wtorek, 30 września 2014

Zła krew - Sally Green


"Zła krew" to książka, która szturmem wbiła się na rynek literacki, osiągając przy tym uwaga (!) Rekord Guinnessa jako "Najczęściej tłumaczona przed premierą książka debiutującego autora" - 47 języków! Z natury raczej podejrzliwie patrzę na takie doniesienia, ale w przypadku tej właśnie publikacji postanowiłam zaryzykować i sprawdzić - czy mnie również zachwyci, poza tym owa powieść miała w sobie coś jeszcze, ale o tym za chwilę. 

Gdy wspomniałam o "Złej krwi" w swojej chciejce#8 wklejając zarys fabuły (który na samym początku pojawił się na stronie wydawnictwa): 
Współczesny świat, w którym obok ludzi żyją wiedźmy – dobre białe oraz złe czarne. Piętnastoletni Nathan jest mieszańcem obu zwaśnionych, ściganym i wyalienowanym, lecz zdecydowanym przetrwać za wszelką cenę. Pierwsza część trylogii, która zostanie przetłumaczona w kilkudziesięciu językach.
Miałam nadzieję na... wiedźmy! Tajemne uroki, klątwy, ukryty pod ziemią świat magów i czarownic, pełen tajemnych sił, mocy i zaklęć działają na mnie jak magnes. Uwielbiam o tym czytać. W imię dobrej czarodziejskiej uczty byłabym nawet w stanie znieść nastoletniego głównego bohatera. Może nie odrobiłam pracy domowej, może źle się przygotowałam i zbyt pochopnie zdecydowałam się na tę książkę, może gdybym miała tę decyzję podjąć teraz wcale bym jej nie chciała? Krótko mówiąc - jestem rozczarowana.

Książka wydaje się niedopracowana, niespójna i chwilami nawet pisana na siłę. Już pomijając fakt, że główny bohater, który miał być siedemnastolatkiem - przez początkowe kilkadziesiąt stron był ośmiolatkiem, później jedenastolatkiem, największą część książki był piętnastolatkiem, a lat siedemnaście skończył dopiero na stronie 380 z 400 (!) to cała jego kreacja nie przemówiła do mnie w żadnym aspekcie. Wyraźnie też widać, że autorka wzorowała się na Harrym Potterze i Mieście kości: osierocone dziecko, wychowywane przez babcię, którego ojcem był najczarniejszy z czarnych charakterów i którego bali się wszyscy pozostali. Półkod - pół biały, pół czarny, pół czarodziej, pół czarownik, zrodzony z białej matki i czarnego ojca. Prześladowany przez Radę Białej Magii i... Łowców. Czy nie macie wrażenia, że gdzieś już to było? 

Choć sam pomysł na powieść był dość nietypowy i obiecujący - to budowa i kształt pozostawiają wiele do życzenia. To co pierwsze rzuciło mi się w oczy to spis treści - powieść podzielono na 6 części, a te z kolei na tytułowane rozdziały - razem 53(!). Pięćdziesiąt trzy rozdziały w zaledwie 400-stronicowej książce to dość zastanawiające prawda? Fabuła również kuleje. Zdania utrzymane są w prostej stylistyce, bez większych upiększeń, a nawet niestety - humoru. To czego mi tutaj najbardziej brakowało, to tego, by chociaż jeden bohater był skłonny zaskarbić sobie moją sympatię żartem i błyskotliwością. Niestety nic takiego nie miało miejsca - wręcz przeciwnie, powaga była aż nienaturalna. Wszystko jak na złość było drętwe, a przez to nużące i sprawiało wrażenie ciężkiej atmosfery. Moim zdaniem zawiodło tłumaczenie - było zbyt dosłownie, a przez to - zbyt gęsto. 
Zaciskam zęby. Mam uczucie, jakby ktoś oddzielał mi mięso od kości jak kurczakowi. Trzyma się zaskakująco mocno. [s. 388]
Przyjechali tu by mnie zabić, to jasne. Może każą mi przejść na koniec pola i tam mnie zgładzą, a może nie zadadzą sobie nawet tyle trudu i skończą sprawę  przy klatce. Pogrzebią mnie w ziemniakach. [s. 209]
Krótki łańcuch i obroża skazują mnie na leżenie we własnych wymiocinach. (...) Zasikany, unurzany w rzygowinach, nie mam nawet siły podnieść głowy. [s. 155]
Ze swojej strony nie doszukałam się w tej powieści nic co by mnie zauroczyło lub kupiło, żadnego morału lub życiowej wartości. Nie przeczytałabym jej też młodszemu rodzeństwu (gdybym takowe miała) ze względu na bestialską brutalność i zbyt szczegółowe opisy tortur piętnastoletniego (!) chłopaka. Jednak co ciekawe - książkę czyta się dobrze. Naturalnie wszystko jest rzeczą gustu, jednak nie każdemu powieść będzie pasować. Czytając, często miałam wrażenie, że autorka "znudzona życiem", któregoś dnia spojrzała w niebo i powiedziała - o! napiszę książkę. A potem siadła i napisała - ot, tyle. Zresztą moje przypuszczenia paradoksalnie mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości ponieważ pani Green, w swoich podziękowaniach napisała: Zaczęłam pisać dość późno i stosunkowo niedawno, w 2010 roku, starając się ukryć tę nową obsesję przed przyjaciółmi i rodziną biorąc pod uwagę, że moje wcześniejsze dokonania literackie ograniczały się do napisania kilku słów do mleczarza (...) Zebrałam się na odwagę i wyjawiłam prawdę. - Piszę powieść. [s. 395]. Mam trochę żal do twórczyni dzieła, mam żal do osoby, która je przełożyła, żal do tego całego szumu, który trwa obecnie wokół, a największy mam chyba żal do samej siebie - że dałam się tak skusić. 


