wtorek, 10 marca 2015

"W blasku gwiazd" Lydia Netzer


"Będzie to opowieść o astronaucie, który zgubił się w kosmosie, ale i o żonie, którą zostawił na Ziemi. (...) To opowieść o planie, który miał rozkwitnąć, tak jak kwiat rozwijający się z pąka. [s. 172]


Patrząc na okładkę tej książki i czytając zarys jej fabuły po raz pierwszy, miałam przeczucie, że mnie zachwyci. Niestety tak się nie stało. W gruncie rzeczy "W blasku gwiazd" posiada elementy zapłonowe dla wybitnej powieści psychologicznej: wątek miłości zdeterminowanej przez chorobę, trudne dzieciństwo, wychowywanie dziecka cierpiącego na autyzm, studium umierania matki, życie pod jednym dachem z geniuszem, który ma problemy z podstawową komunikacją wśród ludzi, rozpaczliwą walkę o spełnienie amerykańskiego snu oraz... wyprawę na księżyc - ale czy tak wiele składowych może w efekcie dać genialną książkę? Oczywiście, że nie może. Moim zdaniem autorka chciała umieścić w tej książce zbyt dużo przez co cała powieść jest bardzo chaotyczna i niestety nieuporządkowana. Owszem, Lydia Nezter na pewno starała się w swoim debiucie przeanalizować każdą płaszczyznę poruszanego problemu, ale nie wyszło jej to na dobre.


To co mi zdecydowanie najbardziej przeszkadzało w tej książce to nie naciągany wątek NASA, ale mocno akcentowany problem braku owłosienia głównej bohaterki. Sunny urodziła się zupełnie bez włosów - nie tylko tych na głowie, ale też w każdym innym miejscu ciała. W momencie, gdy - jako czytelnik - przeżywamy chwytający za serce przebieg wypadku samochodowego ciężarnej Sunny (pozostawionej na Ziemi przez męża, który wyleciał w kosmos w celu zasiedlania Księżyca przez roboty...) jadącej z chorym na autyzm synem od umierającej matki(!) - nie jesteśmy w stanie przewidzieć, że znajdujemy się właśnie na szczycie równi pochyłej opadającej w dół... Dlaczego? Okazuje się, że najboleśniejszy skutek tego fatalnego wypadku, który jeszcze kilka akapitów wcześniej trzymał nas za gardło, to tylko fakt zgubienia przez Sunny... peruki. Jeżeli macie ochotę jej współczuć (podobnie jak początkowo ja) to proszę bardzo, ale kilka rozdziałów później to traumatyczne narażenie na widok sąsiadów, którzy do tej pory uważali ją za absolutny ideał piękna i wzór osiągania szczęścia urasta do niewyobrażalnych rozmiarów absurdu w momencie, gdy okazuje się, że bohaterka tak naprawdę perukę zaczęła nosić od niedawna. 

Wychodzi bowiem na jaw, że Sunny (wcześniej nie nosząca peruki) nie miała problemu z brakiem pewności siebie, co więcej - Sunny była szczęśliwym dzieckiem, a później kochliwą nastolatką absolutnie nie cierpiącą z powodu braku męskiego zainteresowania i przyjaciół. Skąd więc atak histerii gdy peruka spadła jej z głowy? A stąd, że Sunny przez całe życie pragnęła być idealna. Niewątpliwie odniosła sukces tak społeczny jak i finansowy - jest niezwykle piękną kobietą, mamą małego chłopca, mieszka w wychuchanej rezydencji, jako żona milionera, który osiągnął wielki sukces w NASA i otrzymał nagrodę Nobla. Jednak w tej codziennej gonitwie za ideałem, Sunny zdaje się nie pamiętać o nawarstwiających się problemach i do perfekcji opanowuje utrzymywanie pozorów. Bo gdy światło fleszy gaśnie przypomina sobie, że jej idealny syn jest chory na autyzm, idealny mąż ma zespół Aspergera i nie potrafi nawiązać z nią normalnej rozmowy, a idealna matka niebawem zostanie odłączona od aparatury podtrzymującej życie... Sunny w tym całym swoim pragnieniu piękna jest niesamowicie egocentryczna, rozchwiana emocjonalnie i niepoukładana wewnętrznie. Na ostrą krytykę zasługuje też fakt, że Sunny nawet nie chce przebywać przy łóżku umierającej mamy "bo to dla niej za wiele". 

"Swoją matkę odcięła od aparatury podtrzymującej życie. Swojemu dziecku odcieła lekarstwa. A sama odcięła sie od peruk, sztucznych brwi i całego kostiumu miejskiej gospodyni domowej. Nie mogła zrobić nic więcej by przyspieszyć nadejście końca, ale koniec wcale nie chciał nadejść. Ktoś powinien zapukać do drzwi uznać ją za niezdolną do życia i raz na zawsze zakończyć tę farsę - nikt się jednak nie zjawiał [s. 158]

Poza irytującą bohaterką miałam wielki problem z odnalezieniem się w fabule mimo, że język powieści do trudnych nie należy. Autorka niestety nagminne powtarza fakty, a jej bohaterzy zbyt często popadają w przesadną nostalgię co na dłuższą chwilę potrafi zmęczyć. "W blasku gwiazd" to na pewno książka oryginalna i w pewnym sensie nietuzinkowa, to też ciekawy debiut poruszający równie ciekawy problem rozumienia i akceptowania samego siebie. Szkoda jednak, że tak wielki potencjał nie został właściwie wykorzystany.


