czwartek, 31 lipca 2014

Zabłądziłam - Agnieszka Olejnik


Czy nie powinno być tak, że dwoje ludzi poznaje się i zaprzyjaźnia, a gdy już wiedzą, że mogą sobie zaufać i mówią sobie absolutnie wszystko, wywalają z siebie wszystkie lęki, nadzieje i pragnienia - dopiero wtedy zakochują się w sobie? [s. 36]

Macie czasami tak, że przekręcając ostatnią stronę, chcielibyście przeczytać tę samą książkę jeszcze raz, a później jeszcze i jeszcze? Że żałujecie, że się skończyła, a zarazem uważacie, że jej zakończenie było tak  i d e a l n e,  że nie chcecie, by skończyła się inaczej? Może brzmi to trochę niejasno, wybaczcie, ale tak to jest, gdy pisze się recenzję zaraz po skończeniu książki :) Wtedy, gdy emocje są tak żywe, że nie sposób nad nimi zapanować. Nie mam pojęcia od czego mam zacząć... Tak wiele chciałabym Wam napisać, tak zachęcić do przeczytania, że aż brakuje mi słów. Mi, tej której się wydaje, że potrafi opisać wszystko, teraz zwyczajnie brakuje słów - tak, myślę, że to samo w sobie, powinno być już zupełną rekomendacją. 

"Zabłądziłam" to opowieść o stracie i samotności. O traumie i o smutku tak wielkim, że aż zagłuszającym. Ale też o miłości. O przyjemności dotyku, o bliskości i o sztuce bycia kochanym. O pokonywaniu strachu i odczuwaniu prawa do szczęścia. To jedna z tych powieści, które wciągają, pochłaniają i do ostatniej strony nie pozwalają odejść. To powieść, która odciska trwały ślad na psychice czytelnika, która skłania do refleksji i nikogo nie pozostawi obojętnym.


Wiesz, czasem w życiu jest tak, ze trzeba skoczyć na głęboką wodę, bo jeżeli się stchórzy, to po prostu... może nie być drugiej szansy. [s. 194]

Szesnastoletnia Maja uparcie walczy z demonami przeszłości. Jest wyobcowana, samotna i cicha, ale też silna. Jednak wciąż dusi w sobie to, co się stało w jej rodzinie, gdy miała zaledwie 12 lat. To od tamtej pory tata ciągle ma czerwone oczy od płaczu i mama nie zachowuje się jak mama, a Kaja - starsza siostra Mai - cóż Kaja... Kai nie ma. Ten ból po stracie jest dla niej tak wielki, że aż nie do zniesienia. Jedną z dwóch rzeczy dających Mai prawdziwa ucieczkę są treningi, drugą - Alek. Maja zwróciła uwagę na Alka, gdy ten został przeniesiony do jej szkoły dwa lata temu. Sprawiał wrażenie wewnętrznie podobnego do niej, tyle że miał swój własny system istnienia - lubił zwracać na siebie uwagę. Rodzące się w niej czysto platoniczne uczucie do Alka, daje Mai nadzieję i sens otaczającej rzeczywistości. Jednak ta para, jak dotąd nie zamieniła ze sobą ani jednego zdania... Wkrótce jednak los da im szansę. Jak ją wykorzystają, i czy uda im się pokonać przeszłość i na nowo poskładać rozpadający się świat? Jak to jest ufać komuś i być blisko niego? Na te i inne pytania poszukajcie odpowiedzi w tej powieści, która odkrywa przed światem sekrety duszy współczesnego nastolatka.

Może ten opis nie wyszedł tak jakbym chciała. Może nie zobrazował w pełni tego, co tak naprawdę kryje się wewnątrz tej historii, ale nie chciałam zabrać Wam przyjemności z jej odkrywania. Ze scalania faktów ukrytych gdzieś między pomiędzy akapitami... Pomyślicie sobie pewnie, że to kolejna książka o rozterkach nastolatków, że jest płytka, taka banalna i że nic sobą nie wnosi - och jak bardzo się mylicie! To zupełnie nie jest tak - uwierzcie mi na słowo - dawno nie miałam w ręku książki z tak zaskakująco prawdziwymi opisami przeżyć i rozterek młodych ludzi. Kiedyś wiele bym dała za taką powieść... Za taki sposób kreślenia wewnętrznych obaw i duszących myśli; problemów wieku dojrzewania. Po tej lekturze czuję się jakby przejechał mnie ogromny emocjonalny walec... ale jestem również pewna, że gdybym czytała ją w wieku lat kilkunastu - odebrałabym ją znacznie, znacznie mocniej i nawet możliwe, że płakałabym przez większość rozdziałów. 

"Zabłądziłam" to naprawdę piękna, zapierająca dech w piersiach opowieść o nadziei, prawdziwej miłości i uczeniu się siebie. I odniosę się teraz do tego, co możemy przeczytać na jednym z jej wewnętrznych skrzydełek: "To nie jest powieść, to jest jak zeszyt zostawiony po kimś" - i tak właśnie jest. Tak dokładnie jest. Główną narratorką jest Maja, to z jej punktu widzenia widzimy wszystkie wydarzenia. To jej rozterki przeżywamy i razem z nią podejmujemy decyzje. To z nią przechodzimy przez ten cały bolesny proces przez który przejść musi... 
Nie mogę oddychać. Boję się napisać zbyt dużo. Boję się, że znowu coś zepsuję, albo on mnie źle zrozumie, że się pogubimy, zanim zdążymy się naprawdę znaleźć. [s. 310]

Całą książkę charakteryzuje dość prosty styl i krótkie zdania - nie przepadam za taką formą wypowiedzi, ale uwierzcie mi - "Zabłądziłam" w takiej wersji - jest dokładnie takie, jakie powinno być. To przede wszystkim mądra książka, która swoją wymową i tą niezwykle poruszającą historią, stawia ważne pytania dotyczące prawdziwych problemów, z jakimi na co dzień spotyka się większość współczesnych nastolatków. Wielkie dramaty, niełatwe nadzieje i nadmiar lęku, a także pierwsze wzajemne fascynacje i piękne chwile stanowią idealne tło naszego rodzimego Young/New Adult. To książka, która absolutnie zasługuje na przeczytanie i to nie tylko przez nastolatków, ale też przez ich rodziców i pedagogów. Z całego serca polecam! 

PS: Przyznam, że fabuła tej książki, fragmentami przywodziła mi na myśl "Baśniarza", ale tylko fragmentami i to tymi najlepszymi (bo jak wiecie na "Baśniarzu" trochę się zawiodłam...). Jednak gdyby "Baśniarz" miał w sobie chociaż w połowie to, co ma "Zabłądziłam" - o żadnym zawodzie nie byłoby mowy! Także polecam ją również fanom "Baśniarza" - gwarantuję, że się spodoba.
PS: Recenzja wyszła trochę emocjonalnie chaotyczna, ale płynie prosto z serca. Naprawdę ciężko się opisuje książki, które dotykają tak głęboko...


