i nużąca (głównie przez oschłe i proste opisy). Dodatkowo książkę podzielono na całe mnóstwo rozdziałów - tych większych jak i tych mniejszych, co sprawiło, że wątki cyklicznie się urywały i nie wyjaśniały mnóstwa kwestii. Szkoda, że Amoruso nie poszła w stronę ubarwienia powieści dialogami, które były tutaj naprawdę mocną stroną - często zabawne i okraszone dygresjami, wyraźnie wprowadzały trochę życia - niestety pojawiały się w ilościach zaledwie miernych. 
Dziesięć minut seksu i już był wyczerpany. (...) pomyślała, że coraz mniej było na świecie mężczyzn, przed którymi warto było się rozebrać. [s. 151]
W miarę przekręcania stron, historia zaczęła trochę pochłaniać, jednakże cóż mogłabym napisać więcej... Książka nie jest najgorsza, lecz nie do końca jestem w stanie zrozumieć, gdzie tkwi jej fenomen. Dość schematyczna i jednocześnie poplątana, czyta się w miarę lekko (pomimo fatalnych początków), kilka razy wzrusza, niemniej jednak oczekiwałam tutaj czegoś więcej. Więcej emocji, więcej łez, więcej dylematów i więcej miłości. Reasumując, wady książki przeważają nad jej zaletami, ale mimo wszystko nie skreślam autorki na przyszłość. Mogłabym polecić tę historię osobom poszukującym lekkiej książki na wakacje, myślę jednak, że zmanierowany czytelnik, który oczekuje od literatury czegoś więcej, niż tylko dwóch mile spędzonych wieczorów, może czuć się tą powieścią rozczarowany.


___________________________________________________________________
Elisa Amoruso, Dzień dobry, kochanie, stron 352, Wydawnictwo Olé, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +2,7 cm
Czytamy powieści obyczajowe

48 komentarzy:

  1. Nie miałem nigdy do czynienia z literaturą włoską, ale tej przygody nie rozpocznę z tą książką. Zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czemu, aczkolwiek literatura włoska do mnie ostatnio nie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, nie, nie. Literatury włoskiej nie znam, tematyka nie moja, a że od książki wymagam dużo, pewnie będę rozczarowana. Więc nie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie nie mam zamiaru czytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czuję się zainteresowana, więc raczej sobie odpuszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O nie to ja nie chcę tego czytać ;d Jakoś Ci włoscy pisarze nie robią furory ;d

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam tego typu literaturę, dlatego z przyjemnością przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ proszę bardzo :) kwestia gustu ;)

      Usuń
  8. Chyba już się gdzieś spotkałam z tym tytułem...
    Książka jednak nie do końca do mnie przemawia ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z włoskich autorów miałam styczność tylko z F. Moccią i przyjemnie wspominam, dlatego chętnie zapoznałabym się z innym, ale tę książkę sobie odpuszczę, trochę szkoda mi czasu na takie nudnawe pozycje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie czytałam tylko jedną książkę tego autora i zniechęciłam się do włoskiej literatury.

      Usuń
  10. Ostatnio stałam się strasznie marudna i wymagająca. Bardzo wkurzają mnie książki, w których autor nie poświęca zbyt wiele uwagi charakterystyce postaci. Odkryłam nawet, że solidna konstrukcja postaci w dużej mierze decyduje o tym, czy książka podbije moje serce. Poza tym, jak coś jest o wszystkim, znaczy, że o niczym konkretnym. Te dwa minusy sprawiają, że nie zamierzam układać sobie życia z tym tytułem ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie dla mnie. Fabuła wydaje się taka nijaka, nie przekonuje mnie do siebie. Na plażę zabiorę ze sobą coś innego ;d

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam dylemat, ale na razie i tak nie przeczytam ;/

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam sporej wielkości stosisko do opanowania więc na razie podziękuje za tę powieść. Ale będę miała ją na uwadze na przyszłość. Mimo mankamentów wydaje się być ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  14. Blurb czasem wyprowadza w pole... cóż, życzę Ci by kolejna ksiażka była lepsza i czekam na relację z "Miłości..." ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Okładka mnie odstrasza, a po recenzji już wiem, że lepiej sobie odpuścić...

