środa, 18 lutego 2015

"Wersal. Za fasadą przepychu" William Ritchey Newton

Recenzja premierowa
Premiera książki: 18 lutego!


Wersal - wątpliwy wzorzec doskonałości

Wersal, symbol królewskiej Francji i zarazem najchętniej odwiedzany pałac królewski na świecie, kojarzy się przede wszystkim ze sztuką, etykietą, przepychem, no i bogactwem. Jego narodziny zawdzięczamy Ludwikowi XIV (1638–1715) Królowi Słońce, który chciał uciec od dusznej atmosfery paryskiego Luwru i otoczyć się przestrzenią. Współcześni uważali, że sam Wersal wystarczy, by zapewnić Francji wieczną chwałę. I w pewnym sensie mieli rację - do dnia dzisiejszego, nad Sekwaną nie powstało nic wspanialszego. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że ten pokryty złoceniami, lustrami i marmurami oszałamiający labirynt 226 reprezentacyjnych komnat i apartamentów był miejscem zamieszkania tłumnego dworu, liczącego bagatela tysiąc osób (bez służby!) z czego część sypiała w garderobie pana lub na pryczy. Warto więc zastanowić się, jak wyglądało codzienne życie tych ludzi, i jednocześnie zdać sobie sprawę, że te wyrafinowane stroje i eleganckie wnętrza, którymi karmi nas telewizja w wysokobudżetowych filmach, są tylko przyjemną dla oka farsą. 

"Ciągła obecność w Wersalu była konieczna, by zdobyć lub umocnić pozycję nieustannie zagrożoną, nawet jeśli z pobytem w królewskiej stolicy wiązało się wiele niedogodności.

Zacznijmy od poranka: rytuał porannego wstawania króla był przedmiotem powszechnej ciekawości i na każdym etapie dawał władcy okazję  do przyznawania dworzaninowi pożądanego przywileju. Na ten temat stworzono nawet oficjalny almanach królewskiego dworu, który ustalał role i przywileje każdego z uczestników "porannej ceremonii". Ten skodyfikowany balet dworzanin wokół króla i pełna zawiści walka o to, kto założy mu koszulę, albo zapnie mankiet w dzisiejszych czasach przyprawia o zdumienie i w pewnym sensie niezrozumienie. Jednak jest coś co zdaje się go przewyższać. Jako, że w XVII wieku woda odgrywała tylko drugorzędną rolę w higienie osobistej, kąpiel uważana była za zbyteczną, a poza tym - szkodliwą dla zdrowia. Autor pewnego przewodnika z roku 1655 zapewniał, że kąpiel, z wyjątkiem użytku lekarskiego w sytuacji naglącej potrzeby, jest nie tylko zbędna, lecz również bardzo szkodliwa dla ludzi. Kąpiel wycieńcza ciało i napełniając je, sprawia, że staje się podatne na wpływ złych cech powietrza. Aż ciężko uwierzyć, że większości dworzan za codzienną toaletę wystarczało jedno przetarcie gąbką! To co jeszcze przyprawia o zawrót głowy to także pranie. Otóż, początkowo liczba praczek, które pracowały na barkach, przycumowanych do brzegu Sekwany (a więc nie w Wersalu!) była niewielka. Dopiero później, w miarę rozrastania się indywidualnej garderoby i rozwoju higieny osobistej, a przez to częstszych zmian stroju - większej wagi nabierało pranie. Jednak z biegiem lat, znalezienie miejsca gdzie można było wyprać i wysuszyć bieliznę stawało się coraz trudniejsze. Dopiero w 1722, praczka króla Ludwika XV, dostała na dworze dwa pokoje, z których jeden wyposażony był w specyficzny kominek do prania. Symboliczną praktyką w Wersalu było także nieodzowne pudrowanie twarzy i peruk. Podczas obsypywania fryzur pudrem, dworzan ubranych w oficjalne stroje, okrywano ogromnymi pelerynami. Natomiast konstrukcje samych peruk były bardzo skomplikowane i czasochłonne przez co nie można było zdejmować ich na noc, a myciem oczywiście nikt się nie przejmował. Aby nie zniszczyć dzieła, damy często spały na siedząco z fryzurą zabezpieczoną odpowiednim pokrowcem. Czasem to poświęcenie trwało nawet kilka tygodni, aż do momentu, gdy konstrukcja się rozpadła... Jedna z popularnych w ówczesnych czasach gazet, informowała nawet o pewnej damie, która zdjęła fryzurę po dziewięciu tygodniach jej noszenia! Peruki były też nadspodziewanie przyjaznym środowiskiem dla bytowania wszelkiej maści zwierzątek, począwszy od wszy a skończywszy na... myszach! W związku z tym, wraz z wymyślaniem kolejnych fryzur, wymyślano także przyrządy, które dawały możliwość drapania skóry głowy oraz pułapki na insekty ;)