_________________________________________________________________________
Agnieszka Olejnik, Zabłądziłam, stron 312, Wydawnictwo Literackie, 2014

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +2,6 cm
Klucznik: +
Pod hasłem: kropka
Czytamy powieści obyczajowe
Europa da się lubić

wtorek, 29 lipca 2014

Sukienka z mgieł - Joanna M. Chmielewska


Impulsy... Czasami z pozoru niewiele znaczące zdarzenia (...) lub ich ciągi wpasowują się w czyjąś życiową układankę. Stają się inspiracją. Albo liną ratunkową. Ślady zostawiane w ludzkich sercach, czasami nieświadome. Słowa, od których człowiek kurczy się albo rośnie. [s. 221]

Kto z nas czasem nie ma wrażenia, że książka zbyt szybko się kończy? Że chcielibyśmy poznać, chociaż ułamek, chociaż maleńką część dalszych przygód ulubionych bohaterów? Joanna M. Chmielewska daje nam właśnie taką możliwość. Tworząc swoje kolejne dzieła, autorka, wplata w ich karty bohaterów ze swoich poprzednich książek. I tak: w "Sukience z mgieł" powracamy do Piwnicy Pod Liliowym Kapeluszem i dowiadujemy się jak potoczyły się dalsze losy Ani, Hanki i Łukasza z "Poduszki w różowe słonie" (moja recenzja tutaj). Taki zabieg to prawdziwa przyjemność dla wiernego czytelnika, jednakże to nie wszystko! Autorka daje także możliwość czytania swoich dzieł w dowolnej kolejności. Brak znajomości fabuły "Poduszki w różowe słonie" zupełnie nie wpływa na jakość czytania "Sukienki z mgieł". Uspokajam więc wszystkich, którzy trzymają się zasady czytam po kolei - tutaj naprawdę nie jest to koniecznie - bowiem każda książka Pani Joanny, jest niczym zamknięta historia, skupiająca się na perypetiach innych bohaterów, sprytnie wtapiając w ich przygody, poznane już wcześniej postaci.

"Sukienka z mgieł" utrzymana jest w klimacie "Poduszki w różowe słonie", tyle, że tym razem główną bohaterką jest Weronika, właścicielka kawiarni Pod Liliowym Kapeluszem. Owa kawiarnia to miejsce niezwykłe, a zarazem epicentrum całej opowieści. Spotykają się tutaj ludzie, którzy niekoniecznie chcą napić się tylko dobrej kawy, a ich oczekiwania mają raczej niewiele wspólnego z tym, co może im zaoferować karta menu. Czego więc szukają i co takiego odnajdują w Piwnicy Pod Liliowym Kapeluszem jej goście? 

Każda z pojawiających się tutaj postaci odgrywa w życiu Weroniki dużą rolę. Każdy z bohaterów kryje w sobie swoją prawdziwą, niepowtarzalną historię. Każdy z nich wnosi jakąś część siebie do miejsca, które jego właścicielka tworzy i pielęgnuje z tak wielką pasją i głębokim zaangażowaniem. Piwnica pod Liliowym Kapeluszem to miejsce zwyczajnie i jednocześnie niezwyczajne. Autorka porusza tutaj bardzo wiele tematów trudnych, począwszy od przemocy w rodzinie, przez alkoholizm, brak miłości, a także różne choroby - i właśnie dzięki tym, współczesnym i rzeczywistym tematom, świat powieści pani Joanny wydaje się tak prawdziwy.

„Sukienka z mgieł” to jedna z tych książek, które są idealnym wyborem na dni, kiedy potrzebujemy czegoś lekkiego i niewyszukanego. Pani Joanna daje swojemu czytelnikowi powieść, która w żadnym aspekcie nie odbiega od schematu dobrej literatury obyczajowej. Każdy ma czasem takie chwile, że chciałby trochę "odetchnąć" i spędzić miło czas przy lekturze powieści niewymagającej wielkiego skupienia. Takiej, która nie męczy, ale jednocześnie jest emocjonalna. Takiej, przy której można się pośmiać i popłakać, albo po prostu takiej, przy której miło spędza się czas. "Sukienka z mgieł" idealnie plasuje się w tej kategorii. To lekka opowieść o spełnieniu marzeń, o zmianach i o wychodzeniu z cieni przeszłości. Delikatna i subtelna niczym tytułowa sukienka z mgiełCzy polecałabym tę książkę? Oczywiście. 


Jak widać, moja fascynacja polską literaturą obyczajową - trwa w najlepsze.
Nie mam pojęcia dlaczego i co się ze mną dzieje, ale dobrze mi z tym :)

____________________________________________________________________________
Joanna M. Chmielewska, Sukienka z mgieł, stron 231, Wydawnictwo MG, 2012

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +1,6 cm
Klucznik: +2
Pod hasłem: kropka
Czytamy literaturę obyczajową
Europa da się lubić

poniedziałek, 28 lipca 2014

Jajko z niespodzianką - Agnieszka Krakowiak-Kondracka


Ada nagle zrozumiała, co tak bardzo podoba się dzieciom w tych słodyczach. Oczekiwanie, ciekawość, nadzieja. Bo przecież w środku może kryć się coś absolutnie niezwykłego. I rzeczywiście. Tym razem tak było. [s. 277]

Chodziłam obok tej książki długo, naprawdę długo... Ciągle ją odkładałam i ciągle miałam jakieś wątpliwości. Nie jestem fanką literatury typowo kobiecej, takiej gdzie prym wiodą babcie, ciocie, mamy i ich pociechy. Z reguły unikam takich książek, a wyjątki robię bardzo, bardzo rzadko. Co więc mnie podkusiło żebym sięgnęła po "Jajko z niespodzianką"? 

Zapewne pierwsza była okładka, która naprawdę przyciąga wzrok, później był pewnie fakt, że "Jajko..." to pierwsza książka w nowej serii Wydawnictwa Literackiego Serii z fasonem - która muszę przyznać, że zapowiada się całkiem nieźle (przede wszystkim graficznie), jednak takim chyba przeważającym szalę atutem był fakt, że powoli przekonuję się do rodzimych pisarzy. Korzystając z dobrodziejstw niedzielnego poranka postanowiłam zaryzykować. I wiecie co? I wsiąkłam. 

"Jajko z niespodzianką" to pełna ciepła opowieść o codziennych troskach i problemach matki, samotnie wychowującej dziecko. Ta książka jest przede wszystkim o życiu i to nie tylko takim życiu przez małe "ż", ale również takim przez wielkie "Ż". Bowiem autorka, w fabułę o pozornie oklepanym już temacie (samotna matka), wplotła wątek luksusowych rezydencji, blichtru, pieniędzy i niekoniecznie czystych interesów. W tej książce o kulisach warszawskiego przedszkola dla dzieci milionerów pojawi się również miłość i ciągle dająca o sobie znać przeszłość, pojawi się wciągająca intryga, a nawet - wątek kryminalny. Autorka w niezwykle obrazowy i treściwy sposób nakreśliła także charakterystyki głównych bohaterów, które sprawiają wrażenie jakby żyły naprawdę, co oceniam jako wielki plus.

Książka rzeczywiście jest jak tytułowe jajko z niespodzianką - zawiera w sobie wiele ukrytych niespodzianek i historię, której nie mam nic do zarzucenia. Wiele tutaj poczucia humoru i chwil pełnych wzruszenia, które dają czytelnikowi naprawdę piękną opowieść o radzeniu sobie z zawirowaniami losu. Autorka udowodniła, że nie potrzeba rozbudowanego wątku erotycznego, żeby stworzyć naprawdę dobrą książkę. Przeczytałam ją w jedno przedpołudnie i to dosłownie jednym tchem (możliwe, że była to jedna z tych lektur, które trafiają na odpowiedni dzień i moment). Może nie jest jakąś wybitnie porywającą i ściskającą za serce powieścią, ale przez to, że poprowadzona została tak przystępnym, lekkim i przyjemnym językiem - całkiem mnie sobą ujęła. Gorąco polecam i proszę o więcej takich książek! Seria z fasonem prezentuje naprawdę dobrze skrojoną literaturę kobiecą :)


_____________________________________________________________________________________
Agnieszka Krakowiak-Kondracka, Jajko z niespodzianką, stron 300, Wydawnictwo Literackie, 2014

