wtorek, 25 lutego 2014

Liebster Blog Award #2



Moi drodzy!

W ciągu ostatnich dwóch tygodni zostałam kilkukrotnie nominowana do zabawy Liebster Blog Award.
Na trzy z zaproszeń odpowiedziałam z rozpędu w komentarzach, a na pozostałe odpowiem poniżej.
Przepraszam za tamten pośpiech, ale był on spowodowany zamieszaniem wokół wyzwania o tomiszczach (naprawdę nie spodziewałam się, że zajmie mi ono tak wiele czasu) i jeszcze kilkoma innymi sprawami... 
Mam nadzieję, że mi wybaczycie ;)

Do zabawy zaprosiły mnie:

Dziękuję bardzo za wszystkie nominacje, jest mi bardzo bardzo miło! :]



Pytania od Karoliny A.:

1.Co, oprócz czytania, lubisz robić w wolnym czasie?
Głównie tracę czas buszując w odmętach internetu. Szukając informacji na temat książek, filmów, seriali, i mnóstwa innych równie pochłaniających rzeczy oraz zbierając grafiki, które oczywiście mam nadzieję że kiedyś mi się przydadzą, a tak naprawdę tylko zaśmiecają dysk ;p

2.W jakiej pozycji najczęściej czytasz?
Zazwyczaj siedzę na fotelu, bądź łóżku z podkulonymi nogami, oparta o wielką poduchę lub kilka małych poduszeczek, czasem owinięta w koc.

3.Potrzebujesz ciszy i spokoju żeby skupić się na lekturze, czy hałas raczej Ci nie przeszkadza?
Raczej wolę czytać w ciszy, dlatego najczęściej czytam po nocach jak już wszyscy śpią.

4.Prowadzisz pamiętnik lub coś zbliżonego do tego (np. zeszyt, dziennik)?
Nie. Ale często w kalendarzu zapisuję ważne dla mnie wydarzenia czy zasłyszane słowa. 

5.Piosenka, która aktualnie króluje na Twojej playliście?
Dawno nie słuchałam muzyki więc mój biedny profil na Last.fm cierpi na brak zainteresowania.. Ale piosenki, które jakiś czas temu zapętlałam to "Angus & Julia Stone - Big Jet Plane", "Ed Sheeran - I see fire" i "Miley Cyrus - Wrecking Ball"

6.Co sądzisz o stwierdzeniu, że człowieka można poznać po tym co czyta?
Coś w tym jest, w końcu każdy czyta literaturę taką której gdzieś głęboko w sobie potrzebuje. Ale nie można ciasno kwalifikować ludzi - to, że ktoś np czyta kryminały nie oznacza od razu, że sam ma predyspozycje by stać się mordercą ;)

7.Jesteś bardziej realistką twardo stąpająca po ziemi, czy marzycielką z głową w chmurach?
Raczej to drugie. Zdecydowanie zbyt wiele czasu spędzam na marzeniach...

8.Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z czytaniem? Od jakiegoś konkretnego tytułu, który sprawił, że pokochałaś czytanie?
Mama czytała mi w dzieciństwie dużo bajek i baśni. Moje ulubione to te od braci Grimm. Później w szkole nadszedł czas buntu i nie chciałam czytać żadnych lektur, zawsze jechałam na opracowaniach i jakoś się udawało, ale później, chyba w liceum coś się zmieniło, nie pamiętam dokładnie dlaczego. Ale takim tytułem, który szczególnie utkwił mi w pamięci z tamtego okresu jest "S@motność w sieci" Wiśniewskiego, może dlatego, że utożsamiałam się z główną bohaterką? Nie wiem, czy mogę uznać ten tytuł za ten który napędził moją fascynację literackim światem, ale na pewno zaczęłam szukać książek bardziej "pod siebie". No i czytam do dziś ;)

9.Jeśli mogłabyś przenieść się w czasie, jaką epokę byś wybrała i dlaczego?
Chyba XIX wieczną Anglię. Świat panien, dżentelmenów i manier. Całowania w rękę, konwenansów i pięknych strojów.

10.Za co kochasz czytanie? Tak po prostu, czy za coś konkretnego?
Za to, że daje mi możliwość przeniesienia się w czasie, w odległe krainy, do innych światów. Za to, że pozwala mi marzyć i przeżywać przygody i troski bohaterów, że mogę się z nimi utożsamić, że budzi we mnie emocje. I za to, że daje mi wytchnienie od problemów dnia codziennego.

11.Ulubiony kolor? Dlaczego taki?
Biały. Zdecydowanie biały. Wszystko co jest białe ma duże prawdopodobieństwo, że trafi w mój gust ;D 


Pytania od Ayumi O:

1. Opisz siebie w trzech słowach. 
Ambitna. Kreatywna. Estetka.

2. Czym tak właściwie są dla ciebie książki? 
Odskocznią od świata, problemów i trosk. Okazją do poznania nowych miejsc, charakterów i życiowych dylematów. 

3. Co czujesz, gdy dostajesz nowiutką książkę? 
Na pewno radość. Ale to pytanie roztrząsnęłabym na kilka pobocznych: to zależy jaka to książka czy o niej marzyłam czy znałam czy o niej słyszałam czy jej nie chciałam ;p

4. Jaka jest najcenniejsza rzecz w twoim pokoju? I dlaczego akurat ta? 
Ojej, trudne pytanie. Chyba moje gipsowe anioły na komodzie. Oba są prezentem i oba znaczą dla mnie bardzo wiele.

5. Czego zazwyczaj dopatrujesz się w książkach? (myślisz: ciekawe czy w tej książce będzie ...)
Hm. Raczej nie roztrząsam żadnej w ten sposób. Jedyne pytanie jakie wtedy stawiam to - ciekawe czy przypadnie mi do gustu, no i później pozwalam się zaskoczyć ;)

6. Co robisz z książkami, które posiadasz, ale które nie podobały Ci się? 
Nadal je posiadam ;D Raczej ciężko rozstawać mi się z rzeczami. Strasznie się przywiązuję.

7. Jaka jest twoja ulubiona postać kobieca, a jaka męska pochodząca z literatury? I dlaczego? 
Postać kobieca - jeszcze nie znalazłam takiej.
Postać męska - James Frey w poniekąd autobiograficznym "Milionie małych kawałków" opowiada o wewnętrznej sile jaką trzeba w sobie odnaleźć by wyjść na prostą i zacząć doceniać piękno życia.