    OdpowiedzUsuń
  16. Pomimo tych mankamentów, o których piszesz - dałabym tej książce szansę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie dla mnie. Nawet, gdyby nie wady, o których pisałaś, pewnie i tak fabuła by mi się ie spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo podobał mi się film Jeden dzień i dopisałam sobie do listy książkę, aby nie zapomnieć jej przeczytać.Tu ten dopisek na okładce i ogólny zamysł spotkań kusi, aby dać szansę książce, ale skoro piszesz, że raczej wygląda jak pisana na siłę, to chyba na razie sobie daruję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden dzień w wersji papierowej jest naprawdę dużo lepszy do wersji filmowej, także serdecznie polecam :)

      Usuń
  19. Może zabiorę ją z sobą na plażę ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. no nieźle. A moja znajoma bardzo lubi literaturę włoską :O I co teraz. Do mnie nie przemawia zupełnie. Sądząc po komentarzach innych dziwie sie swojej koleżance ;P

    OdpowiedzUsuń
  21. może przyda się nad Bałtyk jak będę się nudzić :)

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja tam lubię takie lekkie książeczki :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak wreszcie przeczytam "Jeden dzień", to przemyślę, czy tą książkę też chcę przeczytać :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam jeden tytuł z literatury włoskiej na półce - jeszcze go nie czytałam, więc nie mam pojęcia jak go ocenię.
    Dzień dobry kochanie wydaje się ciekawą pozycją, wiec dlaczego nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też mam właśnie jeszcze jeden i trochę się teraz obawiam... ale po cichu liczę na to, że przez inny gatunek książka da inny wydźwięk ;)

      Usuń
  25. To ja podziękuję. Książka całkowicie nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Myślę, że chyba jednak po nią nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Od czasu pojawienia się twojej chciejki, chciałam przeczytać tą książkę, ale teraz... Już pierwsze zdanie twojej recenzji wzbudziło we mnie niechęć. Dlaczego? Moje spotkania z włoskimi pisarzami... Jak dotąd kończyły się tragicznie. (No może nie licząc pani Troisi) Mam straszny uraz do autorów z tamtego kraju i poprzysięgłam sobie, po ostatnim rozczarowaniu (Trzy metry nad niebem), że postaram się trzymać jak najdalej od tworów włoskich pisarzy i pisarek. Cieszę się, że twoja recenzja jest negatywna, bo gdyby była pozytywna, miałabym nie lada dylemat i być może nawet wyrzuty sumienia, że przez niechęć do innych pisarzy, nie chcę sięgnąć i po ten tytuł. ;)
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wobec tego niezmiernie się cieszę, że uchroniłam Cię przed wyrzutami sumienia! :)

      Usuń
  28. Raczej nie będę tracić na nią czasu, poszukam czegoś lepszego o włoskim rodowodzie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Na wakacje idealna...o ile po pierwszych kilku stronach ktoś nie wyrzuci tej książki przez okno;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Chyba się nie skuszę, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  31. O jej, a chciałam ją przeczytać... coż, nie wiem czy po takiej opinii warto ;/

    OdpowiedzUsuń
  32. No nie wiem, średnio jestem zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Może kiedyś z samej ciekawości sięgnę, ale szybko to raczej nie nastąpi... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Takie książki lubię czytać tylko w lato kiedy się opalą na kocu :)
    Bardzo fajna recenzja :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie INNA
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie znoszę takich książek. Moim zdaniem nie nadają się one nawet na plażę.

    OdpowiedzUsuń
  36. Mialam zamiar ja przeczytac alr teraz to juz sama nie wiem

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...