_______________________________________________________
Sally Green, Zła krew, stron 400, Wydawnictwo Uroboros, 2014

Za udostępnienie egzemplarza książki do recenzji serdecznie dziękuję
Grupie Wydawniczej Foksal

Wyzwania:
Czytam Opasłe Tomiska: +400 stron
Klucznik: Wydana w serii

37 komentarzy:

  1. Tak... Byłam tego samego zdania co Ty, na szczęście postanowiłam poczekać na pierwsze recenzje. Twoja jest drugą na jaką wpadłam i obie są w tym samym tonie. Po raz kolejny reklama zrobiła swoje, eh... Szkoda. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też chętnie przeczytałabym książkę fantastyczną, której główną bohaterką jest wiedźma. Ten ,,gatunek" jest ostatnio raczej niedoceniany przez pisarzy, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam książki ciekawa, ale po Twojej recenzji dam sobie z nią spokój. Podczas czytania cytatów zamiast zaitrygowania, czułam zniesmaczenie i przerażenie. Oczywiście przerażenie stylem autorki. Chociaż może to nie autorka, a tłumacz? Lub po prostu zbyt usilnie staram się usprawiedliwić to "coś" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeżeli jesteś mocno rozczarowana, to na pewno nie zdecyduję się na lekturę tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie książka nie dla mnie. Może gdyby były te wiedźmy to bym się skusiła, ale skoro ich nie ma to sobie daruję ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli już jestem pewna, że ważenie jakie odniosłam po tych opisach, cytatach, zachętach itd., były słuszne. Czuje się teraz taka fajna :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Spodziewałabym się czegoś lepszego po tym mnóstwie tłumaczeń na inne jezyki.. Nie sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że się rozczarowałaś. Nie lubię tego uczucia przy czytaniu ksiązek.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miej żalu, że się skusiłaś, gdyż dzięki temu możesz ją teraz odradzać innym, którzy również mieli się na nią skusić ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cały czas nad tym myślę. Bo na początku słyszałam mnóstwo, naprawdę mnóstwo pozytywnych opinii, jako że ona wyjątkowa, oryginalna, niesamowita i wgl. Ale potem zaczęłam się natykać na coraz więcej negatywnych opinii. I teraz naprawdę sama nie wiem, co zrobić. Bo jednak czuję coś takiego, coś mnie do niej przyciąga. Ale te negatywne opinie jednak jakoś mnie odstraszają

    OdpowiedzUsuń
  11. Od jakiegoś czasu bardzo chcę przeczytać tę książkę, ale po Twojej recenzji chyba sobie odpuszczę :/ Liczyłam na coś świeżego, a to tutaj przeciera tylko stare już schematy. No cóż... szkoda.

    Pozdrawiam,
    Alpaka

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem zaskoczona, że w ogóle nie kojarzę tej książki. Nie wiedziałam, że taki szum wokół niej się rozpętał. Szkoda, że się zawiodłaś, ja raczej nie będę ryzykować, ponieważ fabuła nie wydała mi się zbyt zachęcająca. A i styl zaprezentowany w cytatach pozostawia wiele do życzenia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytam z samej ciekawości, ponieważ słyszałam o niej wiele dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj, a ja tak czekam na tę książkę :( Ale choć bardzo lubię twoje recenzje (zwłaszcza te negatywne) i zazwyczaj zgadzam się z twoimi opiniami, to chyba i tak dam się skusić i sama sprawdzę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zła krew zapowiadała się z przytupem, normalnie szał że łał, ale widzę, że zawartość nie dorównuje szumowi wokół niej... Szkoda. Ciekawe w takim razie, co sprawiło, że Zła krew stała się tak rozchwytywanym tytułem jeszcze przed premierą? Hmm... Poczekam na inne recenzje, bo chcę porównać opinie wielu czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  16. Takie rozczarowania są...straszne, po prostu. Bo gdyby jeszcze chodziło o książkę, na którą trafiło się przypadkiem - ok, jest zła, zapominam o niej. Ale powieść, która zapowiadała się tak dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  17. Masz rację... To już wszystko było. Mimo to, chętnie bym przeczytała tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie czytałam, ale przeczytam. Jestem ciekawa, czy i mi się nie spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakie teksty :) No nie :) Nie skuszę się