8. Jak myślisz, co by było gdyby książki kosztowały o połowę mniej? Czy wpłynęło by to na zwiększenie zainteresowania czytaniem książek wśród młodych i starszych osób? 
Na pewno. Wiele osób narzeka, że nie czyta bo nie może sobie pozwolić na wydawanie często horrendalnych sum za dany tytuł, a biblioteki nie są odpowiednio wyposażone. Taki zabieg zmniejszenia kosztów mógłby więc pozytywnie wpłynąć na rozszerzenie grona moli książkowych.

9. Wolisz: 
a) kupować książki zaraz po premierze
b) poczekać, aż może będą w bibliotece
c) wyszukiwać jakiś mega promocji na książki
d) czytać ebooki 
Uzasadnij swój wybór. 
C. Bez wątpienia odpowiedź C. Jestem fanatyczną poszukiwaczką promocji. Śledzę je i w miarę możliwości staram się wykorzystać. Chyba, że na rynku pojawiła się nowa pozycja, którą koniecznie muszę posiąść nawet w imię rezygnacji z czegoś innego ;>

10. Czy po każdej książce wynosisz jakiś morał? Czy zdarzyło się, że jakaś książka bardzo wpłynęła/zmieniła twoje życie? Jeśli tak, to jaka.
Jest kilka takich książek, które wpłynęły na postrzeganie świata. Np. "Mały książę" czy "Oscar i pani Róża". Staram się zawsze przeanalizować książkę po przeczytaniu żeby to czytanie nie było tylko pustym przekręcaniem stron. Więc zawsze doszukuję się ukrytego dnia.

11. Jaką, na chwilę obecną, chciałabyś dostać książkę i dlaczego akurat tę? 
"Tonącą dziewczynę" autorstwa Kiernan Caitlin R. Wiele dobrego naczytałam się o tej pozycji, że jest mroczna, ostra, przepiękna, że zapiera dech w piersi. Tak, chcę by i mi zaparła dech w piersi...


Pytania od Natalie Rosa:

1. Jaki jest Twój ulubiony strój na leniwe dni spędzane w domu?
Spodnie dresowe albo getry i jakaś wygodna bluzka. Wygodnie i swojsko ;p

2. Gdybyś wygrała na loterii, o czym byś pomyślała w pierwszej chwili?
Aaa. Chciałabym! Pomyślałabym o zmianie miejsca zamieszkania, przeprowadzce z najbliższymi gdzieś do innego miasta. Nowy początek w nowym miejscu. 

3. Co możesz uznać za najbardziej szaloną rzecz w Twoim życiu?
Może nie będę się aż tak uzewnętrzniała bo jeszcze pomyślicie, że jestem wariatką, więc pozwolę sobie przemilczeć ;p

4. Co jest twoim absolutnym MUST HAVE na tę chwilę?
Może ta "Tonąca dziewczyna" wspomniana wyżej. Tak, myślę, że tak.

5. Jak wyobrażasz sobie przyszłość swojego bloga?
Mam nadzieję, że będzie istniał w blogosferze i nadal będzie mi dawał tyle radości ile daje w tej chwili. Nie zamierzam zmieniać jego wyglądu w najbliższym czasie.

6. Co Cię motywuje do działania?
Wsparcie bliskich. I sytuacja, gdy coś mi się udaje - sprawia, że chcę jeszcze bardziej i staram się mocniej.

7. Z czego składałby się Twój wymarzony deser?
Czekolady! Czekoladowe ciasto z waniliowym sosem, na ciepło ajj. :>

8. Który ze sportów, które uprawiasz, możesz uznać za najbardziej aktywny?
Hehe, zdecydowanie klikanie myszki od komputera ;D

9. Co czujesz, kiedy wydaje Ci się, że wszyscy dookoła się na Ciebie patrzą?
Niepokój. 

10. Z kim współpracuje Ci się najlepiej? (może być firma, wydawnictwo, portal, osoba... cokolwiek)
Jestem chyba taką "zosią-samosią" raczej wolę wszystko sama. Czuję się bezpieczniej, gdy mogę liczyć sama na siebie, to chyba przez to, że jestem jedynaczką.

11. Wyobraź sobie, że umiesz latać. Gdzie poleciałabyś najpierw?
Do Londynu, wylądowałabym pod Baker Street 221b i czekała na Benedicta ;>




Blogi, które zapraszam do zabawy:


Oczywiście, jeżeli ktoś chce się przyłączyć i odpowiedzieć na poniższe pytania to serdecznie zapraszam :) 


Pytania ode mnie:
1. Twoja ulubiona książka z dzieciństwa. Dlaczego właśnie ta?
2. Czy po przeczytaniu książki odczuwasz silną potrzebę podzielenia się swoimi wrażeniami? Jeżeli tak to jak to wygląda? Gdzie się "wyładowujesz" i kto/co jest Twoim odbiorcą?
3. Czy jest książka w której nie spodobało Ci się zakończenie? Jeśli tak to co to była za książka i jakie zakończenie byłoby Twoją propozycją?
4. Według jakiej hierarchii układasz książki na swojej półce/półkach?
5. Adaptacja filmowa jakiej książki wywarła na Tobie największe wrażenie i dlaczego?
6. Przeniesienie na ekran kinowy jakiej książki sprawiło Ci największy zawód i dlaczego?
7. Czytałaś/łeś kiedyś książkę w innym języku? Jeśli tak to co to była za książka i jak to wspominasz?
8. Co kolekcjonujesz poza książkami?
9. Co uważasz za swój największy sukces?
10. Jaka jest Twoja ulubiona scena z filmu/serialu? Dlaczego właśnie ta?
11. Czy jest coś, czego próbujesz się "oduczyć" ale nie potrafisz?

sobota, 22 lutego 2014

Parade's End - Koniec defilady




Parade's End - kolejny świetny serial produkcji BBC



Serial został zrealizowany na podstawie "Sagi o dżentelmenie" autorstwa Forda Madoxa Forda.


Początek XX wieku. Konserwatywny angielski arystokrata, Christopher Tietjens, człowiek prawy, szlachetny i życzliwy ludziom, dość pochopnie poślubia Sylvię. Sylvia to piękna i ponętna manipulatorka, która bezczelnie wykorzystuje naiwność i maniery Christophera twierdząc, że spodziewa się jego dziecka. Ten związek, powodowany poczuciem obowiązku i honoru, w ogóle się nie sprawdza. Sylvia szybko nudzi się mężem i nie mogąc dostać w domu wrażeń jakich pragnie - szuka uciech w kolejnych pobocznych związkach, tym samym narażając reputację swoją i męża. Christopher jednak cierpliwie znosi zachowanie żony, bo kieruje się w życiu żelazną dewizą - zawsze w sytuacji kryzysowej należy trzymać szyk, jak na paradzie. Małżeńską stagnację przerywa jednak pewne spotkanie - podczas wizyty u znajomych, Christopher poznaje młodą, charyzmatyczną sufrażystkę, Valentine. I wbrew własnym zasadom, zaczyna mu na niej zależeć. Nie potrafi jednak zdobyć się na niewierność, ani na rozwód. Tym samym, przedkłada zasady powszechnie uważane za słuszne, nad własne szczęście. Wkrótce jednak wybucha I wojna światowa i Anglia stopniowo przestaje być krajem, do jakiego przyzwyczaili się dżentelmeni o iście wiktoriańskim kodeksie moralnym.




