niedziela, 8 lutego 2015

"Córki marionetek" Maria Ernestam



Nie tylko ciemne zimowe wieczory przepełnione są magią i zabobonami. 
[s. 13]

Nieustający deszcz padał tygodniami wzdłuż zachodniego wybrzeża Szwecji. Jednak dzień w którym to się stało, był szczególny - to właśnie tutaj, słońce zaświeciło z pochmurnego nieba...
"Nigdzie nie było widać taty. Gdy o niego zapytałam, mama poprosiła mnie o pilnowanie blach z sucharkami. W tym upale było to jak kara za coś, czego nie zrobiłam. Niepokoił mnie wyraz twarzy mamy. Gdy jednak dołączyły do nas moje siostry i mama zaczęła opowiadać nam bajki, na chwilę przeniosłyśmy się do innego świata. Pojawiła się nadzieja, że wieczór zakończy się szczęśliwie. Po chwili usłyszałyśmy pukanie do drzwi. (...) Mój ojciec zmarł na końskim grzbiecie. (...) Jego ręce były przywiązane do słupa, który utrzymywał rumaka na miejscu. (...) Krew zabarwiłą mu ubranie, spłynęła po bokach i ubrudziła karuzelę. Miał brudne buty, a na dłoniach białe rękawiczki. [s. 9, 10-11, 15]
Początek książki aż poraża swoim rozmachem i siłą przekazu. Jest zdecydowanie najsilniejszą jej częścią, później akcja zwalnia tempo i podąża niespiesznie, zatracając się w przeszłości i skupiając na mieszkańcach szwedzkiego miasteczka. Wszelkich poszukiwaczy i amatorów krwawych scen, czy mrożących krew w żyłach wydarzeń - uprzedzam, iż ta powieść jest bardziej powieścią psychologiczno-obyczajową, skupioną na bohaterach i ich wewnętrznych rozterkach, niż mocnym thrillerem. Owszem, w powietrzu daje się wyraźnie odczuć sukcesywnie narastające napięcie, ale w samej treści pojawia się niewiele zaskakujących momentów. 

Jednym z najciekawszych elementów tej powieści jest oczywiście wątek marionetek. Do grona plusów zaliczyłabym też nienagannie oddany klimat ospałego miasteczka, pogłębione psychologiczne rysy postaci i całkiem zgrabnie wplecione tło historyczne. Jest tu też mnóstwo refleksji i pytań czekających na odpowiedź i zmuszających do przystania na chwilę. Ale pytań nie tylko do Mariany, ale też do czytelnika. Dzięki temu zabiegowi, czytelnik staje się aktywnym uczestnikiem całej książki. To całkiem zgrabne posunięcie Autorki pozwala mimowolnie oddać się biegowi wydarzeń.

Autorka poprzez swoich bohaterów stawia także ważne pytania dotyczące mechanizmów przemocy oraz praw życia i śmierci. To właśnie te fragmenty powieści, które wyraźnie traktują o źródłach zła i nienawiści, odkrywając przy tym mroczne zakamarki ludzkiego umysłu - boleśnie skontrastowane z całą baśniową otoczką marionetek - są nad wyraz wzruszające i traumatycznie wiarygodne. Odbiór całej książki mocno potęguje także nieco poetycki i sugestywny język.

"Córki marionetek" to opowieść o małej społeczności, w której czyny niektórych bohaterów mają swoje źródło w przeczytanych lub zasłyszanych gdzieś baśniach. To opowieść o tym, że to smutek, uwikłanie i niespełnienie, które czasem stoją za zbrodnią, mogą powodować, że ludzie zachowują się jak bezmyślne marionetki. Ta historia ma także głęboko ukryte drugie dno, dogłębnie wyjaśnione w posłowiu - będące przykrym studium historycznego obciążenia, a zarazem rysem prawdziwych wydarzeń, które były inspiracją do powstania tej książki. 


Chciałam pokazać niepoprawność tego,
jak ktoś się staje marionetką złego.

Jeśli się odważysz, zobacz własnymi oczami,
że też jesteś, biedaku, związany sznurkami.
Może ty sam masz nad nimi dowodzenie.
I tak każdy się miota po swojej arenie.

(...)

Posłuchaj morału lalki na koniec przedstawienia.
Jestem z drewna, ale mam dar myślenia.
Odetnij sznurek, co źle cię kieruje (...) i kontroluj lalkę, którą jesteś sam.
[s. 380]

"Wszyscy mamy swoje sposoby, by uciec od tego, co nas męczy. Pracujemy, mówimy, milczymy, dekorujemy, piszemy, czytamy, wypływamy w morze, występujemy na scenie, stoimy w miejscu albo pędzimy przed siebie - daleko, do przodu. Z czasem znajdujemy najlepszy sposób na ucieczkę przed mrocznymi wilkami trwogi, wreszcie uczymy się z nimi żyć, a nawet miewamy wrażenie, że udało nam się je oswoić. [s. 16]



_________________________________________________________________________
Maria Ernestam, Córki marionetek, stron 432, Wydawnictwo Czwarta Strona, 2015
Przekład: Magdalena Anna Kostrzewska

Za udostępnienie egzemplarza książki do recenzji serdecznie dziękuję

37 komentarzy:

  1. Cytaty są porażające - zapowiadają mocną lekturę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Same cytaty zachęcają do przeczytania i nie mogę się już doczekać, kiedy porwę "Córki marionetek" w swoje łapki. ♥
    Miłego dnia. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak bardzo chcę przeczytać "Córkę marionetek" *,* Naprawdę muszę się zacząć rozglądać za tą książką <3
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam kilka negatywnych recenzji tej książki i sama nie wiem, czy chcę ją przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
  5. To musi być naprawdę mocna lektura... Również na nią poluję

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowna okładka! Zaczynam poszukiwania przy pierwszej lepszej okazji. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta książka ma w sobie coś takiego, że przyciąga. Mam nadzieję, że kiedyś trafi w moje ręce:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Posiadam, ciekawe czy mi się spodoba, a humorzasta ostatnio jestem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Naprawdę mocne cytaty, a okładka jest naprawdę przepiękna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kilka razy widziałam już tę książkę, ale zupełnie nie zwróciłam na nią większej uwagi. Teraz widzę, że to błąd! Świetne cytaty wybrałaś! Przekonałaś mnie. Mam nadzieję, że niedługo ta książka i u mnie zagości. Do przeczytania jej pewnie jeszcze sporo czasu minie, ale muszę ją posiąść ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Okładka i cytaty trochę mnie przeraziły. Nie za bardzo lubię czytać o rozterkach bohaterów. Jednak jak książka pojawi się w bibliotece, to z chęcią wypożyczę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna okładka, która zapada w pamięć :) Recenzja zachęca do przeczytania, więc może kiedyś skuszę się na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Współczesne marionetki to dawne maski. To tylko pokazuje, że kolejne pokolenia są takie same, z błędami przeszłości. Bardzo ciekawa recenzja, oddaje klimat książki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Powiem Ci szczerze, że jak zwykłych powieści nie czytam i unikam, to po tę z przyjemnością bym sięgnęła :) za sprawą Twojej opinii, ale przede wszystkim przytoczoną rymowanką o marionetkach. To doprawdy niezmiernie mnie zaciekawiło. Chętnie bym ją przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zwróciłam już wcześniej uwagę na tę książkę z powodu przerażającej, ale i intrygującej okładki. Co prawda lubię książki, gdzie ważny jest aspekt psychologiczny postaci, ale po Twojej recenzji nie jestem do końca pewna, czy by mi się spodobała. Poczekam aż znajdę ją w bibliotece, żeby później nie żałować zakupu :)
    Pozdrawiam,
    Książkowe Wyzwania

    OdpowiedzUsuń
  16. Niesamowita okłada. Twoja recenzja tylko podsyciła moją ochotę na przeczytanie tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ta książka wygląda na przerażającą... Nie wiem, czy się z nią zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zdecydowanie chciałabym ją poznać. Okładka jest fenomenalna! :)
    Zapraszam na konkurs! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem już po lekturze i mogę powiedzieć, że bardzo podobał mi się stworzony klimat i bohaterowie ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. z utęsknieniem czekam na lekturę. Pora dorosnąć, a dla tej książki chyba warto ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie mogę się już doczekać, aż ją przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. ,,Córka marionetek" zbiera tak mieszane recenzje, że sama nie wiem, czy warto po nią sięgnąć. Wiele osób zwróciło uwagę na bardzo wolne tempo powieści, co mnie odstrasza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie skończyłam czytać. Niestety tempo powieści jest rzeczywiście powolne. Nie jest to thriller, ani kryminał. Raczej powieść obyczajowa o małej miejscowości w Szwecji, która skrywa mroczną przeszłość. Rozwiązanie zagadek jest mrożące krew w żyłach, co kontrastuje z narracją wprost z literatury kobiecej. To chyba zabieg celowy, bo autorka chciała by napisana przez nią historia trafiła do mas. Szkoda, że tłumaczka w wielu miejscach się nie popisała. Jeśli kogoś interesuje tematyka lub przeczytał książkę i chciałby więcej dowiedzieć się o sytuacji wojennych uchodźców w Szwecji, to polecam reportaż "W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa" Elisabeth Asbrink. Poetycka lektura, oparta na korespondencji chłopca, któremu udało się w latach 30-tych przyjechać do Szwecji, z rodzicami pozostającymi w Europie Środkowej. Przejmująca lektura, dzięki której można lepiej poznać ciemne karty historii Szwecji.

      Usuń
  23. Przeczytam, na bank przeczytam :D Uwielbiam takie wierszyki, lubię takie kliamaty.... jak ja się cieszę :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Zaczynając od pięknej okładki kusi mnie w niej wszystko, twoja recenzja też :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Mam w najbliższych planach tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ręce zaczęły mi się trząść, tak bardzo chcę ją przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mnie książka totalnie kupiła, a rozwiązanie historii oszołomiło. Zakochałam się totalnie w tej książce ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Kurczę, nie słyszałam dotąd o tej książce, bo to zupełnie nie moja tematyka, a teraz te cytaty... i twoja opinia... Cholera. Bardzo chętnie dałabym jej szansę, gdybym ją gdzieś zobaczyła. Bardzo, bardzo.
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  29. Słyszałam o niej sprzeczne opinie, ale mimo to chciałabym przeczytać. Okładka jest bardzo zachęcająca! :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Przeraża mnie okładka tej książki, jakoś nie lubię bać się patrząc na pierwszą stronę, która powinna mnie przyciągać, a nie odstraszać ;D

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam ogromną chęć na lekturę tej książki. Muszę, po prostu muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  32. Książka zapowiada się ciekawie, przyznam szczerze, że z przyjemnością bym ją przeczytała, uwielbiam takie klimaty :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...