środa, 26 listopada 2014

"W obronie pozycji misjonarskiej" Wolf Haas


Fikcja w powieści jest często bardziej przekonująca i realna niż historie zaczerpnięte z życia. 
[s. 67]



Kiedy zakochałem się po raz pierwszy, byłem w Anglii i wtedy wybuchła choroba wściekłych krów. 
Kiedy zakochałem się po raz drugi, byłem w Chinach i wtedy wybuchła ptasia grypa. 
A trzy lata później byłem pierwszą zarejestrowaną ofiarą świńskiej grypy. 
Jeśli kiedykolwiek znów zauważysz u mnie objawy zakochania, natychmiast zawiadom sanepid.
[s. 230]

Benjamin Lee Baumgartner, syn hipiski, próbuje rozwikłać zagadkę swojego pochodzenia i w tym celu podróżuje po świecie w poszukiwaniu śladów swojego ojca - Indianina z plemienia Hopi. Jedyną pamiątką po ojcu (oprócz odziedziczonego wyglądu) jest srebrny pierścień związany z tajemniczą rodzinną legendą. Aby dowiedzieć się prawdy, Benjamin, nie omieszka wplątać się w różne dziwne i nieprawdopodobne sytuacje, lecz całą misję jak na złość, utrudnia mu pewien szkopuł. Benjamin cały czas walczy o to, aby się nie zakochać. Na próżno, ponieważ to uczucie i tak go dopada i to w najmniej odpowiednich momentach. Dodatkowo mężczyzna, ma dość nietypową obsesję - stanowczo nie chce znać imion nowo poznanych osób, ponieważ wmówił sobie, że jeśli tylko będzie znał imię danej osoby, czar znajomości pryśnie...   


Gdy po raz pierwszy czytałam zarys fabuły "Pozycji" pomyślałam, że to może być naprawdę dobre! Poza tym książka zachęciła mnie do siebie okładką, jednakże nawet w najśmielszych wyobrażeniach, czy przewidywaniach nie sądziłam, że otrzymam w jej wnętrzu coś takiego...

Bardzo DZIWNA i specyficzna książka.

W gruncie rzeczy "W obronie pozycji misjonarskiej" przypomina trochę zarys książki, zbiór materiałów, a może nawet swoisty brulion z czegoś, co jeszcze należałoby przejrzeć. Zupełnie tak jakby autor tworzył historię... do samej historii. Z jednej strony cały konspekt jawi się tutaj jako dzieło geniusza, który stworzył bardzo oryginalną, nowoczesną i humorystyczną publikację, lecz z drugiej jednak strony - przed oczami ukazuje się obraz szaleńca, który podjął się niesamowicie ryzykownego i niebezpiecznego pomysłu publikując coś, co właściwie nie może nawet przejść jakiejkolwiek korekty, ponieważ korekta zniszczyłaby wszystko to, co najważniejsze. Nie jestem w stanie szerzej sprecyzować tej książki, jak tylko zamknąć ją w jednym zdaniu: jest to bardzo śmiały eksperyment.

Począwszy od struktury narracyjnej, którą reprezentuje chociażby ciekawa maniera w postaci wymyślnego dialogu autora z samym sobą - w formie zabawnych komentarzy "odautorskich" umieszczanych w kwadratowych nawiasach, np. [W TYM MIEJSCU OPIS LONDYŃSKIEJ ATMOSFERY. LUDZIE. SAMOCHODY. DOMY. 1988. WIDOK Z MOSTU] [s. 28]. (co początkowo fascynuje, ale po kilku powtórzeniach tego samego zdania w różnych formach wersjach - nuży i męczy). Przez zastosowanie bardzo różnych stylów zapisu, gdzie pojawiają się dosłownie np. akapity poprzeczne, akapity zakręcone, strony pełne chińskich znaków i mikroskopijnej czcionki, a nawet takie, gdzie ten sam blok tekstu, pojawia się na wielu stronach w postaci pewnego "wyciągu" z góry do dołu - lektura daje wyraźnie odczuć, że cała treść książki, mocno uzależniona jest od notorycznych zmian tempa akcji i wszelkiej możliwej dwuznaczności, dla przykładu: (poza wspomnianym graficznym zapisem) pojawia się nawet bohaterka - dyskutująca bezpośrednio z autorem na temat tego, co jest w tej historii prawdą, a co nią nie jest. Zaiste, tak różne historie przeplatają się w tej książce, i to tak ściśle ze sobą, że w końcu zaczęłam zadawać sobie pytanie - o co tutaj właściwie chodzi? I co jest tym głównym wątkiem? Baumgartner i jego indiańscy przodkowie? Inicjacje i relacje jego poszczególnych miłości, czy przyjaźń z autorem książki? 