Bohaterowie tego serialu to naprawdę wyraziste postaci. Christopher, z już przestarzałym edwardiańskim systemie wartości, sprawia wrażenie człowieka bardzo zagubionego w swoich czasach. Stając się ofiarą okropnych pomówień, do końca stara się nieść swoje brzemię z dumą, która na nikim już nie robi wrażenia. Sylvia z kolei, jest tak neurotyczna i egocentryczna, że odpycha na każdym kroku. Jednak po jakimś czasie, daje się zrozumieć jej frustrację - nie potrafi rozkochać w sobie męża ani wykrzesać w nim żadnych emocji, więc każde jej kłamstwo to czysta prowokacja by wzbudzić w nim jakąkolwiek reakcję. Natomiast postać Valentine w konfrontacji z Sylvią wydaje się dosyć nijaka. Jest spokojna, pełna ciepła, wewnętrznej dobroci i nieustannie marzy o prawdziwej miłości niczym z kart powieści. Ale absolutnie nie jest to słaba kobieta - wręcz przeciwnie. To pełna temperamentu sufrażystka, która głęboko wierzy w to o co walczy. Poza tym dla miłości jest gotowa na wiele poświęceń, nawet na haniebną rolę kochanki, byle tylko dać Christopherowi szczęście. 





Obsada aktorska tego miniserialu jest znakomita. Jako Christopher Tietjens występuje fenomenalny Benedict Cumberbatch, który jak nikt inny potrafi przekazać rozterki swego małomównego bohatera samym gestem czy spojrzeniem, a swoim warsztatem aktorskim po raz kolejny udowadnia, że nie ma sobie równych (zachwycałam się już Benedictem w poście o Sherlocku o tutaj, i nie mam chyba nic więcej do dodania, oprócz tego, że stałam się jego wierną fanką i obejrzę z prawdziwą przyjemnością wszystkie produkcje, w których wziął udział). Dziwię się jednak, dlaczego nie dostał BAFTy za tą rolę, a tylko nominację do Emmy... Naprawdę, wielka szkoda.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie również Rebecca Hall, jako wyrachowana i zepsuta do szpiku kości Sylvia, a także urocza Adelaide Clemens, jako pełna spokoju i uczucia Valentine (nie mogłam się napatrzeć na jej śliczny uśmiech...). Ale Koniec defilady to nie tylko postaci pierwszoplanowe, miejsce tutaj znalazło się również dla całej plejady postaci drugiego planu. Moja uwagę szczególnie przykuł Stephen Graham jako Vincent, bliski przyjaciel i powiernik Christophera oraz Anne-Marie Duff jako żona chorego psychicznie pastora i Rufus Sewell jako sam pastor - naprawdę genialna postać.

Koniec defilady to jeden z najciekawszych seriali brytyjskich ostatnich lat, chociażby dlatego, że bezwzględnie obrazuje angielskie społeczeństwo z pierwszego dwudziestolecia XX wieku i w sposób dosadny walczy z wieloma stereotypami, ukazując przy tym absurdy wojny. Twórcy BBC i HBO są też prawdziwymi mistrzami jeżeli chodzi o dopracowanie scenografii, więc do woli można karmić oczy idealnie urządzonymi wnętrzami ekskluzywnych domów, scenerią przyrody, pełnymi przepychu strojami, jak i fryzurami. Ale piękne zdjęcia to nie wszystko co zwraca uwagę w tym serialu. To, o czym jeszcze warto wspomnieć, to fakt, że wiele pozornie zwyczajnych sytuacji zamieniono w niejednoznaczne, a dialogi okraszono solidną dawką ironii i humoru. Przykładem może być m.in.: moment rozpaczy nad utraconym nasieniem podczas masturbacji, marzenia miłosne jednej z bohaterek w wychodku z oknem na świat w kształcie serduszka, robienie przez Christophera poprawek na marginesach w encyklopedii czy chociażby pisanie sonetów na czas w okopach podczas ostrzału. Ale takich genialnych momentów było zdecydowanie więcej, więc z całego serca polecam zapoznać się bliżej z tą znakomitą produkcją. 

Taka mała ciekawostka: polskie wydanie serialu (w sumie nie wiadomo dlaczego) różni się od wydania brytyjskiego i zamiast pięciu odcinków trwających po godzinie każdy - mamy trzy dłuższe, ale kilka scen wycięto. 






Koniec defilady otrzymał ode mnie na filmwebie 10/10 i stał się jednym z ulubionych pożeraczy czasu.  

Polecam serdecznie, chociażby po to by nacieszyć oczy niesamowitym Benedictem Cumberbatchem. 
(tak, wiem że się powtarzam, ale zauroczyłam się nim totalnie...)


wtorek, 18 lutego 2014

Niezbędnik obserwatorów gwiazd - Matthew Quick




Po skończeniu tej książki, tylko jedno słowo ciśnie mi się na usta – łał! 

Panie Quick – chylę czoła!



Po świetnym Poradniku (recenzja tutaj) oczekiwałam dużo. No i niestety początkowe strony sprawiały mi trochę zawód... Owszem czytało się lekko, ale takie jakieś bez polotu wydawało się to czytadełko. No i znów ta miłość to sportu, tym razem koszykówki. Na szczęście nie tak wielka, jak w przypadku poradnikowych Orłów, ale na samą myśl, że znowu z każdej strony, będą mnie straszyły skandujące okrzyki kibiców, miałam chęć powiedzieć panu Quickowi papa. I całe szczęście, że jednak tego nie zrobiłam, bo gdy tylko na stronach powieści pojawił się Numer 21, wszystkie obawy odeszły w cień i moi drodzy – pałam zachwytem! 
Przy tej książce śmiałam się w głos, płakałam, obgryzałam paznokcie, a moje serce nie raz przejawiało oznaki tachykardii. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że książka jest o niebo lepsza niż Gwiazd naszych wina! Od dzisiaj zajmuje szczególne miejsce na mojej półce i będę polecała ją każdemu, kto tylko przejawi zainteresowanie czytaniem. Ale przejdźmy do fabuły, bo tak się będę zachwycała, a nikt nie wie o co chodzi (no chyba, że ktoś już czytał ;) ).