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +2,4 cm
Klucznik: +2
Pod hasłem: kropka
Czytamy powieści obyczajowe
Europa da się lubić

sobota, 26 lipca 2014

Laura - J.K. Johansson


"Laura" to pierwszy tom fińskiej trylogii kryminalnej „Miasteczko Palokaski”, która podbiła serca czytelników - początkowo w Finlandii, następnie w całej Skandynawii, a obecnie szturmuje rynek europejski (prawa do jej publikacji kupiło już kilkanaście prestiżowych wydawnictw z Europy). W czym więc tkwi sukces tej fińskiej serii? Może zacznijmy od tego, że J.K. Johansson to tak naprawdę tylko pseudonim, pod którym ukrywają się popularni fińscy autorzy (na co dzień piszący scenariusze filmowe i telewizyjne), a jeżeli dodamy do tego fakt, że klimat cyklu porównuje się z najlepszymi kryminałami i serialami, takimi jak chociażby "The Killing" czy "Miasteczko Twin Peaks" oraz potwierdzoną u źródła informację, że prawa do ekranizacji sprzedano natychmiast po premierze pierwszej książki - czy pozostają jakieś wątpliwości? Oczywiście, że nie! Każdy prawdziwy fan skandynawskich kryminałów, będzie chciał przekonać się na własnej skórze, jakie mroczne tajemnice skrywa fińskie Miasteczko Palokaski ;)

Zaginiona dziewczyna, mroczna tajemnica sprzed lat i zmowa milczenia mieszkańców miasteczka Palokaski. 
Tutaj każdy chce coś ukryć, każdy może być mordercą... 

I ja też uległam tym obiecującym opisom, ale ze smutkiem muszę przyznać, że trochę się jednak zawiodłam... Fabuła skrywająca tajemnicę, poprowadzona jest dosyć nierówno i niejasno. Wiele fragmentów z powodzeniem mogło zostać treściwie skróconych, a nawet pominiętych. Całość nie tworzy też spójnego klimatu (pomimo mocnych fundamentów) przez co staje się nudna. Wymagający czytelnik zapewne będzie zawiedziony tym bardziej, że książka nie przynosi oczekiwanego rozwiązania, ba! ona nie przynosi żadnego rozwiązania. Przekręcając kolejne strony miałam nadzieję, że jednak coś się zdarzy, że może wreszcie, że może w tym rozdziale będzie to oczekiwane "łał" - niestety, żadnego łał nie znalazłam. Główna bohaterka - szkolna pani pedagog - Mia, która jeszcze jakiś czas temu była panią komisarz, a teraz przebywa na detoksie od internetu (swoją drogą kiepsko jej ta odświeżająca kuracja wychodzi) podobno dobiega czterdziestki (?) jednak w moim odczuciu zachowuje się jak rozkapryszona 20-kilku latka, która - uwaga - dobiera sobie seksualnych partnerów na podstawie kształtu czaszki (!). Doprawdy... z czymś takim jeszcze się nie spotkałam ;) ale przejdźmy dalej - otóż tak irytującej, wścibskiej i mało wiarygodnej bohaterki dawno nie spotkałam. Obcowanie z tą postacią było dla mnie prawdziwą udręką. Na próżno także szukać w tej powieści innych ciekawszych bohaterów ponieważ ich kreacje potraktowane zostały "po macoszemu". 

Atmosfera nie jest gęsta od niedopowiedzeń, nie napawa również lękiem, a sama zagadka staje się męcząca. Można także uznać, że niewiele tutaj cech prawdziwego kryminału. Książka jest utrzymana w klimacie typowej obyczajówki i gdyby nie temat przewodni, czyli zaginięcie, czytelnik nawet by się nie zorientował, że czyta kryminał. Nie doszukałam się tutaj żadnej okładkowej "psychozy", wręcz powiedziałabym, że cała fabuła została maksymalnie "rozwleczona", "przegadana", a nawet "napuchnięta" nic nieznaczącymi tekstami, chociażby - uwaga, parafrazuję - o wyższości drożdżówki nad mac'owym hamburgerem z podwójnym serem (y?!). 

Dość o wadach, przejdźmy do zalet, bo jednak kilku takowych się doszukałam ;). Przede wszystkim fińska "Laura" trafnie obrazuje, nie tyle upadek autorytetów we współczesnej rzeczywistości młodych ludzi, co dalekosiężne zmiany (jakie pod naszym bacznym okiem) zachodzą w pełnym domysłów społeczeństwie. Bardzo ważne znaczenie mają tutaj także portale społecznościowe, na które autorzy postawili wyraźny nacisk, np. potężny Facebook - kształtujący w przeraźliwie patologiczny sposób młode osobowości. Młodzież pojawiająca się na kartach powieści ma wszystko poza realnymi uczuciami i prawdziwymi, pełnymi ciepła rodzinami. Ich przeszłość niejednokrotnie bywa dramatyczna i wstrząsająco rzeczywista. Widać, że autorzy bardzo starali się "wgryźć" w temat, który jak myślę chcieli zobrazować, jednak nie wyszło im to tak, jak tego oczekiwali. Tajemnica, którą czytelnik powinien odkrywać z szybszym biciem serca, tak naprawdę przyprawia go o senność. Tej powieści brakuje przede wszystkim: dobrze poprowadzonego śledztwa oraz wielowymiarowej perspektywy wydarzeń i mocnej charakterystyki postaci (przynajmniej jednej). Niestety "nijakość" i "niejasność" jest zatrważająca. Nie polecam tej książki miłośnikom kryminałów, jednakże będzie idealna na koc na plaży, czy wypoczynek nad jeziorem. To raczej lekka i niezobowiązująca historia, która - mam nadzieje - zachwyci kolejnymi tomami. 


_______________________________________________________________________________
J.K. Johansson, Miasteczko Palokaski: tom 1 Laura, stron 252, Wydawnictwo Literackie, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +2,2 cm
Czytam Opasłe Tomiska: +252
Pod hasłem: kropka

czwartek, 24 lipca 2014

Wieczerza - Tatiana Jachyra


Szczerze mówiąc nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po "Wieczerzy" Tatiany Jachyry. Slogany na okładce twierdzące, że to najbardziej bulwersująca i skandalizująca książka ostatnich lat czy też niezwykle śmiały pod względem obyczajowym thriller psychologiczny, w którym chorobliwa namiętność i niezdrowa seksualna fascynacja odgrywają równie ważną rolę jak religijny fanatyzm działały jednak jak magnes... Nie mogłam się oprzeć pokusie przeczytania.

To takie banalnie proste: zakładać maskę człowieka bez twarzy. W zależności od tego, jaką akurat przywdziało się osobowość, dysponować wachlarzem manipulacji, wprowadzać podprogowe kody i szyfry. Jakże łatwo ludzie dają się nabrać. Widzą to, co chcą zobaczyć. Interpretują słowa według własnego uznania. [s. 30]

Początek książki to prolog, w którym poznajemy Dawida. Przystojnego, samotnego i uwielbianego przez pacjentki ginekologa, który gdy opadną już światła dnia zupełnie oddaje się swojej obsesji. Tą obsesją jest mieszkająca niedaleko Joanna, która niebawem stanie sie jego pacjentką... Historia Joanny i Dawida przeplata się z historią Yasmine i Tomasza. Yasmine to striptizerka w nocnym klubie czasami dorabiająca jako prostytutka. Tomasz... tego nie zdradzę, bo odebrałabym Wam przyjemność z odkrycia. Historie tych dwóch tak pozornie różnych par łączy jednak coś więcej. Wyobcowanie? Nieobliczalność? Demony przeszłości? Odkryjcie sami.  

