poniedziałek, 8 września 2014

Last Night [2010]



Fabuła jest na pozór prosta. Jo i Michael sprawiają wrażenie pary idealnej. To kochające się małżeństwo, z zaledwie kilkuletnim stażem, wybiera się na przyjęcie firmowe do jednego z przyjaciół. Wśród zgromadzonych gości pojawia się też atrakcyjna nieznajoma (jak się później okaże - nieznajoma tylko dla Jo). Po powrocie do domu, Jo zarzuca swojemu mężowi, że flirtował. Michael odpiera jednak te zarzuty, uspokajając żonę i twierdząc, że nie ma żadnych powodów do obaw. Taki rozwój sytuacji nie uspokaja Jo, która jest głęboko zaniepokojona tajemnicą męża. Następnego dnia - On wyjeżdża w delegację z koleżanką z pracy (którą okazuje się kobieta z przyjęcia), natomiast Ona - spotyka przez przypadek swoją wielką miłość sprzed lat. Czy ulegną pokusie i zdradzą swoich partnerów? Czy ta jedna noc będzie w stanie zaważyć na ich dalszym życiu?




Mówiąc w skrócie: "Last night" to czworo bohaterów i jeden temat główny - zdrada. Ten soczyście kameralny debiut irańskiej reżyserki, Massy Tadjedin, może nie mówi nic nowego na temat związków, miłości, wierności i zaufania - ale dzięki temu, że opowiada tę historię niezwykle subtelnie i z wyczuciem - gra na emocjach widza, rozsypując jego wnętrze na milion małych kawałków... 

Z małżeństwem Jo i Michaela Reedów pozornie wszystko jest idealnie - piękni, młodzi, spełnieni zawodowo i szczęśliwi - a jednak Massy Tadjedin rzadko pozostawia ich oboje w jednym kadrze. Portretuje te osobowości raczej osobno, często osamotnionych, pogłębionych w rozterce - dając widzowi do zrozumienia, że ich "wspólne życie" z chwili na chwilę staje się "życiem obok siebie" - ta delikatna, wyrażona poprzez dopracowany montaż sugestia powolnego rozpadu, budowana jest z pełną taktu konsekwencją.




Cały film dzieli się na dwa równoległe i przeplatające się ze sobą wątki: Michaela - kuszonego przez towarzyszącą mu na służbowym wyjeździe koleżankę oraz Jo - spędzającą wieczór w towarzystwie byłego partnera. Tadjedin wybornie posługuje się pełnym dramatu suspensem i z przekorą bawi pytaniem: "które z nich zdradzi?". Zdradzić może zarówno On - poddając się wdziękowi partnerki z pracy, ale zdradzić może także Ona - ulegając swojemu byłemu chłopakowi. Problem jednak budzi się przy bliższej próbie zdefiniowania słowa "zdrada", bo co ona tak właściwie oznacza? Czy prawdziwa niewierność zaczyna się w chwili, kiedy dochodzi do zbliżenia, czy jednak już wcześniej - wtedy, kiedy podejmuje się decyzję, że do tego zbliżenia faktycznie dojdzie? Czy wobec tego zdrada może mieć "tylko" wymiar psychiczny, czy też musi mieć swoje przełożenie na aspekt fizyczny? 