Bohaterem jest, tym razem, 18-letni Finley McManus. Finley to zamknięty w sobie outsider. Trzymający się z daleka i przesadnie nie afiszujący się z własnymi poglądami. Należy do nielicznej, kilkudziecięcioosobowej grupy białych dzieciaków w szkole. Jest cichy jak królik i podobny do Eminema, więc nadano mu ksywkę "Biały Królik". Mieszka z pracującym na nocne zmiany ojcem i niepełnosprawnym dziadkiem, którym na co dzień się opiekuje. Jego życie nie jest więc usłane różami, a on sam nie czuje się szczęśliwy. Jedną z dwóch rzeczy, które dają mu prawdziwą ucieczkę i zatracenie, jest fascynacja koszykówką. Drugą jest jego blondwłosa dziewczyna - Erin.

„Erin jest jedną z niewielu osób, jakie znam, którym nie przeszkadza milczenie, a ponieważ nie lubię mówić, pod tym względem świetnie do siebie pasujemy. Nie jąkam się, ani nic z tych rzeczy. Nie mówię wiele z wyboru.” [s. 22]

Finley mieszka w Bellmont. Irlandzka mafia, afro-amerykańskie gangi, niepisane reguły, narkomania i dziwne zniknięcia ludzi - to codzienność. Każdy marzy by stamtąd uciec, ale nie każdemu się to udaje. Pewnego dnia, trener prosi Finleya o nietypową przysługę. Do miasteczka przeprowadził się jego równieśnik i świetny kszykarz - Russel. Spotkała go osobista tragedia i Finley miałby mu pomóc stanąć na nogi poprzez bycie przyjacielem. Problem tylko w tym, że Russ nazywa siebie Numerem 21 i twierdzi, że przybył z kosmosu..

„Nazywam się Numer 21. Jestem prototypem. Modelem testowym. Zostałem wysłany na waszą planetę tymczasowo, by zebrać dane naukowe na temat tego, co wy, Ziemianie, nazywacie emocjami.” [s.57]
 „Wierzysz, że pochodzę z przestrzeni kosmicznej? (…) Uwierzysz, kiedy mnie zabiorą. Do tego czasu potrzebuję kogoś, kto pomoże mi ukończyć moją misję na Ziemi. Wyglądasz mi na dość emocjonalną osobę, a mnie interesuje badanie emocji. Czy można ci zaufać?” [s. 60]


Finley, jak przystało na dobrze wychowanego chłopaka - nie odmawia. I tak Russ staje się jego cieniem. Chodzą razem do szkoły, są w tej samej klasie, spędzają razem czas, jadają lunch, nawet szkolne szafki mają obok siebie. Ale jak się później okaże, tych dwoje łączy ich więcej, niż mogli to sobie wcześniej wyobrazić. 


„Pewnego dnia nadarzy się twoja szansa. Pomyśl o Harrym Potterze. Jego życie jest koszmarne, ale pewnego dnia dostaje list, wsiada do pociągu i wszystko się u niego odmienia. Staje się lepsze. Magiczne.
- To tylko fikcja.
- Tak jak my. My też jesteśmy fikcją.” [s. 279]

Niezbędnik to piękna, zapierająca dech w piersiach opowieść o nadziei, prawdziwej pasji, więzach rodzinnych, sile przyjaźni i lojalności, ale jest to też doskonałe studium oblicza mafii i dyskryminacji rasowej. To nie jest książka, w której ważny jest przebieg wydarzeń i akcja, lecz refleksyjność, uczucia i mnóstwo życiowych prawd pojawiających się między słowami. Ta powieść niesie też ze sobą ważne przesłanie: czasem trzeba się zgubić, żeby się odnaleźć, czasem trzeba porządnie oberwać od życia, żeby zrozumieć co jest tak naprawdę ważne. Że trzeba mieć cele i wartości, i że nigdy nie wolno się poddawać.

„Zrób, co tylko trzeba, żeby ci się dobrze żyło.” [s. 310]

Na pewno zauważalne jest to, że Quick ma swój określony schemat pisania: specyficzny sposób radzenia sobie z bolesną stratą, dziwnie naturalna akceptacja choroby umysłowej przez otoczenie, miłość do sportu jako zapomnienie, nieoceniona rola najbliższych przy wychodzeniu z problemów, a także pasja bohaterów do czytania (tym razem był to Harry Potter) - co, jak mniemam, jest pozostałością po jego poprzednim zawodzie, nauczycielu języka angielskiego. I jeżeli ktoś by mi dał jakąkolwiek książkę, to z całą pewnością mogłabym powiedzieć, czy pisał ją Quick, czy nie Quick, ale wiecie co? Zupełnie mi to nie przeszkadza. Bo to jest prawdziwy on: lekki, ironiczny, z dystansem do świata, i gdyby się zmienił, już nie byłby sobą. 

Mimo, że Niezbędnik bywa momentami naiwny, lekko dziecinny, to Quick doskonale broni się tekstem. I chociaż to powieść kierowana do nastolatków, a ja swoje nastoletnie lata mam niestety za sobą, to jestem w pełni oczarowana i wzruszona, że w tak lekki i niewymuszony sposób można pisać o czymś tak ważnym, trudnym i smutnym. I jeżeli ktoś mnie zapyta, jaką najlepszą książkę przeczytałam ostatnio - bez wahania odpowiem - Niezbędnik obserwatorów gwiazd.

„Nie zawsze można wybrać rolę, jaką będzie się odgrywać w życiu, lecz cokolwiek by się trafiło, dobrze tę rolę grać najlepiej, jak się potrafi.” [s. 197]


Ta recenzja wyszła trochę emocjonalnie chaotyczna, ale płynie prosto z serca i jeżeli komuś przeszkadza, to wybaczcie. I jeszcze na sam koniec dam 2 rady od siebie: 1) wszystkim, którzy zamierzają ją przeczytać - szczerze wam radzę, nie czytajcie opisów na okładce, ani nie zagłębiajcie się zbyt głęboko w recenzje, czasem lepiej przekonać się samemu i pozwolić się zaskoczyć. 2) sięgnijcie po tę książkę, gdy macie podły humor, zapewniam, że wtedy odbierzecie ją każdym zmysłem.