Nie wolno mi stracić kontroli nad sytuacją! Szybko sięgam do schowka po szmatkę nasączoną barbituranem i jednym ruchem przykładam ci ją do ust. Nawet nie zdążyłaś krzyknąć. Już osuwasz się w moje ramiona. Ciii... Moja kochana, tylko moja... Wreszcie moja. Odpalam silnik. Auto rusza. Mijam kilka ulic. Wjeżdżam na parking podziemny. Zaraz będziemy na miejscu. W domu. Wyglądasz tak niewinnie i słodko, kiedy śpisz. Milczysz. [s. 116]

"Wieczerza" to odważna i mocna, a zarazem hipnotyzująca książka, którą czytałam z prawdziwym zafascynowaniem. Niezwykle ujął mnie język oraz styl w jakim utrzymana została cała powieść. Uwodzicielska tajemniczość, połączona z poetyckimi sformułowaniami oraz zatracaniem się w odczuciach na przeróżnych płaszczyznach emocji, niczym balansowanie na krawędzi piękna i odrazy, wzbudziły we mnie gdzieś głęboko skrywane pokłady ekscytacji, o której istnieniu nie miałam pojęcia. Autorka bez wahania ukazuje najmroczniejszą stronę człowieka. Na surowo, bez ozdobników i bez upiększaczy. Zdania są krótkie, czasem konkretne, a czasem metaforyczne balansujące na granicy prozy i metaforycznej poezji, zaś narracja zmienia się tutaj równie szybko, co emocje targające głównymi bohaterami. 

Główny motyw powieści, ujęty także w tytule, to połączenie religijnego fanatyzmu Ostatniej Wieczerzy z jej absolutnym przeciwieństwem - grzechem ciężkim. W książce pojawia się też motyw winy i kary, żałowania za grzechy i odkupienia, cielesnej czystości i  konsekwencji zdrady. "Wieczerza" dosadnie obnaża, jak destrukcyjny dla człowieka potrafi być wpływ bolesnego dzieciństwa oraz związane z nim traumatyczne przeżycia, które tak naprawdę nigdy nie pozwolą o sobie zapomnieć i zawsze, ale to zawsze powrócą falami o różnej intensywności otwierając przy tym rany, w dawno już zabliźnionej psychice. 

To zdecydowanie jedna z tych książek, które wywołają w czytelniku skrajnie silne emocje, od napięcia, niepokoju i podniecenia przez namiętność, pasję, a nawet - jak to było w moim przypadku - zachwyt.  Absolutnie nikt nie pozostanie obojętny. Propozycja Tatiany Jachyry łącząca w sobie motywy stricte erotyczne z thrillerem psychologicznym trafiła w mój gust idealnie wzbudzając przy tym wielkie uznanie i swego rodzaju fascynację. Polecam tę książkę wszystkim tym, którzy lubią ciekawe czytelnicze doznania, a ja będę oczekiwała na kolejne książki autorki z prawdziwą i niekłamaną niecierpliwością.


_______________________________________________________________
Tatiana Jachyra, Wieczerza, stron 368 , Wydawnictwo Akurat, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Business & Culture oraz Wydawnictwu Akurat

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +2,4 cm
Klucznik: Tomisko NIEopasłe
Pod hasłem: kropka

środa, 23 lipca 2014

Przegapić życie - Monika Matusik


Życie jest tylko jedno, więc starajmy się je przeżyć tak, jak naprawdę byśmy tego chcieli, gdyż być może pewnego dnia otworzymy oczy i zorientujemy się, że przeżyty przez nas czas wcale nie należał do nas. [Od autorki]

Lubię motyw szpitala psychiatrycznego w książkach. Lubię motyw osób chorych psychicznie. Lubię powieści psychodeliczne i traumatyczne, takie o zagmatwanych emocjach, a jeszcze bardziej lubię takie - gdzie to co wydaje się prawdziwe, wcale prawdziwe nie jest. Tak jest też w przypadku debiutu Moniki Matusik "Przegapić życie". Historia nakreślona piórem tej debiutującej autorki, jest historią Amelii. Amelię poznajemy jako pacjentkę szpitala psychiatrycznego, cierpiącą na zaniki pamięci. Kobieta trafiła tutaj po samobójstwie ukochanego. (Czy aby na pewno?) Najistotniejszym elementem tej powieści, jest wyłącznie to, co dzieje się we wnętrzu i umyśle głównej bohaterki. To ona i jej wspomnienia przeplatane z rzeczywistością prowadzą czytelnika przez tą pełną niedopowiedzeń i sprzeczności opowieść. Co więc jest prawdą, a co fikcją? I dlaczego Amelia nie wszystko pamięta?

(...) jakie by było nasze życie, gdybyśmy nie spotkali pewnych osób. Czy coś wyglądałoby inaczej? Czas płynąłby szybciej czy może wolniej? (...) Jaki jest sens naszego istnienia?

Pomysł tej historii muszę uznać za naprawdę dobry, jednakże całe wykonanie oraz warsztat językowy - tutaj trochę się zawiodłam. Wtrącenia na temat pracy na lotnisku, topografii greckiej wyspy, a także poziom dialogów - niestety nie zachwycają, a nawet rozpraszają i sprawiają wrażenie wciśniętych na siłę. Postać bohaterki, która wyjeżdża na weekend gdzieś na grecką wyspę z chłopakiem, którego zna dosłownie od godziny bez znajomości nawet jego imienia (!) wydaje mi się bardzo absurdalna i naciągana. Poza tym niezwykle drażnią pieśni pochwalne dotyczące samej Amelii, która była tak "wyjątkowa, mądra, wspaniała, inteligentna, mająca własne zdanie na każdy temat..." (itd. itp.), że aż (tutaj ironia) "przegapiła życie". 

Do zakończenia również miałabym zastrzeżenia, ponieważ tak skrupulatnie prowadzona narracja potęgująca (mimo wszystko) ciekawość, gdzieś w połowie książki po prostu wyparowuje - co przedkłada się na (z prawdziwą przykrością muszę to przyznać) przewidywalność zakończenia. Trzeba jednak przymknąć oko ze względu na fakt "debiutu" oraz usilne starania autorki, która z pewnością nie chciała, by jej książka wypadła tak blado. Podsumowując: książka może nie jest rewelacyjna i w pewnym sensie zawodzi wymagającego czytelnika jednak jak na debiut - jest dobra. Polecam ją fanom obcowania z literackim studium psychologicznym postaci oraz pasjonatom książek traktujących o traumatycznych wydarzeniach mających niebagatelny wpływ na osiąganie dojrzałości. 

Można przeżyć całe życie, nie poznając nawet prawdy o sobie albo żyć przeżyciami niemającymi nigdy miejsca.

________________________________________________________________________
Monika Matusik, Przegapić życie, stron 182, Wydawnictwo Novae Res, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Innowacyjnemu Novae Res

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +1,4 cm
Klucznik: Tomisko NIEopasłe
Pod hasłem: kropka
Czytamy literaturę obyczajową

wtorek, 22 lipca 2014

Ślady - Janusz L. Wiśniewski



Wiedziałam, że gdy ktoś tak kocha, (...) to muszą być tego jakieś ślady. Muszą. 


Janusza L. Wiśniewskiego znałam dotąd jedynie jako autora "S@motności w sieci", którą zaczytywałam się w czasach licealnych. Nie mam pojęcia dlaczego moja przygoda z tym pisarzem skończyła się na tej jednej powieści, tym bardziej, że S@motność wywarła na mnie bardzo głęboki wpływ. Mogę jednak szczerze przyznać, że do dnia dzisiejszego nie przeczytałam tak wnikliwej i głębokiej książki napisanej przez mężczyznę i traktującej o kobiecej uczuciowości. Jaki więc Janusz L. Wiśniewski jest w "Śladach"? 