Nie jest do końca wyraźne kto tak naprawdę bardziej zdradza w "Last Night": czy żona, która spędza nader miły wieczór w towarzystwie swojego byłego kochanka, czule wspominając ich wspólną przeszłość, czy może mąż, który na delegacji służbowej próbuje zahamować rosnące w nim pożądanie (świadomie) pobudzane przez jego koleżankę? Jakby nie spojrzeć na tę kwestię pojawia się pewne przypuszczenie, że - zdrada kobiety zawsze podbudowana jest uczuciem i wobec tego ma charakter bardziej trwały, natomiast mężczyzny - chwilowy, ponieważ pożądanie, któremu pragnie się poddać jest doraźne i tak naprawdę pozbawione większego znaczenia. Ale czy wobec tego bylibyśmy w stanie potwierdzić, że to kobieta zdradza psychicznie, a mężczyzna w sposób fizyczny? A jeżeli tak, to która - i czy w ogóle któraś - ze zdrad jest gorsza? Czy samo pragnienie kogoś innego niż ktoś z kim jesteśmy związani już jest zdradą? Massa Tadjedin unika jednoznacznej odpowiedzi, a raczej delikatnie sugeruje by to widz zastanowił się nad ciężarem winy, lecz gdy już się zastanowi i będzie uważał, że ma swoje zdanie to niejednoznacze, acz pełne odniesień zakończenie sprawi, że prawdopodobnie ponownie będzie musiał tę opinię zweryfikować. 




Jeżeli chodzi o obsadę to moim zdaniem została bardzo dobrze dobrana. Keira Knightley w roli zazdrosnej, ale też nie całkiem wiernej żony (Jo) wypadła bardzo wiarygodnie, a fakt, że potrafi dobrze oddać emocje i piętrzące się wątpliwości targające jej postacią, tylko dodaje wydźwięku całej postaci. Sam Worthington w roli Michaela - co z ubolewaniem muszę przyznać - wyraźnie nie daje się porwać roli, przez co jest raczej zachowawczy i pełen rezerwy. Bardzo prawdopodobne, że takiej właśnie kreacji oczekiwała od niego pani reżyser, aczkolwiek uważam, że mógł pozwolić sobie na pewien rodzaj ekspresji. Eva Mendes jako ponętna koleżanka była niemal stworzona do tej roli - emanująca swoistym czarem sprawiającym, że pełen zasad, rozważny mężczyzna powoli staje się jej uległy potwierdziła, że nikt nie zagrałby tego lepiej. Bardzo podobał mi się również Guillaume Canet w roli powracającego kochanka - uroku osobistego odmówić mu absolutnie nie można ;)


"Last Night" to film senny, ale na pewno nie nużący. Zdecydowanie do oglądania wieczorem lub w nocy przy zgaszonym świetle i lampce wina. Tempo akcji płynie tutaj powoli, opierając się głównie na dialogach i naprawdę dobrej grze aktorskiej wspomnianej czwórki - dając tym samym pełen różnych odniesień materiał do przeanalizowania. Myślę, że jeśli obejrzy się go z bliską osobą - może wzbudzić poważną i intensywną dyskusję. To prawdziwa wisienka na torcie dla miłośników inteligentnych opowieści o wszelkiej maści związkach i relacjach damsko-męskich. Czy polecam? Bardzo.




30 komentarzy:

  1. Z wielką ochotą zabiorę się za oglądanie tego filmu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam na nowy czwartkowy cykl - Z poezją na Ty
      http://monweg.blog.onet.pl/2014/09/11/z-poezja-na-ty-w-malinowym-chrusniaku/