„Za każdym razem, kiedy myślę sobie, że świat jest paskudny, że życie nie ma żadnego znaczenia, przypominam sobie, że (…) zawsze mogę spojrzeć w kosmos i się zachwycić, bez względu na to, co się dzieje. A gdy spoglądam w górę, moje problemy robią się takie małe. Nie wiem czemu, ale zawsze czuję się wtedy lepiej.” [s. 294]


Polecam bardzo gorąco!
I gdybym miała przyznawać gwiazdki - bez cienia wątpliwości dałabym 10.




______________________________________________________________________________________
Matthew Quick, Niezbędnik obserwatorów gwiazd, 315 stron, Wydawnictwo Otwarte, 2013




Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: + 2,5 cm

niedziela, 16 lutego 2014

Król kruków - Maggie Stiefvater





Kiedy tylko trafiłam na tą książkę w czeluściach Internetu, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Po pierwsze fabuła - jeszcze dziś pamiętam, jak jako mała dziewczynka z zapartym tchem słuchałam opowieści swojej babci, o czarownicach i rzucaniu uroków, i to bynajmniej nie tych książkowych, tylko rzeczywistych, dziejących się nieopodal. Od tamtego czasu minęło już kilkanaście lat, ale magia nadal jest mi bliska. Uwielbiam wszystko co magiczne i tajemnicze. Więc nie mogła ujść mojej uwadze tak świetnie zapowiadająca się seria, jaką jest „The Raven Cycle”Gdy już wreszcie książka trafiła w moje ręce, nie mogłam się oprzeć urokowi tej okładki. Po prostu – świetna, przykuwająca uwagę, z kontrastem bieli tła i czerni kruka, do tego wypukła. Dawno nie miałam w rękach czegoś tak dobrego, można do woli „macać i macać”. Ale książka to nie tylko okładka... 



Zajrzyjmy więc do środka




Henrietta, w południowej Wirginii, to spokojne i ciche miasteczko, którego mieszkańcy cenią sobie harmonię - w przeciwieństwie do mieszkanek spod numeru 300 na Fox Way, gdzie magia i zjawiska paranormalne są na porządku dziennym. Próg, tego pozornie zwyczajnego, jaskrawoniebieskiego domu, każdego miesiąca przekracza, niezliczona ilość nieszczęśliwych kobiet i mężczyzn pragnących usłyszeć, że ich przeznaczeniem jest miłość, albo pieniądze. Bowiem mieszkają tutaj kobiety trudniące się wróżbiarstwem. Najmłodsza z nich, szesnastoletnia Blue, jest jednak wyjątkowa. Mimo że nie posiada żadnego charakterystycznego daru czytania z kart, run, fusów czy jasnowidzenia, to właśnie dzięki niej takie „seansy” są możliwe, bo Blue potrafi wzmacniać zdolności parapsychologiczne innych osób. Poza tą umiejętnością i okrutną klątwą, która na niej ciąży (że jakoby miałaby zabić pocałunkiem chłopaka w którym się zakocha), Blue stara się być normalną nastolatką. 
Wszystko diametralnie zmienia się 24 kwietnia, w wigilię św. Marka. Właśnie tej nocy, przykościelny cmentarz odwiedzają dusze ludzi, którzy jeszcze żyją, lecz mają umrzeć w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Blue, w przeciwieństwie do swojej matki, nigdy nikogo nie widzi. To się jednak odmienia tego roku, kiedy w zamglonej poświacie, na murku pod kościołem, dostrzega chłopaka z emblematem czarnego kruka na koszulce.


 „Kiedy osoba niebędąca medium widzi ducha w wigilię świętego Marka, może to oznaczać tylko dwie rzeczy (…) jest to duch kogoś kogo kochała, albo kogoś, kogo zabiła.” [s. 25]


Krukami określani są uczniowie elitarnej męskiej szkoły – Aglionby Academy. Są nimi m.in.: Gansey, Adam, Ronan i Noah. Ta czwórka to bliscy przyjaciele, różnią się między sobą praktycznie wszystkim począwszy od charakteru, a na statusie materialnym kończąc, ale łączy wspólna obsesja – poszukiwanie tajemniczych linii mocy oraz tytułowego Króla Kruków – Glendowera. Według prastarej legendy ten, kto odnajdzie i obudzi króla, otrzyma wszystko czego zapragnie. Pasja poszukiwań doprowadza ich więc na Fox Way 300…


„Od dziś – pomyślała – nie interesuje mnie przepowiadanie przyszłości. Wolę ją przeżywać.” [s. 223]


I tak łączą się losy Blue i czwórki przyjaciół, lecz każde z nich wchodzi na tę drogę z własnych, głęboko skrywanych, osobistych powodów. Niestety żadne z nich nie do końca zdaje sobie sprawę na co się porywają i jakich wyborów będą musieli dokonać. Wyborów, które rzucą światło dzienne na mroczną i bolesną przeszłość każdego z nastolatków. Jakby tego było mało, gdzieś niedaleko czai się niebezpieczeństwo, bowiem, ktoś już kiedyś prowadził podobne poszukiwania…



Jakie są moje wrażenia po lekturze powieści? 




Zacznę może od bohaterów, mnogość postaci pojawiających się na pierwszych kilkudziesięciu stronach rzeczywiście przytłacza, ale gdy już się przez to przebrnie, to jest tylko lepiej. Na pewno nie są to osobowości nijakie, banalne, czy mdłe. Każdy bohater jest świetnie wykreowany i absolutnie żaden nie jest stworzony na siłę. Każdy z nich coś wnosi, każdy skrywa przeszłość i każdy ma swoje tajemnice, niekiedy bardzo dramatyczne i smutne. Same poszukiwania również są intrygujące i nadal jestem ciekawa co z tego wyniknie. Wątek linii mocy i śpiącego od wieków Glendowera jest bardzo świeży, jak na już mocno "zaschnięty" gatunek fantastyki.

Język powieści jest młodzieżowy, ale nie uproszczony. Czytając, czuje się, że autorka naprawdę przemyślała pomysł i wszystko zmierza w ściśle zdefiniowanym kierunku. Ale język, jak to język, ma swoje lepsze i gorsze chwile, a przy takiej objętości (496 stron) ciężko jest utrzymać jednakowy poziom. Mimo, że niektórych rzeczy potrafiłam się domyśleć z kontekstu, to autorka kilkukrotnie mocno mnie zaskoczyła, a jednym wydarzeniem zupełnie wbiła w fotel i naprawdę - moment ten czytałam z szeroko otwartymi oczami i rozdziawioną buzią.