"Ślady" to zbiór 16 opowiadań, które w latach 2012-2014 publikowane były na łamach miesięcznika Pani. Wobec czego dla niektórych są już znane - dla mnie nie były. Rzadko czytuję opowiadania ze względu na to, że zbyt szybko się kończą. Podobnie było też tutaj. Jednakże tym razem starałam się je czytać niezachłannie. Na każdy dzień wybierałam sobie 4, którymi upajałam się o różnych porach dnia. Tekstów Wiśniewskiego po prostu nie da się czytać szybko i jednym tchem, ze względu na to, że każdy z nich wzbudza skrajnie silne emocje. Naprawdę każdy powoduje, że myśli kłębią się w głowie niczym pełne smutku chochliki i nawet gdy tekst kończy się happy endem, to zawsze, ale to zawsze gdzieś pomiędzy słowami, ukryte zostało ostrzeżenie, że szczęście bywa ulotne i piękne są jedynie chwile. "Ślady" są pełne takich chwil, które niczym kadry wyrwane z życia zwyczajnych ludzi, mogłyby z powodzeniem odgrywać się gdzieś obok nas. 

Wiśniewski potrafi w niezwykle poruszający sposób zobrazować to, co czasami głęboko w swojej psychice skrywają zwykli ludzie. Ludzie, tak pozornie różni a zarazem bliscy, bowiem wszyscy pragną kochać i być kochani. Brak mi słów, by wyrazić to co czuję po lekturze. Już dawno żadne felietony nie zrobiły na mnie tak wielkiego wrażenia. "Ślady” urzekają, ujmują, pochłaniają, a tytuł idealnie opisuje wnętrze - każdy z nas ma jakieś doświadczenia, które zmieniły go na zawsze. Ślady po tęsknotach, których nie da się uciszyć, ślady po pewnych rzeczach które nie sposób zapomnieć... 


Zapominała go długo i mozolnie. Z całych sił. Odkaszliwała go dymem z papierosów. Odrywała plastrami z ciągle niezagojonej, ropiejącej rany na jej biografii. Wymiotowała wódką pitą prosto z butelki, na pusty żołądek, nad ranem, gdy rozpacz była tak wielka, że można było ja tylko zapić. 

Zaduma nad tęsknotą stanowi być może tylko tło, a być może główny temat tej książki. Bo nic tu nie jest wyraźne. Każde opowiadanie to jak (nie)zamknięta furtka, pozostawiająca czytelnika z refleksją nad wartością życia i sensem istnienia. Interpretacji będzie tak wiele, jak wiele będzie punktów odbioru. Każdy tu znajdzie jakąś cząstkę siebie, każdy inaczej zrozumie. Ja takich cząstek odnalazłam wiele. Janusz L. Wiśniewski udowodnił, że jest wirtuozem słowa i prawdziwym czarodziejem kobiecej psychiki. Gorąco polecam. "Ślady" to zbiór opowiadań tak współczesnych i prawdziwych, że bardziej nie można. 

Zapominała go dniami, tygodniami, miesiącami. Rok. Dwa lata. Znowu nastało lato. (...) Nie zapomniała. Nie udało jej się. I zrozumiała, tam na tym przystanku, że to tak winno być. Bo nie powinno się wyrzucać na śmietnik pomarańczowych plastikowych misek. Bo one są tak samo ważne, jak fotografie umarłych w rodzinnym albumie.

______________________________________________________________
Janusz L. Wiśniewski, Ślady, stron 96, Wydawnictwo Literackie, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +0,9 cm
Klucznik: Tomisko NIEopasłe
Pod hasłem: kropka

niedziela, 20 lipca 2014

Na krawędzi nigdy - J.A. Redmerski



Nie da się ukryć, że promocja tej książki była huczna, tak samo jak jej pochwalne recenzje, czy to na goodreads czy na innych czytelniczych portalach (wręcz zdumiewająco dobre), przez co to wszystko dodatkowo nakręcało i nakręca potencjalnego czytelnika jak machina. Podobnie było również ze mną. "Na krawędzi nigdy" trafiło na moją listę must read już w dniu premiery, a z każdą kolejną blogosferową recenzją - mój apetyt na tę książkę rósł. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że dadada.pl dało mi możliwość poznania tej historii, co więc myślę o niej po lekturze? 

J.A. Redmerski napisała opowieść o pokoleniu, któremu ciężko jest odnaleźć swoje miejsce w funkcjonującej rzeczywistości. Paradoksalnie, pomimo olbrzymich możliwości komunikacyjnych, ciężko jest dzisiaj utrzymać kontakt z drugim człowiekiem. Idąc dalej za tą myślą i wzorem wielu swoich rówieśników, a także rodziców, bohaterowie książki - boją się cierpieć, a nauczeni doświadczeniami (nie tylko swoimi) zdecydowanie częściej wolą odsunąć się na bok i schować w pancerzu własnych emocji, aniżeli pozwolić sobie na szczęście, miłość i porywy serca. Proponowana przez autorkę historia rodzącej się miłości pomiędzy dwojgiem młodych ludzi, jest prawdziwym apelem walki o samego siebie, a poprowadzenie narracji z punktu widzenia zarówno Camryn jak i Andrew - dzięki dopracowanemu studium emocji ich obojga - pozwala na wejście w ich świat i zrozumienie sytuacji o wiele intensywniej i głębiej. Podobało mi się także, że większość akcji osadzona została w drodze.

Autorka skupiła się generalnie na dwóch postaciach i to oni są główną osią tej książki, pozostałe postaci są tylko tłem, które jest bo powinno być, ale jakiegoś większego znaczenia tutaj nie ma. Ciekawym motywem okazało się jednak nawiązanie do mitologicznego uczucia Orfeusza i Eurydyki - ten krótki, ale jakże inspirujący fragment porównujący miłość dwojga głównych bohaterów do nieszczęśliwej miłości starożytnych ikon podnosi poziom powieści i daje inny punkt widzenia - jak najbardziej na plus. Jednakże uważam, iż kontynuacja losów bohaterów mija się z celem i absolutnie nie była konieczna. Zakończenie tej historii jest naprawdę dobre i zamknięte, przez co zupełnie nie widzę potrzeby tworzenia drugiego tomu, który jak wiemy - powstał. Tym bardziej jestem więc ciekawa co takiego autorka chciała przekazać w "Na krawędzi zawsze" i chociażby z czystej ciekawości - będę chciała poznać drugą część ;)

Może jednak przejdę do wad. Moim zdaniem w pewnym sensie zawiodło tutaj tłumaczenie i korekta. Napotkałam mnóstwo literówek, na które naprawdę starałam się przymykać oko, ale jednak nie toleruję takich nieścisłości i przyprawiają mnie o irytację. Uważam, że jak książka idzie już do druku w wersji ostatecznej to powinna utrzymywać odpowiedni poziom, a czytelnik, który wydał na książkę dosyć sporą kwotę nie chce widzieć w swoim egzemplarzu literówek czy innych błędów - no nie oszukujmy się. Jeżeli zaś chodzi o tłumaczenie to myślę, że ktoś podszedł do tematu zbyt "poważnie" i dosłownie przez co książka straciła właściwy przekaz, przykładem niech będzie chociażby ciągłe "cóż" (z ang. "well"), które naprawdę (!) tłumacz mógł sobie spokojnie odpuścić i po prostu je pomijać - przez to słowo dialogi często stawały się dziwnie poważne i to w momentach, gdy ich wydźwięk wcale nie miał taki być... To samo się tyczy przekleństw, rozumiem punkt widzenia autorki, która starała się wykreować postać "niegrzecznego chłopca", ale niestety do Andrew wcale taka wulgarna postawa nie pasuje...