    OdpowiedzUsuń
  20. No i klops...Miałam na nią ochotę, ale jak zwykle zaufam Twojemu osądowi i dam sobie spokój. Uwielbiam Twoje recenzje ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. O kurczę... W takim razie czemu u diabła, za granicą tak strasznie ją wychwalali, pobudzając tym samym moją ciekawość?! Jak im nie wstyd! :( A najgorsze jest to, że mimo twojej złej opinii i mimo, że już nie mam ochoty przeczytać tej powieści to... nadal chcę ją MIEĆ. Bo okładka mi się niezmiernie podoba i strasznie chciałabym ją widzieć u siebie na półce. :( Ale przecież nie będę kupować tej pozycji dla okładki... A przynajmniej nie bez odpowiedniej promocji... :)
    Ale poważnie?! BRAK HUMORU?! :(
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  22. Okładka bardzo ciekawa, ale fabuła już nieszczególnie... zwłaszcza, że twoja recenzja nie jest zbyt pozytywna :)
    pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. No to mnie dobiłaś! I po kij ja wydawałam kasę? :/ Zaczynam naprawdę żałować, tym bardziej, że to nie pierwsza tak mało pochlebna recenzja na temat tej powieści jaką mam okazję czytać :|

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja za takie książki raczej się nie biorę, ale też by mnie skusiła wizja wiedźm i czarów... Szkoda, że całość nieudana.

    OdpowiedzUsuń
  25. Patrząc na Twoją chciejkę i okładkę, też myślałam czy się skusić na tę książkę. Teraz wiem, że ją sobie odpuszczę, dzięki za rzetelną recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Na szczęście nie słyszałam wcześniej o książce, bo pewnie dałabym się zwieść całej tej magicznej i pozornie fascynującej otoczce. A w efekcie wyszły, jak widzę, pogrzebane ziemniaki, w sensie przenośnym i dosłownym :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Oj. Tak. Po takiej lekturze może pozostać tylko żal. Ja o niej w ogóle nie słyszałam, ale teraz już nawet nie chcę słyszeć...

    OdpowiedzUsuń
  28. Fakt, książka nie jest jakimś pisarskim majstersztykiem ale czyta się ją dobrze. Co do brutalności, ja bardzo lubię ją w powieściach (tak, wiem, jestem dziwna)

    OdpowiedzUsuń
  29. Miałam tę pozycję na oku od pewnego czasu, ponieważ również liczyłam na wiedźmy, ale teraz dam sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń
  30. O jej, szkoda. Faktycznie fabuła już gdzieś była, na pewno po nią nie sięgnę zwłaszcza, że jest książką niedopracowaną.

    OdpowiedzUsuń
  31. A mnie się książka bardzo podobała i czytałam ją z ogromnym zaangażowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  32. O fu!!! Mam tę książkę na półce i jeśli okaże się tak samo jak z "Cała nadzieja w Paryżu" to chyba się wścieknę! Czy wszystko muszą tak cholernie reklamować. ;/ ;/ ;/

    OdpowiedzUsuń
  33. Chodziłam wokół tej książki i chodziłam, ale po Twojej recenzji się nie skuszę. :/
    www.blog-ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  34. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  35. Przeczytałam i również zaskoczyło mnie, że taka reklama... a taka treść. Porównania do HP, Darów Anioła, a dla mnie także do Herosów (to zjadanie serc by posiąść konkretny dar). Za mało magii, stanowczo za mało! Nathana także nie udało mi się polubić. Dla mnie jeszcze ta cała retrospekcja była przydługa (cała ocena książki w recenzji oczywiście) - przecież to można było zrobić naprzemiennie: przeszłość - teraźniejszość. A taki fajny początek! I tak ciekawy zwiastun do tej powieści! Nadal nie widzę powodu, dla którego aż na tyle języków przetłumaczono "Złą krew" jeszcze przed zaprezentowaniem szerszej widowni.

    OdpowiedzUsuń
  36. Szkoda, że wcześniej nie przeczytałam Twojej opinii. Sama właśnie się skusiłam na książkę i nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam. Ale to się okaże...

    OdpowiedzUsuń
  37. A właśnie kilka dni temu stałam w bibliotece przy regale chyba ze dwadzieścia minut, zastanawiając się: brać, czy nie brać?. Dzięki Twojej recenzji już wiem, żeby omijać książkę szerokim łukiem. ;)
    ---
    recenzje-koneko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...