Fabuła powieści już na samym początku roztacza wokół siebie aurę magii i tajemnicy. Wątek rodziny wróżek, wizji, duchów, przepowiedni i odprawianych rytuałów bardzo przypadł mi do gustu, i to chyba głównie dlatego tak bardzo chciałam doczytać tę książkę do końca. Jestem niemal pewna, że jeżeliby ta historia opowiadała o czymś innym, np. wilkołakach czy wampirach – rzuciłabym ją daleko w kąt i nie skończyłabym za nic na świecie. Niestety bardzo męczył mnie styl autorki. Przez początkowe kilkadziesiąt stron nie wiedziałam kto, kiedy i co do kogo mówi. Zdecydowanie za często, szczególnie na początku, miałam wrażenie, że nie wiem co czytam. Autorka strasznie skakała z wątku na wątek, gubiłam się. To było irytujące i chyba dlatego czytanie tej powieści zajęło mi tyle czasu. 

Poza tym jednym „wielkim” minusem uważam, że pomysł jest świetny i znam siebie na tyle, by powiedzieć, że na pewno sięgnę po kolejne części. A będzie ich kilka, bo serię „The Raven Cycle” zapowiedziano na cztery tomy. Więc już zacieram ręce i czekam na kolejny (mam nadzieję, że bardziej dynamiczny od obecnego). Doszły mnie słuchy, że w USA i kilku innych krajach, kilka miesięcy temu został już wydany drugi tom, zatytułowany „The Dream Thieves”. Ciekawa jestem jak owy tytuł będzie brzmiał u nas, bo ten oryginalny tomu pierwszego: „The Raven Boys”, ma się nijak do tego polskiego... 

Dodam jeszcze, iż ku mojej uciesze (i mam nadzieję, że nie tylko mojej), na tylnej stronie okładki umieszczona została informacja, że New Line Cinema wykupiło już prawa do ekranizacji serii. Film stworzony na podstawie tej historii, naprawdę ma szansę stać się odkryciem sezonu, a nawet roku. A więc, czekam na film!


 _________________________________________________________________________________________
Maggie Stiefvater, The Raven Cycle: tom 1 Król kruków, 496 stron, Urobros/Grupa Wydawnicza Foksal, 2013




Wyzwania: 
Czytam Opasłe Tomiska: + 496 stron
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: + 3,8 cm


czwartek, 13 lutego 2014

Chciejka, czyli marzenia książkowe #1


Chciałabym przedstawić Wam cykl, który będzie się pojawiał (mam nadzieję) w miarę systematycznie na moim blogu.
"Chciejka" to nie tylko zapowiedzi wydawnicze przewidziane na obecny, czy następny miesiąc, ale też książki, które już gdzieś kiedyś się ukazały i do dnia dzisiejszego nie wpadły w moje ręce.
Pod każdą pozycją, oprócz opisu pochodzącego ze strony wydawnictwa (lub portalu LubimyCzytać) zamieszczę także kilka słów od siebie, uzasadniających dlaczego akurat ta, a nie inna pozycja dręczy i nęci mnie po nocach ;)



1. Mark Helprin - Zimowa opowieść  Wydawnictwo Otwarte, 2014

Pewnej mroźnej nocy młody Peter Lake próbuje okraść rezydencję na Manhattanie. Niespodziewanie zastaje w domu córkę właścicieli, umierającą na gruźlicę Beverly Penn. Tak zaczyna się miłość, która odmieni jego los. Potężne, niepojęte uczucie zaskakuje Petera, daje mu siłę i każe podjąć próbę zatrzymania czasu i przywrócenia przeszłości. Ujmująco piękne i mądre arcydzieło Marka Helprina przenosi nas do Nowego Jorku z początku dwudziestego wieku, targanego arktycznymi wiatrami i rozświetlonego bielą niespotykanie obfitego śniegu. Dzięki płomiennej wyobraźni autora to miasto żyje i ma duszę.






"Zimowa opowieść" to jedna z szumniej zapowiadanych nowości lutowych 2014 roku. Jak tu się oprzeć takiej okładce? Po prostu piękna, iście magiczna... Ale nie tylko okładka kusi mnie w tej pozycji. Po pierwsze - jest to mitycznie śnieżna sceneria Nowego Jorku z początku XX stulecia (bardzo lubię śnieżne opowieści), po drugie - romans łączący w sobie szczyptę magii i podróże w czasie, no i wreszcie po trzecie - fakt, że książka, którą po raz pierwszy wydano w 1983 roku(!), uznana od dawna za amerykański klasyk, stała się podstawą do stworzenia filmu, którego premierę w Polsce przewidziano za dosłownie jeden dzień! No i jak tu nie chcieć poznać historii na papierze? 


2. Felix J. Palma - Mapa czasu  Wydawnictwo Sonia Draga, 2014

Londyn, 1896 rok. Niezliczone wynalazki sprawiły, że człowiek uwierzył w nieograniczone możliwości nauki. Przekonanie, iż dzięki niej ludzie są w stanie dokonać rzeczy niemożliwych, znajduje wyraz w działalności przedsiębiorstwa "Podróże w Czasie" Murraya, które stawia sobie za cel spełnienie jednego z największych marzeń ludzkości – o przemieszczaniu się w czasie – pragnienie rozbudzone rok wcześniej powieścią H.G. Wellsa "Wehikuł czasu". Nagle człowiek XIX wieku otrzymuje możliwość przeniesienia się do roku 2000, co staje się udziałem Claire, która przeżywa romans z mężczyzną przyszłości. Nie wszyscy jednak życzą sobie ujrzeć jutro. Andrew Harrington zamierza podróżować w przeszłość, do roku 1888, aby uratować swoją ukochaną ze szponów Kuby Rozpruwacza. Ponadto sam H.G. Wells staje w obliczu niebezpieczeństw związanych z przemieszczaniem się w czasie, gdy do jego epoki przybywa tajemniczy podróżnik z zamiarem zabicia autora i przejęcia praw do słynnej powieści. 
Félix J. Palma w swojej powieści "Mapa czasu" snuje historię pełną romantycznej miłości i porywających przygód. Jego opowieść, będąca hołdem dla początków literatury science fiction, zabiera zarazem czytelnika w jego własną podróż w czasie do fascynującego Londynu epoki wiktoriańskiej.

Po pierwsze - Londyn, końca XIX wieku. Po drugie - podróże w czasie, czyli wielopłaszczyznowa tematyka książki. Po trzecie - obietnica akcji i przeżywania przygód. A po czwarte - po raz kolejny, piękna okładka.    
Premiera książki przewidziana została na 19 lutego.