Denerwowały mnie też fragmenty erotycznych uniesień a'la Grey - zbyt mocne i soczyste jak na powieść dla nastolatków. Po lekturze tej książki mam mieszane uczucia. Niestety nie spełniła ona moich oczekiwań. Owszem - jest tutaj kilka elementów, które mnie urzekły i które sprawiły, że mimo wszystko chciałam ją dokończyć, jednak z drugiej strony pojawiły się pewne nieścisłości i wątki, które powodowały znudzenie, bądź irytację. Miała to być "najpiękniejsza historia romantyczna" (jak głosi slogan na okładce) - cóż, w moim odczuciu niestety taka nie była. Nie czułam trzęsienia ziemi pod stopami, ani innych płonących iskier. Możliwe, że gdybym czytała ją w czasach gdy miałam lat naście - piałabym z zachwytu. Książka nie jest zła. Ma do zaoferowania czytelnikowi coś wartościowego i intrygującego co przekona i kupi młodych ludzi. Ale niestety od momentu, gdy para decyduje się na intymne zbliżenie - akcja zostaje zdominowana przez niezbyt romantyczne sceny erotyczne i dość perwersyjne rozmowy. Tutaj niestety pojawia się gorzka refleksja - czy współczesne "najpiękniejsze historie romantyczne" naprawdę muszą być tak wulgarne i wyuzdane? Nie potrafię zrozumieć dlaczego delikatne i subtelne, a przede wszystkim piękne sceny zbliżeń podczas pierwszej miłości zostały wyparte przez ostry i brutalny seks z dominacją i kilkoma orgazmami pod rząd w tle... Nie pojmuję dlaczego piękne "kocham cię" zostało zastąpione w tej książce przez jakieś niezrozumiałe "chcę być twoją własnością"... 

Czy to dobra książka? Rzecz gustu. "Na krawędzi nigdy" naprawdę miało potencjał na rewelacyjną historię przełamującą bariery, lecz niestety nie takie, jakie w efekcie (w moim odczuciu) przełamało.

_______________________________________________________________
J.A. Redmerski, Na krawędzi nigdy, stron 480 , Wydawnictwo Filia, 2014


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję dadada.pl


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +3,6 cm
Czytam Opasłe Tomiska: +480 stron
Klucznik: Tytuł w trzech słowach
Pod hasłem: kropka

środa, 16 lipca 2014

Zakochać się - Cecelia Ahern


Czasami gdy zdarza się cud, zaczynasz wierzyć, że wszystko jest możliwe. [s.26]

Christine Rose, podczas jednego ze swoich nocnych spacerów, mających zapewne pomóc odnaleźć jej zgubiony gdzieś dawno sens życia, wplątuje się w sytuację niekoniecznie przyjemną. W jednym z opuszczonych budynków na jakimś totalnym końcu miasta (nie pytajcie gdzie i nie pytajcie jak) spotyka mężczyznę z pistoletem przy głowie. Ale! Jak przystało na odważną samarytankę (o nazbyt rozwiniętym instynkcie bezwarunkowej potrzeby pomagania innym) - bez chwili wątpliwości podejmuje rozpaczliwą próbę wczucia się w rolę psychoterapeutki i uchronienia nieszczęśnika przed planowanym samobójstwem. Jednak nie wszystko układa się tak jak to w poradnikach piszą... Christine popełnia błąd i pada strzał, a to wydarzenie odciska na niej tak głębokie piętno, że rano, podając swojemu mężowi kawę i tosty na śniadanie - informuje go, że odchodzi. Od teraz jest zmuszona zmienić swoje życie o 180 a nawet 360 stopni, bowiem mąż był łagodny do póki był mężem... Ale, ale! To jeszcze nie koniec. Pewnej kolejnej już nocy, po tym okropnym zdarzeniu, Christine, ponownie spacerując nocą po obrzeżach miasta, napotyka mężczyznę na brzegu mostu... Czasu mało, delikwent nieskory do życia, zatem Christine nauczona już poprzednią nauczką - postanawia pokusić się o niecodzienne rozwiązanie. Proponuje więc niedoszłemu samobójcy, o jakże metaforycznym imieniu Adam, że w ciągu dwóch tygodni przekona go, że warto żyć. I uwaga (!) tym irracjonalnym pomysłem naprawdę udaje jej się ściągnąć potępieńca z mostu, a jako, że Christine całe swoje życie przemierza z poradnikami w ręku (na każde zdarzenie ma przygotowaną psychologiczną mądrość i anegdotkę) tak i tym razem - znajduje przewodnik w stylu: "jak znaleźć jasną stronę w sytuacji bez wyjścia". Zdając sobie jednak sprawę z karkołomności zadania, postanawia bez reszty zatracić się w swojej ratunkowej misji. Zapomina więc o sobie i swoim życiu całą uwagę koncentrując na mężczyźnie. Co z tego wyniknie i do jakich wniosków dojdzie Christine? No i jak w tej całej sytuacji odnajdzie się sam (były?) mąż?


Chwile są cenne. Czasem z nami zostają, a czasem ulatują, ale wszystkie mają znaczenie. W jednej chwili możesz zmienić zdanie, uratować komuś życie albo się zakochać. [s. 414]

Tak, tak, tak! To moja Ahern w pełni swoich możliwości! Był dziarski akapit, była nietuzinkowa postać i aż sączyło się od dygresji z ironią na czele. Uwielbiam tę pisarkę i będę jej wierna - teraz i na zawsze. Ale przejdźmy do szczegółów ;) Oczywiście jak przystało na Cecelię - i w tym przypadku możemy spodziewać się dopracowania stylistycznego, mocnej konstrukcji postaci (szczególnie Adam - którego uwielbiam za ten dystans do otoczenia i skłonność do (auto)ironii) i warsztatu pisarskiego, który aż chce się chłonąć. Pomysły Ahern wciąż nie przestają mnie zaskakiwać, ale tę autorkę ujmuję już poza wszelkimi kategoriami - jak dla mnie lepszej przygody z literaturą nie ma i nie będzie. "Zakochać się" jest uzależniające i ogrzewające serce, a przy tym unikalne i pięknie, co więcej - posiada też ukryte znaczenie, które wyłania się gdzieś z kart niepostrzeżenie i pozostaje z Tobą nawet po zamknięciu okładki. To afirmacja życia - sztuka cieszenia się z codzienności. 


Cecelia w niezwykle dowcipny sposób prowadzi swojego czytelnika od najczarniejszych chwil w życiu, przez konsternację, aż do tych najpiękniejszych i wcale nie znajdujących się na kartach pseudo bestsellerowych poradników. Tym razem autorka podzieliła nawet swoją książkę na mnóstwo mniejszych rozdziałów zatytułowanych kolejno "Jak..." - co jest dla mnie absolutną nowością w przypadku prozy Ahern, ponieważ ona nigdy nie opisywała sukcesywnie swoich rozdziałów (poza nadawaniem im kolejnego numerka). Podejrzewam, że owa zmiana, ma swój związek z tą naiwną, ale powszechną wiarą w moc wskazówek i wszelakich mądrości zawartych w podręcznikach motywujących do życia. Cecelia poprzez metaforyczne (ob)tytułowanie rozdziałów - daje swojemu czytelnikowi prztyczka w nos - pokazując, że szczęścia wcale nie trzeba szukać w książkach - wystarczy tylko się rozejrzeć.

I mimo, że to powieść dość przewidywalna, to fabuła poprowadzona została w tak fascynujący sposób, że w ogóle się tego nie zauważa. Absolutnie nie nudzi! To jest najważniejsze - proza Ahern nigdy nie nudzi, a gdy już wydaje Ci się, że moment, który teraz czytasz jest słaby i brak mu ikry - przekonasz się, że za kilka słów Cecelia zrzuci na Ciebie istną soczystą językową bombę, i to tak - że nie będziesz w stanie się ocknąć, przez najbliższe siedem akapitów ;). 

Cała historia jest pełna uroku i czaru, który Ahern z mistrzowską już precyzją potrafi przemycić nawet w najmniej spodziewanym momencie. Aha i muszę zaznaczyć, że historia miłosna wcale nie jest najważniejszą częścią całej tej opowieści - jej wielkim przesłaniem jest sztuka czerpania radości z życia. Bohaterowie, mierząc się z własnymi czarnymi stronami i przeciwstawiając się złym doświadczeniom - doceniają drobne wartości. Uczą się na nowo przeżywać szczęście i kochać życie, a także, przede wszystkim, uczą się uwierzyć w miłość do drugiej osoby. Jest coś takiego w książkach Cecelii Ahern co wprowadza w nie odrobinę magii i przez to stają się niczym dobre opowieści na chandrę czy gorszy dzień.