      Usuń
  2. Faktycznie wydaje się prosta ta fabuła, ale takie są najlepsze :) chyba aż się skuszę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Może kiedyś - na razie mam długą kolejkę od obejrzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam tego filmu, ale raczej nie czuję się zainteresowany.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam K. Knightley, ale ten film gdzieś przegapiłam. Na pewno obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam, że kiedyś oglądałam i pamiętam, że film zostawił po sobie dobre wrażenie. Bardzo kameralny, bardzo subtelny - nie trzeba było golizny za 5 minut, żeby przyciągnąć moją uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Film obejrzałam, jak jeszcze byłam wielką fanką Keiry Knightley, co mi dawno minęło. Chociaż aktorkę nadal lubię, to nie jestem wielką fanką, jak kiedyś. Film uważam za średni :)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety, nie miałam okazji obejrzeć tego filmu. Muszę to nadrobić! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Film był bardzo dobry. Ukazywał różne oblicza zdrady i to mi się podobało, bowiem nie musi ona być tylko cielesna - wystarczy, że jest umysłowa. Nie wiadomo, która tak do końca bardziej boli i która jest bardziej zdradziecka. A Keirę uwielbiam i to w sumie dla niej włączyłam ów film :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hm. Obejrzę z Karolem, bo sama jakoś nie mam ochoty. A obecnie i tak wolę seriale, co z resztą widać :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli jako zdradę definiujemy w zasadzie wszystko (spotkanie z przyjacielem, flirt, a nawet pomyślenie o pójściu do łóżka z kimś innym niż własny partner/ka), to może odejść od skostniałych obyczajów i przyjąć po prostu za pewnik, że coś takiego jak monogamia nie istnieje? Mniej nerwów.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdecydowanie sprowokuje do dyskusji- zapisuję tytuł i zobaczę, co z tego wyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na pewno obejrzę, może już w weekend :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś chciałam obejrzeć ten film, ale wydawał mi się nudny :) Teraz znowu mam na niego ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Może dzisiaj sobie zobaczę ;) A może jednak skuszę się na "Gwiazd naszych wina" ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie jestem przekonana, czy moja druga połowa chciałaby oglądać ze mną ten film, ale tak czy siak ja go obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak wygospodaruję czas to obejrzę w sobotę:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie znam go, ale może obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Właśnie ostatnio oglądałam ten film ;) Może i faktycznie fabuła jest prosta, aa film krótki bo niecałe półtorej godzinki ale ma coś w sobie ! Osobiście uwielbiam Keire Knightley. Ona w każdym filmie, graną postać obdarza czymś niezwykłym i ta postać ma taki swój charakter. Świetna, piękna i mądra aktorka! Za Evą Mendes nie przepadam, ale fantastycznie pasowała do tej układanki .Oczywiście płeć przeciwna też spisała się na 6. Film jest bardzo bardzo dobry i pozostawia dużo do myślenia. Oby więcej takich "mądrych" filmów o miłości ♥ PS jak by ktoś chciał obejrzeć ten film , to w sobotę o 22:10 na ale kino+ będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. O, coś nowego tym razem - recenzja filmu :)
    Na początku nie byłam przekonana, by go obejrzeć, wydawał mi się trochę nie w moim stylu, ale... tak kusisz i zachęcasz, że po dotarciu do końca recenzji mam go jednak ochotę zobaczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie znam, o dziwo, tego filmu, a bardzo lubię Keirę. Nie wiem dlaczego, ale fascynuje mnie temat zdrady, jej pierwszych symptomów, przebiegu i w końcu skutków. I to zarówno w książkach, jak i filmach. Zapamiętuję więc tytuł:))

    OdpowiedzUsuń
  22. oglądnę z wielką chęcią. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Też pomyślałam o oglądaniu tego filmu przy lampce wina;) Mam go na uwadze już od dawna, ale zawsze znajduje się coś "lepszego" do obejrzenia w danym momencie...

    OdpowiedzUsuń
  24. O filmie wcześniej nie słyszałam ale chętnie po niego sięgnę :)
    Bardzo fajna recenzja
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie INNA
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Gdybym tylko miała czas na oglądanie, a tak sama od ponad dwóch miesięcy tkwię w połowie serialu, bo nie mam kiedy go obejrzeć, pewnie w sesji :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Widziałam ten film już jakiś czas temu i muszę przyznać, że bardzo mi się podobał : >

    OdpowiedzUsuń
  27. Skoro piszesz, że mimo wszystko warto oglądnąć... wierze na słowo i już sobie zapisuję tytuł na filmwebie, żeby o nim nie zapomnieć. ;) Muszę przyznać, że strasznie ciekawi mnie udział Keiry Knightley w projekcie. :) Bo mimo, że jej może nie kocham, to uwielbiam filmy z nią. ;)
    Z pewnością w wolnej chwili włączę i obejrzę.
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  28. Lubię melancholijne filmy i interesuje mnie irańska reżyserka. Zapisałam sobie tytuł tego obrazu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...