Początkowo za toalety na wersalskim dworze służyły dziurawe krzesła. Pewien dziewiętnastowieczny erudyta doliczył się ponoć 274 dziurawych krzeseł za panowania Ludwika XIV. Oczywiście takie udogodnienia należały się początkowo jedynie członkom rodziny królewskiej. Obijano je czerwonym lub niebieskim adamaszkiem, niektóre z nich miały pokrywy, a nieliczne wystrojono w komiczne przebrania  - na przykład jedno miało kształt sterty książek zatytułowanych "Podróż do Niderlandów" ;) W związku z tym, że krzesła oczywiście nie były wyposażone w żaden system odprowadzania odchodów - największym problemem było usuwanie ich zawartości. Dwóch urzędników królewskich, którym przysługiwał zacny tytuł nosicieli krzesła interesów miało za zadanie wynosić i opróżniać nocnik króla, jednak czynili to dopiero, gdy królewscy medycy raczyli dokonać oględzin zawartości. W późniejszym czasie wybudowano udoskonalone latryny publiczne, które jako, że umieszczone zostały na stropie okazały się dosyć wadliwe, w wyniku czego śmierdzące płyny wnikały w ceglane ściany i drewniane podłogi. Jednak wspomnianych latryn również nie było zbyt wiele. Niedostatek wygódek, których liczba nawet w przybliżeniu nie odpowiadała liczebności populacji pałacu, dworzan i służących sprawiał, że ci, którzy odczuwali naglącą potrzebę, przynosili sobie ulgę w korytarzach, na klatkach schodowych i na dziedzińcach!

Autor tej książki, William Ritchey Newton, niestrudzony badacz dworu francuskiego spod którego ręki wyszły takie książki jak: "Przestrzeń Króla. Dwór francuski w Wersalu" oraz "Mały dwór. Służby i słudzy na wersalskim dworze w XVIII wieku" odsłania w niniejszej publikacji kulisy Wersalu i uzmysławia, że życie w tym pałacu było doprawdy dziwne, a zdobywanie pozycji wymagało codziennych wyrzeczeń, i swoistej ascezy. W efekcie powstała zadziwiająca i niezwykle fascynująca kronika życia codziennego wersalskiego dworu, gdzie uciążliwe realia niewątpliwie przyczyniły się do utraty znaczenia i upadku monarchii francuskiej. W tej książce aż roi się od błyskotliwych i przezabawnych anegdot o niedogodnościach życia, skargach i żądaniach dworzan, o pospiesznie i niedbale wykonywanych robotach oraz niekończących się zabiegach o finanse dla utrzymania pałacu. Mnóstwo tutaj także zdumiewających opisów prowizorycznych kuchni, nielicznych łazienek i raportów z codziennej walki ze szczurami, wilgocią, zadymieniem czy niebezpieczeństwem pożaru. Serdecznie polecam tę lekturę i gwarantuję świetną rozrywkę! Ten świat dziwacznego stłoczenia, brudu i niewymownego smrodu, to zdecydowanie nie jest ten Wersal, który znamy z wielkiego ekranu ;) Cała książka oparta jest na bogatym materiale źródłowym w postaci pism, pamiętników i listów, których fragmenty są cytowane. Niezaprzeczalnie warto!

*fragmenty pisane kursywą to cytaty zaczerpnięte bezpośrednio z książki


_______________________________________________________________________________________
William Ritchey Newton, Wersal. Za fasadą przepychu, stron 272, Wydawnictwo Świat Książki, 2015
Przekład: Grażyna Majcher

Za możliwość przeczytania tej zdumiewającej książki, której lektura zapewniła mi świetną zabawę 
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Świat Książki

28 komentarzy:

  1. Czy mogłabyś przestać zachwalać te wszystkie książki? ;D Czasami aż boję się zaglądać na Twój blog, bo przysięgam, że moja półka niedługo po prostu się zawali ;) Ale z kolei tak ładnie kusisz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poczekaj, w końcu trafię na jakąś niegodną mojej pochwały :D