"Zakochać się" to napisana z typową dla Ahern lekkością, zupełnie wzruszająca, pełna ciepła i romantyczności opowieść z ciętym dowcipem, dzięki któremu pokochasz bohaterów już od pierwszej strony. Jestem pod absolutnym urokiem tej książki i stawiam ją na podium zaraz po "Porze na życie" (ale tak aby kilka centymetrów ;)). I jeżeli wydaje Ci się, że skoro książka traktuje o samobójstwie to będzie to ciężka lektura - polecam Ci Ahern - nikt inny nie potrafiłby opisać tak ciężkiego tematu z takim wdziękiem i urokiem jak ona. "Zakochać się" umieszczam na półce ulubionych i chwała Ahern za to, że jej proza jest coraz lepsza! Amen. 



_______________________________________________________________
Cecelia Ahern, Zakochać się, stron 414 , Wydawnictwo Akurat, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Business & Culture oraz Wydawnictwu Akurat

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +2,1 cm
Czytam Opasłe Tomiska: + 414 stron
Pod hasłem: kropka
Czytamy powieści obyczajowe

wtorek, 15 lipca 2014

Chciejka #6 | News!

Dzisiejsza chciejka ma charakter bardziej informacyjny i przepełniony radością :)

Jak pewnie większość z Was - i ja również - cieszyłam się z informacji dotyczących nadchodzących premier. Czytałam już o niektórych z poniższych pozycji i na Waszych blogach, ale skoro już przygotowałam ten post (;p) to chciałabym go opublikować - uzewnętrzniam się więc publicznie i wyrażam swoją radość!

Często przeglądam yt pod względem książek - dzięki temu wyłapuję ciekawe tytuły i później z zapartym tchem oczekuję, aż któreś z polskich wydawnictw podejmie ryzyko wydania takiej perełki w Polsce. Poniżej zawarłam cztery najbardziej wyczekiwane przeze mnie premiery, które w najbliższym kwartale (?) ukażą się w naszym kraju - a na które (jestem pewna) czeka zdecydowana większość z Was ;) Dla trzech z nich okładki już są znane (co do jednej mam wielki żal, ale o tym poniżej). Zapraszam!


1) 
Mara Dyer ukaże się w Polsce dzięki Wydawnictwu YA!



Premiera: wrzesień 2014

Światowy bestseller czytany przez miliony czytelniczek zakochanych w parze bohaterów.
Każdy kryje w sobie tajemnicę, wystarczy ją obudzić.

Kim jest Mara Dyer?
W tajemniczych okolicznościach giną dwie dziewczyny, przyjaciółki głównej bohaterki. Wygląda na to, że ich śmierć została przepowiedziana, a ktoś wiedział co się wydarzy.
Powieść z paranormalnym twistem i przesłaniem: pozory mylą.

Michelle Hodkin – opowiada o sobie: w wieku szesnastu lat, straciłam prawa do własnej duszy, grając w pokera z piratami na południe od Natchez. Wkrótce potem dołączyłam do trupy i podróżowałam po świecie. Wszystko to działo się przed napisaniem pierwszej powieści The Unbecoming of Mara Dyer. Uprzedzam, że nie jestem wiarygodnym narratorem własnego życia.



Oryginalne okładki Mary Dyer są po prostu prze-fantastyczne. 
Mam nadzieję, że wydawnictwo wiernie pozostanie przy tej szacie graficznej...




2) 
Opowieść o Eleanor & Parku wyda Wydawnictwo Otwarte!


#1 USA | #2 UK

  Premiera: ?

„Eleanor & Park” to opowieść o niezwykłej miłości.

Eleanor… Czerwone włosy, złe ubrania. Stojąca za nim dopóki on nie odwróci głowy. Leżąca za nim dopóki on się nie obudzi. Sprawiająca, że wszyscy inni wydają się bardziej ponurzy, płytcy i niewystarczająco dobrzy… Eleanor.

Park… Wie, że ona pokocha piosenkę zanim on ją dla niej zagra. Śmieje się z jej żartów zanim ona nawet dojdzie do ich sedna. Jest miejsce w jego klatce piersiowej, tuż poniżej gardła, które sprawia, że chce dotrzymywać obietnic… Park.

Trwa to tylko jeden rok szkolny, to historia dwóch urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą szesnastolatków – wystarczająco mądrych, aby wiedzieć, że pierwsza miłość prawie nigdy nie trwa wiecznie, ale wystarczająco odważnych i zdesperowanych, aby spróbować.

Książka zostanie przeniesiona na wielki ekran przez DreamWorks.


Jeżeli jesteście fanami pióra Johna Greena - Eleanor&Park spodoba się Wam na pewno! 
To opowieść o pierwszej miłości. Delikatnej, czułej i nieskalanej. 
Przeczytajcie recenzję, o tutaj: KLIK - więcej słów nie trzeba. Mnie oczarowała dogłębnie.



3) 
Trylogię Patricka Nessa wyda Wydawnictwo Papierowy Księżyc!


Premiera: sierpień 2014

Pierwszy tom bestsellerowej i wielokrotnie nagradzanej trylogii Ruchomy Chaos Patricka Nessa, uznawanej za jedną z najlepszych serii dla młodego czytelnika ostatnich lat. Poruszone w niej zagadnienia i literacki kunszt autora sprawiają, że jest idealną lekturą dla dorosłego czytelnika. Prawa do jej sfilmowania zostały nabyte przez wytwórnię Lionsgate, która przeniosła na ekran filmowy między innymi „Igrzyska Śmierci”.

Tood Hewitt jest jedynym chłopcem w osadzie pełnej mężczyzn. Odkąd osadnicy zostali zarażeni Szumem, Todd słyszy wszystko, co mężczyźni myślą, a oni słyszą wszystko, co myśli on. Za miesiąc Todd ma stać się mężczyzną, ale wśród otaczającej go kakofonii orientuje się, że miszkańcy osady coś przed nim ukrywają – coś tak strasznego, że Todd zmuszony jest uciec wraz ze swoim psem, którego prosty, lojalny głos również słyszy. Ścigani przez wrogo nastawionych osadników, natrafiają na dziwną, milczącą istotę: dziewczynę. Kim ona jest? Dlaczego nie została zabita przez chorobę, tak jak wszystkie inne kobiety w Nowym Świecie?

Chropowata narracja Todda wciąga czytelników w zapierającą dech podróż, w toku której chłopiec stojący u progu dorosłości musi się oduczyć wszystkiego, co zna, aby pojąć, kim naprawdę jest.




i na koniec perełka, na którą czekam najbardziej:


4) 
Biografię mojego absolutnie ulubionego aktora wyda Wydawnictwo Replika!



Premiera: ?

Niestety głośno wyrazić muszę swoje niezadowolenie odnośnie zmiany okładki, ta proponowana przez polskie wydawnictwo jest krótko mówiąc - fatalna.


Intymny portret wschodzącej gwiazdy kina i idola kobiet znanego przede wszystkim z roli Sherlocka Holmesa. 

Detektyw, potwór, adwokat, naukowiec, malarz, komik, szpieg – lista głównych i drugoplanowych ról zaledwie trzydziestokilkuletniego Benedicta Cumberbatcha jest długa. Aktor grał ikoniczne osobowości współczesnego świata, osobistości historyczne i kultowych bohaterów literackich, portretując postacie takie jak Stephen Hawking, William Pitt Młodszy czy Frankenstein. Bez wątpienia jednak największą sławę przyniosła mu rola współczesnego, ekscentrycznego Sherlocka Holmesa w serialu BBC TV „Sherlock”. 