_________________________________________________________________________________
Lydia Netzer, W blasku gwiazd, stron 344, Wydawnictwo Black Publishing, 2015
Przekład: Maria Zawadzka

Za udostępnienie egzemplarza książki do recenzji serdecznie dziękuję 

31 komentarzy:

  1. Mnie się książka bardzo podobała. Bardzo miło ją wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka wydaje się być ciekawa. Jak mi wpadnie w ręce to na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli nie sięgnę. Dziękuję, że cierpiałaś za mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że średniak, recenzje opisujące tę książkę są w większości mało entuzjastyczne, na razie się wstrzymam z jej lekturą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W takim razie nie będę sobie nią głowy zawracała...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojjj, to z pewnością książka nie dla mnie. Bardzo, bardzo nie lubię w powieściach "dramatyzowania", górnolotności i ciągle rozpaczających bohaterów. Mam wtedy ochotę wyrzucić książkę przez okno. Ale ta okładka - śliczna po prostu ^^
    zaczarrowana

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda trochę, bo po tej pozycji spodziewałam się wielkiego wow! Na razie odpuszczę lekturę, mam wiele ciekawiej zapowiadających się pozycji ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm, miałam bardzo podobne odczucia co do tej książki - napisałaś wręcz to samo, co ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, bo wydawała się być ciekawa. Okładka w każdym razie bardzo ładna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda. Tematyka może nie do końca w moim stylu, ale jednak intrygująca. Niestety ilość tych wszystkich błędów mnie odstrasza.

    A tak w ogóle to czytam właśnie "Maślane" ;]

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak główna bohaterka jest irytująca, to ja podziękuję...

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie też zaciekawił opis tej powieści, ale po twojej recenzji chyba narazie sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawi mnie strasznie ta książka i dość dużego karpika teraz zaliczyłam, bo wszędzie spotykałam się raczej z pozytywami na jej temat. No nic, pewnie kiedyś będę miała ochotę ją sprawdzić, ale chyba nie w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Okładka jest śliczna. Ale po twojej recenzji raczej po nią nie sięgnę :c

    OdpowiedzUsuń
  15. Już dzisiaj trzecia recenzja mówiąca o tym, że autorka źle wykorzystała ciekawy temat. szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  16. No tak, problem z brakiem włosów również był dla mnie irytujący. Jednak książka nie jest aż tak zła i nawet mi się podobała. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Irytująca bohaterka to coś, co mnie skutecznie zniechęca do tego tytułu :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak zaczęłam czytać o wypadku to aż się zjeżyłam, a tu proszę, tylko taki mały skutek. Nostalgia?? Nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Słyszałam, podobne opinie, więc chyba odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  20. A po okładce zapowiadało się ciekawie... Duże rozczarowanie jak tak czytam tę recenzję.

    http://to-read-or-not-to-read.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam mieszane uczucia względem tej książki i chyba potrzebuję trochę więcej czasu, by ją przemyśleć i napisać o niej coś sensownego :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Uch, coraz częściej ładna okładka kryje nieciekawą treść...

    OdpowiedzUsuń
  23. Okładka piękna, a tytuł świetny do tego ciekawy opis. Ostatnio zbiera się coraz więcej dobrych książek. I które tu czytać? W blasku gwiazd na pewno nie pominę:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Po takim tytule i takiej okładce spodziewałam się naprawdę czegoś więcej, może w stylu "Obietnicy gwiezdnego pyłu". Szkoda, że Cię rozczarowała - w takim razie nie zawracam sobie nią głowy..

    OdpowiedzUsuń
  25. Sądziłam, że będzie to dość trudna pozycja, chwytająca za serce, a okazało się, że główna bohaterka jest niezwykle płytką postacią, to mnie odstrasza.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  26. Zarówno okładka, tytuł, jak i notka wydawnicza niezwykle mnie zaciekawiły. Czytając jednak opinie innych czytelników, m.in. twoją recenzję dochodzę do wniosku, że książka jest totalnie nie dla mnie. Jak i moją poprzedniczkę, mnie również płytkie postacie doprowadzają do szału, a to przecież jeden z dość wielu mankamentów tego utworu.

    OdpowiedzUsuń
  27. Do tej pory spotykałam się z pozytywnymi ocenami "W blasku gwiazd", ale jak tak czytam o ilości poruszanych przez autorkę tematów, to też mam obawy, czy udźwignie tyle problemów... Może lepiej byłoby z któregoś wątku zrezygnować? Samej powieści na razie nie planuję, jakoś mnie nie przyciągnęła.

    OdpowiedzUsuń
  28. Może i te wszystkie wątki dałoby się sensownie rozmieścić w powieści, ale musiałaby ona być trzy razy większa objętościowo, by wszystko ładnie się rozbiło.

    OdpowiedzUsuń
  29. Szkoda, że się rozczarowałaś. :/ Niestety te wady bohaterki, które wypisałaś działają na mnie odstraszająco, także raczej "W blasku gwiazd" nie przeczytam. A szkoda, bo jak tak czytałam ten opis i oglądałam okładkę to też - mimo niepewności - miałam nadzieję, że lektura okaże się co najmniej dobra.
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  30. zdecydowanie bohaterka zdaje się być irytująca.
    raczej po książkę nie sięgnę, bo mimo wzruszającego tematu zdaje się prezentować sobą coś beznadziejnego. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeżeli swoją obecność potwierdzisz pozostawionym komentarzem ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...