3. Patrick Ness - Siedem minut po północy  Wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2013

Odważna, pełna czarnego humoru, głęboko poruszająca opowieść o chłopcu, jego ciężko chorej matce i niezapowiedzianym, potwornym gościu. Jest siedem minut po północy, gdy trzynastoletni Conor budzi się i odkrywa, że za oknem jego sypialni czai się potwór. Jednak to nie tego potwora Conor się spodziewał – sądził, że odwiedzi go raczej ten z dręczącego go koszmaru, powtarzającego się niemal każdej nocy od dnia, kiedy matka chłopca rozpoczęła leczenie. Potwór z jego podwórka jest inny. Sędziwy. I dziki. I chce czegoś od Conora. Czegoś niebezpiecznego i przerażającego. Żąda prawdy.
Na podstawie ostatniego pomysłu wielokrotnie nagradzanej pisarki Siobhan Dowd – która zmarła na raka i nie mogła sama napisać tej historii – Patrick Ness stworzył mroczną, przejmującą powieść o nieszczęściu i stracie, a także o potworach: tych realnych i tych wyobrażonych.

"Siedem minut po północy" to pierwsza książka, wielokrotnie nagradzanego angielskiego autora Patricka Nessa, wydana w Polsce. Otrzymała już chyba wszystkie możliwe nagrody dla najlepszej powieści roku, zarówno w kategorii powieści dla młodzieży, jak również w kategorii powieści dla dorosłych. To taka mała perełka współczesnej literatury, wzbogacona niezwykłymi ilustracjami, której chyba najbardziej nie mogę się doczekać na swojej półce. Postawię ją gdzieś pomiędzy "Małym księciem", a "Oscarem i panią Różą", bo tak ją właśnie widzę. 
Ponadto wydawnictwo Papierowy Księżyc zapowiedziało już, wydanie jego bestsellerowej serii "Chaos Walking", na którą również zacieram ręce!



4. Ann Brashares - Nigdy i na zawsze  Wydawnictwo Otwarte, 2012

Żyję od ponad tysiąca lat. Umierałem niezliczoną ilość razy. Zapomniałem, ile dokładnie. Zakochałem się i moja miłość trwa nadal. Ciągle szukam swojej ukochanej. Ciągle ją pamiętam. Noszę w sobie nadzieję, że pewnego dnia ona też mnie sobie przypomni.

Magiczna opowieść o szansach, jakie otrzymujemy od losu, i o tym, że nie można odkładać życia na później. Historia miłości przekraczającej granice czasu. Książka, która przywraca wiarę w przeznaczenie, w to, że na każdego z nas gdzieś ktoś czeka.






Trafiłam na tą pozycję przypadkiem, gdzieś w internecie i tak mocno mnie oczarowała, że od razu trafiła do chciejlisty. 
Najbardziej zaciekawiła niebanalna fabuła, miłość silniejsza niż śmierć, odporna na upływ czasu, i - element magiczny - wspomnienia z poprzednich istnień, przyzwyczajeń, tęsknota za czymś czego się nie spotkało. Tak! 


5. Mott Jason - Przywróceni  Wydawnictwo Harlequin, 2013

Jacob, jedyny syn Harolda i Lucille, zginął tragicznie w 1966 roku, w dniu swoich ósmych urodzin. Przez dziesiątki lat, które upłynęły od tamtej pory, osieroceni rodzice przeżywali zarówno smutki, jak i radości. Litościwy czas goił rany, aż w końcu ułożyli sobie jakoś życie. Biegło niezakłóconym rytmem aż do chwili, kiedy stanął przed nimi Jacob – ich syn z krwi i kości. Ten sam uroczy, bystry, ośmioletni chłopiec, którym kiedyś był.
Na całym świecie ci, których kiedyś kochano, a którzy odeszli na zawsze, z niepojętych przyczyn powracają do życia.
Nikt nie rozumie, jak to możliwe, i dlaczego tak się dzieje.
Nikt też nie potrafi powiedzieć, czy to cud, czy zapowiedź końca.



Powroty bliskich uznanych za zmarłych. Wyobraź sobie sytuację: ktoś bliski, kogo kochałeś/łaś, kogo już dawno pochowano, i nadal walczysz z tym by nauczyć się żyć bez tej osoby, nagle staje przed Twoimi drzwiami. Wrócił. Aż mnie ciarki przeszły. Strasznie jestem ciekawa!





A Wy, czytaliście którąś w wyżej wymienionych pozycji? Polecacie/odradzacie? 

A może chcecie mi polecić coś innego?




***

I informuję, że blog jest już na facebooku, będzie mi baardzo miło jeśli polubicie :)
Będę pieszczotliwie dbała o swój fanpage, więc możecie liczyć, na ciekawe posty ;)
Serdecznie zapraszam!

klik






środa, 12 lutego 2014

Rozkosze Emmy - Claudia Schreiber





„Rozkosze Emmy” czy aż takie rozkoszne?



Gdzieś w Niemczech, na zapomnianej wsi, z dala od tłoku, żyje sobie Emma. Emma prowadzi podupadające gospodarstwo rolne, utrzymując się ze świń i kiełbasy jaką potrafi z nich wyrabiać. Jej świnie natomiast, podobnie jak kury żyją z jarzynowych odpadków, jarzyny z kurzego nawozu, a kogut z kur, albo odwrotnie. 

„(…) popatrzył na Emmę, która goniła jakąś kurę. Gdakała jak ona, naśladowała jej chód. Potem złożyła wizytę psu w budzie. Podeszła do niego na czworakach, szczekała razem z nim, przewalała się po ziemi. Na koniec pocałowała świnię, która do niej podeszła, prosto w brudny, mokry ryj.” [s. 61]

Emma kocha swoje zwierzęta i podobnie jak one, sama też żyje w chlewie. Nie dosłownie oczywiście, ale jej dom przypomina istne pobojowisko, co spadło tam zostało, wszędzie coś się wylewa, coś śmierdzi, pleśnieje albo gnije. Jednak w tym wszystkim panuje harmonia i sielankowy nastrój, a wszechotaczające Emmę szczęście towarzyszy jej co dnia, bo Emma ze starego traktora uczyniła gigantyczny wibrator. Jeżdżąc na nim codziennie po osobiście (i nielegalnie oczywiście) wyasfaltowanej drodze przeżywa orgazm za orgazmem. I tej radości nie byłoby końca, gdyby nie krwiopijcze urzędy, chcące ją zlicytować. Emma, więc co wieczór modli się, prosząc Boga o dwie rzeczy: miłość lub pieniądze. Nie ma znaczenia,  że od dzieciństwa stara się o nią jej dobry znajomy, Henner, policjant i okropny maminsynek, który ciągle ma jednak nadzieję, że Emma go zechce.