Czytelnicy, którzy poszukują konwencjonalnej powieści, powinni trzymać się z dala od tej książki ;) "W obronie pozycji misjonarskiej" to awangarda sama w sobie. Dowcipna, czasami absurdalna - ale o dziwo sprawia - że czytając jest miło, zabawnie i naprawdę niezwykle. Ta książka to na pewno ciekawy i śmiały eksperyment, jednakże o samej pozycji misjonarskiej było tutaj naprawdę niewiele ;)



Zabawna, trochę absurdalna, nieprzewidywalna i absolutnie specyficzna powieść, utkana na bazie nietypowej narracji. Dla książkowych ryzykantów i amatorów "świeżego ujęcia treści". Wolf Haas w "Pozycji"odważnie pisze o zaskakującym życiu, emocjach i... samym pisaniu ;) 








________________________________________________________________________________
Wolf Haas, W obronie pozycji misjonarskiej, stron 248, Wydawnictwo Burda Książki, 2014
Przekład: Barbara Tarnas

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Burda Książki

23 komentarze:

  1. To rzeczywiście dość specyficzna książka, jak widzę. Jeśli będę miała okazję, to chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się fajnie, a ta narracja faktycznie dość nietypowa :). Myślę że mogłabym przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny zarys fabuły! Skusił mnie na tę książkę, przeczytam na pewno ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie niekonwencjonalne książki, nie wiem co wyniosłabym z jej lektury, ale zapowiada się całkiem ciekawie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co to za dziwna książka, rzeczywiście ;) Nie dziwne jest natomiast to, że akurat Ty po nią sięgnęłaś ;) Raczej w moje ręce nie trafi, wolę konwencjonalne historie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam takie eksperymenty! Główny motyw wydaje się być bardzo przyjemny, a jeśli autor ujął to wszystko w tak dziwaczny sposób, to tym lepiej. :-) No i ta organizacja tekstu... Bardzo artystyczna. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. No no, chyba ją chcę. Czytałam już kiedyś książkę o takim dziwnym zapisie, byli to "Ludzie z papieru", ale ze względu na fabułę była to dla mnie katorga. Tutaj wydaje mi się, że może mi się ta książka spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To może być naprawdę dziwnie ciekawa książka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie powiem, bardzo mnie tą specyficznością ksiązki zainteresowałaś :) choć po tytule spodziewałabym się raczej jakiejś powieści obyczajowej o kłopotach w związku z dodatkiem humoru :D

    OdpowiedzUsuń
  10. No, no, no. Dość ciekawe. Jeśli kiedyś się na nią natknę to czemu nie

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie mam tę lekturę za sobą i biorę się za recenzję, ale jest to naprawdę trudne :D sama nie wiem, co o niej sądzić

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba nie dla mnie. Trochę zbyt... dziwna...

    OdpowiedzUsuń
  13. Okładka i tytuł nasunęły mi myśl, że to jakiś erotyk a tu taka niespodzianka ;) Jestem zaciekawiona i myślę, że książka trafiłaby w mój gust :]

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawa pozycja, a ten układ graficzny niesamowity:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Awangarda jak się patrzy. Czytałam o tej książce z wielkim zainteresowaniem, podziwem dla autora i Ciebie, bo ja chyba nie jestem gotowa na taką przygodę... :)

    OdpowiedzUsuń
  16. To Ci się trafiła oryginalna lektura. Cytat mnie zaintrygował.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ta książka wydaje się być tak dziwna, że aż mam ochotę własnie dla tych dziwactw ją przeczytać. Fabuła jest intrygująca. Jak będę miała taką możliwość to przeczytam;)
    pokolenie-zaczytanych.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Oglądałam tę książkę w Empiku parę dni temu. Mój mąż to skwitował tymi słowami: "Weź daj spokój, ludzie patrzą" :P ale jak nie będą patrzeć to na pewno sobie załatwię tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ta książka wydaję mi się inna niż te które zwykle czytam. Jestem zaintrygowana :)

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja byłam przekonana, że to takie zwyczajne czytadło... Teraz owa książka zaintrygowała mnie jeszcze bardziej! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Na samym początku powiem, że śliczny szablon. :)
    Już u Fenko (Królowa Moli) wspominałam, iż ta książka więcej by mnie denerwowała, niżeli zachęcała do czytania. Oryginalność oryginalnością, ale bez przesady. ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam mieszane uczucia w związku z tą książką, bo z jednej strony chciałabym po nią sięgnąć, a z drugiej strony wiem, że to nie są moje klimaty i może mi się nie spodobać:/

    OdpowiedzUsuń
  23. Oooo rany! Tak czytam o czy ty piszesz, o tych akapitach i tak dalej i nie dowierzam. A później patrzę - zdjęcia. I zaczynam się śmiać. :D Niesamowicie ciekawy zabieg na stworzenie książki!
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...