Niezwykły życiorys gwiazdy „Sherlocka” wymyka się schematowi układu treści typowemu dla biografii. Od podróży po Tybecie po traumę porwania przez uzbrojonych rabusiów w RPA – wszystko to znajdzie czytelnik w książce, która przedstawia całe życie aktora i niczego nie przemilcza. Barwne życie osobiste, wspaniała kariera aktorska, błyskotliwość i skromność, które stały się już znakiem rozpoznawczym wywiadów udzielanych przez artystę, czynią Benedicta Cumberbatcha idealnym bohaterem intymnej biografii.




Wielkie brawa dla wspomnianych wydawnictw, że są skłonne podjąć ryzyko i wydać tak świetne tytuły u nas! 


***
To na którą z powyższych pozycji i Wy czekacie? ;)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Genialna przyjaciółka - Elena Ferrante


Ty jesteś moją genialną przyjaciółką. Musisz być mądrzejsza od wszystkich. 
[s. 447]




"Genialna przyjaciółka" to pierwszy tom z cyklu trzech powieści opowiadających o niezwykłej przyjaźni dwóch kobiet. 


Kiedy Elena Greco dowiaduje się, że Lina Cerullo, jej najbliższa i najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa, w wieku sześćdziesięciu kilku lat - dosłownie zniknęła bez śladu - postanawia na własną rękę znaleźć wytłumaczenie dla tego gestu. W tym celu decyduje się opowiedzieć historię ich przyjaźni sięgając przy tym do najgłębszych zakamarków swojej pamięci. Jej fascynująca i niezwykle szczegółowa opowieść, przenosi czytelnika do lat 50-tych ubiegłego wieku, na barwne przedmieścia Neapolu, do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło... 

Pomyślałam, że Lila jak zwykle przesadza. W wieku sześćdziesięciu sześciu lat nie tylko postanowiła zniknąć, ale chce zatrzeć wszelkie ślady swojego istnienia. Ogarnął mnie gniew. Zobaczymy, kto tym razem wygra. Włączyłam komputer i zaczęłam spisywać naszą historię, wszystko, co mi zostało w pamięci. [Prolog, s. 18]

Po moim niezbyt udanym spotkaniu z literaturą włoską przy książce "Dzień dobry, kochanie" (moja recenzja: klik) długo się wahałam nad przystąpieniem do czytania "Genialnej przyjaciółki". Obawiałam się prostego stylu i płytkiej historii oraz tej przesadnej skromności w wykorzystywaniu wszelkich środków stylistycznych (jak to miało miejsce w przypadku ww. powieści). Jednakże - postanowiłam zaryzykować, tym bardziej, że blurb na okładce głosi, iż Elena Ferrante należy do grona najpoczytniejszych włoskich pisarek, prawa wydawnicze do jej powieści kupiło już kilkanaście krajów, a książki - wielokrotnie ekranizowane - zaskarbiły sobie wierną widownię i przysporzyły jej fanów na całym świecie. Ale - to nie wszystko. Skoro już jesteśmy przy autorce, to muszę koniecznie przyznać, że zafascynował mnie fakt mówiący o tym, że "Elena Ferrante" to tak naprawdę pseudonim artystyczny, którym posługuje się kobieta, która kimkolwiek jest, woli nie mówić o swoich książkach. Jest niewzruszenie przekonana, że powinny być samowystarczalne, nie potrzebują wprowadzenia czy objaśnień autora, a tym bardziej jego wizerunku - czyż to nie brzmi zachęcająco? Właśnie to zdanie, zawarte na tylnej stronie okładki skradło moje myśli doszczętnie i towarzyszyło mi podczas całej lektury tej pasjonującej powieści.

Czy zawsze musi robić to co ja, wcześniej i lepiej ode mnie? Zostawiać mnie z tylu, gdy gonię za nią albo deptać mi po piętach, żeby zaraz potem mnie przeskoczyć? [s. 191]

"Genialna przyjaciółka" jest niezwykłą, absorbującą i pełną rozmaitych znaczeń powieścią o przyjaźni, która rozpoczyna się w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Mamy tutaj dwie pozornie różne od siebie osobowości, które rozumieją się lepiej niż komukolwiek mogłoby się to wydawać. Elena jest grzeczna, uczynna i ułożona, za to Lila jest impulsywna, zbuntowana i wzbudza we wszystkich powszechny autorytet - czego z kolei Elena jej zazdrości, a jednocześnie bardzo jej to imponuje. Mimo, że są przyjaciółkami na dobre i na złe to nie przestają ze sobą rywalizować, czy to na polu edukacji, czy relacji międzyludzkich. 

Wiedziałam - a może tylko miałam nadzieje - ze żadna forma nie będzie nigdy w stanie ograniczyć Lili, wcześniej czy później znowu ją rozbije. [s. 376]

Powieść Eleny Ferrante to  przede wszystkim opowieść o rodzinie i przyjaźni w czasie zmian i wszelkich wyzwań świata budzącego się do życia po wojnie. Czyniąc tło swojej historii w postaci tak brutalnych czasów dla realizacji marzeń oraz zdeterminowaniu przyszłości przez panujące w każdej dziedzinie życia różnice klasowe (gdzie status społeczny zależy właśnie od miejsca urodzenia) - autorka stworzyła pełen rozmachu obraz Neapolu, jako miasta od wczesnych lat 50-tych do wczesnych lat 60-tych. Kontrast dzielący biedę od bogactwa w głównej dzielnicy jest równie ważnym elementem co doskonale odzwierciedlony aspekt lingwistyczny (fakt tego, jak wielka różnica dzieliła poprawny język włoski od gwary powszechnej).

Ta mroczna, ale w pewnym sensie także optymistyczna opowieść mówiąca o świecie pełnym przemocy, zabobonów i ciemnoty ludzkiej, jest mimo wszystko głęboko zakotwiczona w kobiecej wrażliwości. De facto "Genialna przyjaciółka" to książka poruszająca kwestię pierwszej miłości i miłości tej prawdziwej oraz miejsca gdzie rodzi się czułość i wierność wobec tych których się kocha i którzy kochają nas, ale również nienawiści, prawa do zemsty, biedy i marzeń - wbrew nadziei. Książka o małych i wielkich dramatach składających się na historię życia, może trudnego i spowitego cierniami, ale przez to, że zachowującego pewną całość - wzbudzającego pewną nostalgię, czar i urok była dla mnie niezwykłą podróżą do świata, którego już nie ma, powojennego miasta pełnego kontrastów i ludzi, którzy z jednej strony fascynują, a  z drugiej budzą niechęć i pogardę. 

Niewątpliwie ta wysmakowana i dopracowana pod każdym względem powieść z klimatem, do którego przyczyniła się również osoba, która przełożyła tę książkę na język polski zasługuje na pełne brawa. Tłumaczenie jest wspaniałe, a w połączeniu z ręką autorki tworzy naprawdę zachwycające miejsce, przez co niemal mogłam zwizualizować sobie opisywane widoki, dźwięki i zapachy całego miasta oraz jego granic. Kreacje postaci również są dopracowane i głębokie - i co najważniejsze - ewoluują na kartach książki. 

Tę intrygująca opowieść o świecie, który odszedł wraz z nowymi czasami, a był obskurną rzeczywistością ludzi z Neapolu lat 50-tych - polecam wszystkim tym, którzy lubią przenieść się czasem w inny świat i poczuć klimat zamierzchłej ale prawdziwej rzeczywistości.


________________________________________________________________________________
Elena Ferrante, Genialna przyjaciółka, stron 480, Wydawnictwo Sonia Draga, 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: +3,1 cm
Czytam Opasłe Tomiska: + 480 stron 
Pod hasłem: kropka
Czytamy powieści obyczajowe
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...