niedziela, 29 maja 2016

"Całkiem zabawna historia" Ned Vizzini


Zacznę może od tego, że pomysł na tę książkę od razu mi się spodobał. Oddział psychiatryczny, choroby psychiczne i inne takie gdybanie nad kondycją czy stabilnością umysłu zawsze działały na mnie jak magnes. I to nie tylko w przypadku książek, ale też filmów. Jednak gdy książka, która odniosła wielki sukces za granicą i głośno mówiono o niej w BookTube, a jakby tego było mało, stała się motorem do powstania filmu ("It's kind of a funny story" 2010, reż. Ryan Fleck, Anna Boden), i - jak się okazuje - ma ścisły związek z życiem autora, to tym bardziej koniecznie musiałam to sprawdzić.


okładka US | plakat filmowy


Cóż, okazuje się, że "Całkiem zabawna historia" wcale taką zabawną historią nie jest. To historia całkiem szczęśliwego chłopaka, którego przytłoczyło życie i własne ambicje. Craig bardzo się starał, założył sobie cel (dostać się do prestiżowego liceum, gwarantującego późniejszą karierę) i go osiągnął, a mimo to, sukces wcale nie dostarczył mu satysfakcji. Chłopak nie udźwignął presji otoczenia i po nieudanej próbie samobójczej trafił na oddział psychiatryczny, gdzie... odnalazł siebie wśród tych, którzy stracili zmysły.

Trudna tematyka, ogrom przeróżnych przemyśleń i ciągłe sesje terapeutyczne, a przede wszystkim załamanie nerwowe, które przechodzi główny bohater, są lekko przytłaczające. Całą atmosferę rozluźnia jednak styl książki, utrzymany w zabawnym, lekko prześmiewczym tonie. Ironiczny wydźwięk treści, traci jednak na znaczeniu w momencie, gdy zagłębimy się biografię autora. Bowiem Ned Vizzini już w wieku 15 lat zaczął pisać do gazety o problemach nastolatków, poza tym podobnie jak główny bohater jego książki - uczył się w prestiżowym college'u i od lat zmagał się z depresją. To pewnie dlatego udało mu się tak znakomicie nakreślić postać Craiga, której z pewnością nie mógłby napisać ktoś, kto nie miał bezpośredniej styczności z tematemI w tym miejscu dochodzimy do najbardziej dramatycznej części: niestety w przeciwieństwie do fikcyjnego bohatera, choroba pokonała autora w wieku 31 lat - popełnił samobójstwo skacząc z balkonu mieszkania swoich rodziców [źródło: lubimyczytac.pl]



Jak ocenić książkę, która w tak znacznym stopniu oparta jest na prawdziwych wydarzeniach? To raczej niemożliwe. Tym, czego nie można jej jednak odmówić, jest fakt, że Ned Vizzini w wiarygodny sposób przedstawił nie tylko wszystkie aspekty depresji i jej negatywne skutki, ale również całą gamę osób które mieszkają na oddziale psychiatrycznym i które borykają się z wieloma problemami natury psychicznej. Doskonale poprowadził też wątek miłosny z punktu widzenia nastolatka - a wszystko to konkretnie i bez zbędnego przedłużania. Z powieści już na samym początku bije dystans i swoista bezpośredniość. Absolutnie nie ma też tutaj tematów tabu.

"Całkiem zabawna historia" to mądra i dobrze napisana powieść dla młodzieży traktująca temat załamania psychicznego i wielu jego odcieni. Gdybym przeczytała ją bez świadomości biografii autora - prawdopodobnie (tak jak wiele osób narzekających na wyidealizowanie psychiatryka) dostrzegłabym tylko słodko-gorzki, chwilami naiwny i przerysowany wydźwięk całej treści. Prawdopodobnie czepiłabym się też jej nierówności, dotyczącej braku spójności pomiędzy wiarygodnym opisem depresji, a - mało wiarygodnym opisem wyleczenia. Biorąc jednak pod uwagę tragiczną historię autora - książka ma dla mnie gorzki smak, pełen ciężkiej i przygnębiającej atmosfery unoszącej się nad całą fabułą. Jeżeli lubicie takie psychodeliczne książki - polecam.