"W tym momencie Emma wycelowała mu prostu w rozporek:
- Wynoś się, Henner albo Ci go odstrzelę!
Henner uśmiechnął się nieśmiało, wpatrując w mokrą koszulę nocną pod którą odznaczały się nagie piersi. Z szacunkiem zdjął z głowy służbową czapkę i po raz kolejny się jej oświadczył:
- Przeprowadź się do mnie, głupia krowo.
Emma opuściła strzelbę. Cień uśmiechu przemknął w kącikach jej ust. Henner trafił do jej serca.” [s. 13]

Aż tu nagle, pewnego dnia, niedaleko jej podwórza rozbija się samochód z Maksem i jego reklamówką pełną pieniędzy. A więc wymodliła! Problem tylko w tym, że pieniądze są kradzione. Bo Maks, introwertyczny i pedantyczny księgowy, w akcie desperacji po usłyszeniu wyroku że umiera na raka, decyduje się ukraść pieniądze wspólnika i przeznaczyć je na spełnienie swojego marzenia - podróży do Meksyku, gdzie bujając się na hamaku w sombrero zamierza spokojnie umrzeć. Maks to człowiek bardzo pedantyczny, ze szczegółowym rozpisem śniadań na cały tydzień, oszczędzający wodę do granic absurdu i czytający książki tylko te biblioteczne, swoje własne zostawiając na wypadek, gdyby bibliotekę zamknięto. Niestety podczas realizacji chytrego planu ucieczki, rozbija się i trafia na gospodarstwo Emmy...



Fabuła mogłaby z powodzeniem zakrawać na komedię, jednak autorka z przekorą tworzy tutaj słodko-gorzką opowieść o pochwale dla życia. W tej zaledwie 200-stronicowej książeczce znajdziemy wątek romansowy, inicjacyjny, kryminalny, ekologiczny, a nawet metafizyczny. 
Claudia Schreiber zaskoczyła mnie ogromną dosłownością i bezpośredniością. Pod jej piórem spotykają się kobieta z przeszłością i mężczyzna po przejściach. Jej traumy z dzieciństwa dodały siły i hartu ducha, podczas gdy on ciągle zmaga się z neurotycznymi lękami i zahamowaniami. Najbardziej wstrząsnęły mną wspomnienia Emmy na temat jej dzieciństwa oraz wątek "szczęśliwej kiełbasy" jakoby kiełbasa zrobiona ze szczęśliwego zwierzęcia, kochanego przez hodowcę, była lepsza. Wstrząsnęło mną to strasznie... Chociaż w sumie nie tylko to, ale nie chcę za nadto spoilerować.

Historia Maxa i Emmy jest chyba jedną z najsmutniejszych jakie kiedykolwiek czytałam. Bo pod fasadą żartobliwej powieści, abstrakcyjnym i ekscentrycznym zachowaniem obojga, kryje się przeraźliwy smutek, samotność i nieuniknione oblicze śmierci. Jednak pozytywne i zaskakujące zakończenie historii udowadnia, że życie tych dwóch osobliwych postaci miało głębszy sens.



____________________________________________________________________
Claudia Schreiber, Rozkosze Emmy, 205 stron, Wydawnictwo Świat Książki, 2010




Książka bierze udział w wyzwaniu: Z półki

poniedziałek, 10 lutego 2014

Chwalipięctwo, czyli łupy styczniowe



Moja coraz większa słabość do promocji, szczególnie tych książkowych, mnie przeraża... 
Jako, że w styczniu wszechobecne były wyprzedaże - mój portfel dotkliwie to odczuł. 


Co udało mi się zdobyć (od góry):

  
Włoskie zaręczyny - Santa Montefiore [okładka TW] 9,90zł
Pamiętnik z przyszłości - Cecelia Ahern [okładka TW] 9,90zł
 - upolowane w Biedronce

Obie pozycje kupione z sentymentu. Pierwsza do pani Montefiore, która to, gdy miałam lat 14, w tak piękny i delikatny sposób otworzyła przede mną cudowny świat powieści. Serdecznie polecam jej "Szkatułkę z motylem", "Sonatę o niezapominajce", "Spotkajmy się pod drzewem Ombu". Druga - z sentymentu do pani Ahern - autorki jakże wyjątkowego "P.S. Kocham Cię" oraz "Gdybyś mnie teraz zobaczył".


Niezbędnik obserwatorów gwiazd - Matthew Quick
Poradnik pozytywnego myślenia - Matthew Quick recenzja klik
   - upolowane na allegro od Znak.com.pl z darmową przesyłką za łączną kwotę 49,80zł (tak wiem, mogłam zaczekać i mieć taniej... ech.)

W skrócie - zakup spowodował ogólnoświatowy aplauz wobec Quicka. Pomyślałam, że muszę się dowiedzieć w czym tkwi jego sekret! 


Król kruków - Maggie Stiefvater 12zł
Ptaki ciernistych krzewów - Collen McCullough [okładka TW] 12,90zł
   - upolowane na wyprzedaży w Fabryka.pl z opcją odbioru osobistego - jak wiemy darmową :]

"Król kruków" - marzył mi się już wcześniej. Gdy słyszałam o nim po raz pierwszy, od razu chwyciła mnie fabuła, więc no jakbym mogła przejść obojętnie obok takiej promocji? Aktualnie czytana :) 
"Ptaki ciernistych krzewów" kupione z sentymentu do autorki przez jej "Czas miłości".


Wrócę po Ciebie - Guillaume Musso
   - niestety jedna z najdroższych moich zdobyczy (zależało mi na okładce), upolowana na TaniaKsiazka.pl za 29,88zł ale z wykorzystaniem darmowej opcji dostawy ;]

Tyle dobrego słyszałam o Musso, że jest mistrzem w skłanianiu do refleksji, że tworzy świetne zakończenia, że w jego powieściach jest szczypta magii.. Więc doszłam do wniosku, że koniecznie muszę zapoznać się z jakimkolwiek jego dziełem. Na pierwszy ogień pójdzie "Wrócę po Ciebie" - historia o tym, jak łatwo stracić coś, czego nie doceniamy.


Gwiazd naszych wina - John Green 25,48zł  recenzja klik
Szukając Alaski - John Green 25,48zł
Trylogia Igrzyska Śmierci - Suzanne Collins 57,67zł  recenzja klik
Harry Potter i kamień filozoficzny - J. K. Rowling [okładka TW] 28,47zł
   - kupione na Aros.pl niestety z przesyłką za 6,99zł

Moja pierwsza większa paczka w nowym roku, przyszła do mnie 2 stycznia. Och, co to była za radość! John Green - jak wiadomo objawienie roku 2013, Igrzyska śmierci - podobnie. A Harry Potter, bo chcę skompletować sobie swoją prywatną/osobistą serię ;p

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...