      Usuń
  2. A ja tak mało wiem o Wersalu, chętnie zatem przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozbawiłaś mnie tymi krzesłami. A wiesz,niedaleko mnie jest miejscowość Nieborów. I tam, w pałacu, można zobaczyć takie krzesła i stosowne wiaderka stojące pod spodem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dużo w tej książce takich kwiatków :) uśmiałam się nad jej lekturą, a jak nadziwiłam! :)
      historia to mój konik :) przeczytałam już większość z półki: "W łożnicach królów", 'W łożnicach królowych", "Królewskie romanse"... uwielbiam takie pikantne szczególiki :D

      Usuń
  4. Czytałam z tej serii książkę o starożytnym Egipcie i bardzo mi się podobało :) O Wersalu też chętnie poczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Egipt? mogłaby być ciekawa :) interesuje mnie też Stambuł za czasów Sulejmana :D

      Usuń
  5. O, czegoś takiego szukam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie moje klimaty, ale okładka mnie rozbroiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo interesująca pozycja :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To chyba bardzo ciekawa książka:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nominowałam cię do Libster Blog Award. Mam nadzieję, że weźmiesz udział ;)

    http://about-katherine.blogspot.com/2015/02/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za nominację :) jak czas pozwoli to owszem! :)

      Usuń
  10. Jakoś mnie do tej książki nie ciągnie...

    OdpowiedzUsuń
  11. Akurat teraz przerabiam tą epokę, więc wezmę tą książkę jako pomoc naukową:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sprawdzi się idealnie :) gwarantuję, że nie raz zaskoczysz nauczycielkę ;)

      Usuń
  12. Kocham historię i bardzo lubię dowiadywać się z takich książek nowych rzeczy, przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chętnie kiedyś zapoznam się z tą książką, chociaż n ie jest mi do niej aż tak pilno.

    OdpowiedzUsuń
  14. Okej, to brzmi bardzo dobrze. Historia wersalskiego przepychu to stanowczo materiał na niejedną książkę. Pamiętam moją pierwszą reakcję, gdy dowiedziałam się o myszach w perukach. Brrr...

    OdpowiedzUsuń
  15. Brzmi świetnie i na lekcjach historii także nasłuchałam się jak to w rzeczywistości wygląda życie w prawdziwy pałacu. Chętnie przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Nam pani od historii obwieściła drugą stronę medalu Wersalu. I o krzesłach również nie zapomniała wspomnieć:) Historii nie lubię i wiem, że przy książce bym się męczyła, więc nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kilka lat temu miałam małą obsesję na punkcie musicalu "Le Roi Soleil" opowiadającym o Ludwiku XIV, co w rezultacie zaprowadziło mnie do samego Wersalu ;) (uzbierałam na wycieczkę do Paryża, której jednym z etapów było zwiedzanie Wersalu, gdzie trafiłam na niesamowitą panią przewodnik, która opowiadała takie właśnie ciekawostki). Och a książkę chętnie przeczytam, bo pewnie mogę się z niej dowiedzieć jeszcze wielu ciekawych historii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się wydaje, że to ja bylam tą panią przewodnik. Zawsze opowiadam na wycieczkach, które oprowadzam po Paryżu i Wersalu, takie właśnie ciekawostki.
      Pozdrawiam serdecznie.:)
      paryz.anka@op.pl

      Usuń
  18. No tak, niewiele osób zdaje sobie sprawę, że w dawnych czasach higiena zdecydowanie nie była priorytetem - nawet na dworach królewskich. Nie potrafię wyobrazić sobie nawet tego smrodu, że nie wspomnę o wszach i pchłach. A propos Wersalu, podobno przeniesienie swojej siedziby właśnie tam, było sprytnym posunięciem ze strony Ludwika XIV, bo w ten sposób mógł on mieć po prostu cały dwór "na oku" - każdy, kto się liczył, lub chciał się liczyć, musiał mieszkać w pobliżu, a w Paryżu siedziby arystokratów były bardziej rozproszone. Wyczytałam to w "Paryżu" Rutherfurda. Btw. przyłączam się do apelu Ellie More ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wersal jest moim marzeniem. Wielkim, wielkim marzeniem. A ty mi tu teraz psujesz jego idealny obraz ^^ Szczególnie mnie zszokował fragment o załatwianiu swoich potrzeb w pałacu. Rany.
    Tak mnie oczarowałaś tą swoją recenzją i ciekawostkami, że teraz czuję wielką, nieodpartą pokusę zapoznania się z piórem tego autora. Nie tylko w tej pozycji, ale dwóch innych także :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam kto z państwa ma ta książkę do sprzedania albo wie gdzie kupić chętnie kupie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...