_______________________________________________________________________________
Ned Vizzini, Całkiem zabawna historia, stron 336, Wydawnictwo HarperCollins, 2016
Przekład: Marcin Wróbel

Za książkę dziękuję Wydawnictwu HarperCollins



Wyniki rozdania u Ami z książką "Stinger"


WYNIKI


Zabawa trwała od 25.04.2016 do 13.05.2016 do godz. 23:59 - w tym czasie zgłosiło się 60 osób.

Spośród zgłoszeń zamieszczonych pod postem konkursowym wybrałam te, które spełniły warunki konkursu określone w regulaminie i ułożyłam je w kolejności chronologicznej, co dało poniższą listę od 1 do 60 . Następnie za pomocą programu na stronie Losowe.pl, który generuje szczęśliwe liczby spośród przedziału 1-60 wygenerowałam szczęśliwą liczbę, do której posiadacza trafi konkursowa nagroda, tj. książka pt. "Stinger"


Lista uczestników (chronologicznie):
  1. Małgorzata Jabłońska
  2. Desari
  3. Aleksandra Anna
  4. Monika Piotrowska-Wegner
  5. aga209
  6. Susan Kelley
  7. Natalia Z
  8. Klaudia Aleksandra Grabowska
  9. izabela81
  10. Koneko x
  11. Raven
  12. Iza Batraniec
  13. Katarzyna Kwiatkowska
  14. Monika Wasiluk
  15. Gab riela
  16. Doomisia♥
  17. Book Monster
  18. Karolina Klekowska
  19. Patrycja Fornal
  20. ejotek
  21. Dakota
  22. Gosche
  23. terencjo
  24. Zając Jadwiga
  25. kanwuje czytam testuję
  26. Aga A.
  27. Mała biblioteczka
  28. Klaudia M
  29. Edyta Chmura
  30. mariaxdex
  31. Maria Łaznowska
  32. Emila Kejna
  33. Zakochanaa
  34. martucha180
  35. Natalia M.
  36. Magdalena W.
  37. Aleksandra Sajnaj
  38. Kuba 10514
  39. Magda lainee
  40. g h-m
  41. Sylwia Jamrozik
  42. Anna Urbańska
  43. Nadia
  44. Wiktoria Guziewicz
  45. Anais Caliraviel
  46. Sylwka S.
  47. Julia S
  48. Beata Kandzia
  49. NATALIA G.
  50. lili lala
  51. Agnieszka Borowska
  52. Oblicza Rozy
  53. justyna15go
  54. dorota wysocka
  55. Marzena Strawa
  56. Melisa Anonim
  57. Bronisław B
  58. Mylene 17
  59. Joanna Maziarka
  60. Julia Annab

Zrzut ekranu z losowania:



Wygrała osoba, której szczęśliwa liczba to: 11 czyli Raven 

Gratuluję! Za chwilę powinnaś otrzymać ode mnie mejla w sprawie odbioru książki. Proszę Cię o odpowiedź w ciągu 3 dni - w przypadku jej braku, wylosuję inną osobę.


Dziękuję wszystkim za udział w rozdaniu i zapraszam na nowy konkurs, który pojawi się na blogu w ciągu najbliższych kilku dni :)

sobota, 28 maja 2016

"Ugly love" Colleen Hoover



Miłość nie zawsze jest piękna jak z bajki. 
Czasami potrafi być brzydka, toksyczna i niszcząca.

Gdy początkująca przeciętna pielęgniarka, Tate Collins, poznaje przystojnego pilota, Milesa Archera od razu wie, że coś między nimi iskrzy. Jednak zważając na mur niedostępności i tajemnicy, jaki wybudował wokół siebie Miles - jedyna rzecz jaka może ich połączyć (i tak właśnie się staje) to tylko obezwładniające pożądanie. Na tym właśnie opiera się ich relacja: on nie chce miłości, ona nie ma na nią czasu, więc łączy ich tylko "seks bez zobowiązań". Jednak ten układ może być prosty tak długo, jak Tate będzie przestrzegała dwóch zasad nadanych przez Milesa: 1. Nie pytaj o przeszłość. 2. Nie żądaj przyszłości. Niby nic trudnego, ale gdy w grę zaczynają wchodzić uczucia i wzajemne przywiązanie, okazuje się to dużo trudniejsze, niż wyglądało na początku. W miarę upływu czasu ustalone wcześniej reguły powoli przestają obowiązywać, a miłość staje się brzydka...

Czy można zbudować relację bez zaglądania w przeszłość? Czy można być z kimś bez możliwości kreowania planów na przyszłość? I w końcu - jak głęboko trzeba być zranionym, by nie pozwolić sobie na odczuwanie miłości? Traumatyczne wydarzenia są w stanie zniszczyć człowieka. I to zniszczyć do tego stopnia, że ponowne zaufanie komuś na tyle, by zaangażować się emocjonalnie może być bardzo trudne, wręcz nie do przeskoczenia. Czasem demony przeszłości nigdy nie odchodzą, a wtedy trzeba niezwykłej odwagi, by wpuścić kogoś do środka i nie pozwolić mu odejść.

"Ugly love" to historia uczucia pragnącej kochać dziewczyny i mężczyzny, który skrywa mroczną przeszłość. To nasycona emocjami i bardzo zmysłowa powieść o miłości, która potrafi zawładnąć sercem, jeżeli tylko jej na to pozwolimy. Książka zaskoczyła mnie swoją konstrukcją, tym, że akcja toczy się tutaj dwutorowo - z jednej strony mamy czasy teraźniejsze, a w nich relację Tate i Milesa, zaś z drugiej - traumatyczne wspomnienia głównego bohatera dotyczące wydarzeń sprzed 6 lat. Colleen Hoover świetnie połączyła te dwa przedziały czasowe i dodatkowo spotęgowała emocje, mimo, że jak łatwo się domyśleć - dość istotną rolę w "Ugly love" odgrywają sceny erotyczne. Nie jest to jednak tani erotyk pełen perwersji czy wyuzdania, a mocno przekonujący przedstawiciel nurtu New Adult. Niemniej, to nie seks jest tutaj najważniejszy, a poruszające dialogi, mroczna warstwa przeszłości oraz wiarygodni i niemal prawdziwi bohaterowie stworzeni z psychologiczną wręcz dokładnością. 

"Ugly love" to książka zasługująca na polecenia i soczyste rekomendacje. To powieść, o której ciężko cokolwiek napisać, by nie oprzeć się wrażeniu, że słowa i tak nie będą w stanie opisać jej wnętrza i tych wszystkich emocji, które wzbudza podczas lektury... To książka, która porywa i zniewala. Colleen Hoover naprawdę potrafi pisać. 

_____________________________________________________________________
Colleen Hoover, Ugly love, stron 344, Wydawnictwo Otwarte, 2016
Przekład: Piotr Grzegorzewski


Za książkę dziękuję Księgarni BookMaster.pl


piątek, 27 maja 2016

"Vernon Subutex t. 1" Virginie Despentes


Vernon Subutex, zagorzały punkrockowiec po czterdziestce, może nie osiągnął jakiejś zawrotnej kariery w swoim życiu, ani niczym specjalnym też się nie wybił, ale żyło mu się chyba całkiem nieźle. Przez wiele lat prowadził znany w kręgach muzycznych, sklep z płytami winylowymi, w którym zawsze mógł pogadać z jakimś równie pokręconym fanem, czy poflirtować z fajną dziewczyną. W ten sposób mógłby nawet dożyć spokojnej starości, bo nic więcej raczej nie oczekiwał od życia. Niestety tak się nie stało. Dziś, Vernon-bankrut, z rozrzewnieniem wspomina jak to postęp techniczny trochę pokrzyżował mu szyki, i w chwili gdy winyle zaczęły zastępować kasety, a kasety płyty CD, które z kolei powoli zaczął wypierać format mp3 - musiał zwinąć interes. A jakby tego było mało, przez skłonność do używek, odebrano mu zasiłek i chwilowo wylądował na bruku. Z jedną walizką! Ironia losu jednak sprawiła, że w tejże spakowanej na szybko walizce, posiadał nagrania artysty, który właśnie... został znaleziony martwy w pokoju hotelowym. Vernon rusza więc w tułaczkę po Paryżu, próbując sprzedać kasety i jednocześnie wbić się na nocleg do dalszych, czy bliższych znajomych, byłych kobiet, a nawet zupełnie przypadkowych ludzi, których kręci jego dawna sława w kręgach. Tymczasem do sieci, przedostaje się plotka o zawartości walizki Vernona, która wzbudza niepokój wśród kilku wpływowych osób.

Ogłoszony najlepszą powieścią francuską 2015 roku, Vernon Subutex, jest niczym gorzkie zwierciadło odbijające naszą rzeczywistość, gdzie Internet rządzi światem, większość jest wyizolowania ze środowiska, a co nieliczni, błąkają się próbując odnaleźć cel i zaspokoić wszechogarniającą pustkę - nieodłączne doznanie naszej egzystencji. Virgine Despentes buntuje się przeciw takiemu światu. Opisując internetowe środowisko mediów społecznościowych, będące świetnym kamuflażem konformistów, i innych osób pozbawionych własnego zdania - zasmuca, przeraża i krzyczy jednocześnie. Co jednak pokrzepia - wnioskując po popularności jej książki - nie jest w tym odosobniona.

Despentes bynajmniej nie jest pozerką - ta kobieta doskonale zdaje sobie sprawę z tego o czym pisze. Ta feministka, buntowniczka, anarchistka, była prostytutka, a nawet recenzentka filmów porno, jest niezwykle barwną i doświadczoną postacią popkultury, która w swojej książce celnie i trochę złośliwie portretuje współczesny zobojętniały świat. Bo obojętność to meritum tej książki, a Virgine niczym lampa rentgenowska, prześwietla wszystkie szczeble społeczeństwa balansującego na granicy wybuchu. Naprawdę, w "Vernonie Subutexie" są po prostu wszyscy. Są bogaci i biedni. Są osoby bezmyślnie goniące za karierą i osoby mające wszystko gdzieś. Są ci zwyczajnie samotni, i są też tacy, którzy desperacko stronią od kontaktu. Są producenci telewizyjni, niespełnieni scenarzyści, aspirujące dziennikarki, byłe gwiazdy porno, bogate rozwódki, ortodoksyjne muzułmanki, rasiści, a nawet narkomani czy zwykli robotnicy. Dlaczego taka zbieranina? Bo Despentes udowadnia, że nie ważne kim jesteś, i tak dosięgnie cię ogłuszająca i zżerająca od środka frustracja. 

Ta książka to porażający autentycznością, psychodeliczny obraz pełen obojętności, niespełnionych planów, rozczarowań, gniewu i uprzedzeń, który dzięki żywej, ciętej i często wulgarnej narracji potęguje ekspresję treści. Despentes nie bawi się w subtelności, pseudointelektualny bełkot, czy jakieś tam poprawności polityczne - ona idealnie uwydatnia buntowniczy i rock'n'rollowy charakter tej książki.

"Vernon Subutex" to książka dla wymagających czytelników poszukujących intensywnych wrażeń. Dla zbuntowanych rockersów, którym zależy na lepszej rzeczywistości oraz dla wszystkich tych, którzy mają po prostu dość ckliwej papalaniny, tak powszechnej we współczesnej literaturze. To powieść, która porywa i po której dotyka złość, że to już koniec, a jednocześnie oszołomienie, że ktoś w ogóle mógł coś takiego napisać. Przekonaj się!

_______________________________________________________________________________
Virginie Despentes, Vernon Subutex t. 1, stron 376, Wydawnictwo Otwarte, 2016
Przekład: Jacek Giszczak

Za książkę dziękuję Księgarni internetowej TaniaKsiazka.pl
(kliknij w grafikę aby przenieść się do strony produktu)

czwartek, 26 maja 2016

"Bez słów" Mia Scheridan


Archer wycierpiał w życiu wiele, dlatego stwierdził, że dość już upokorzeń, i najwyższy czas zamknąć się w jakiejś samotni, gdzie już nikt nie będzie go oceniał. W wyniku wypadku stracił zdolność mowy, przez co stał się obiektem kpin i żartów miejscowej ludności. Jego spokój w leśnym domu zostaje jednak zaburzony, gdy poznaje Bree, atrakcyjną i również poszukującą wyciszenia dziewczynę. Bree pół roku temu straciła ojca i chce zaszyć się w domu nad jeziorem, by odpocząć i zapomnieć o bólu. Czy jednak wszystkie rany można uleczyć? Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni tych dwoje od bolesnej przeszłości?

Napisana lekkim, przyjemnym stylem, który przyciąga i wchłania do samego końca, a do tego tony emocji i wiarygodna, a zarazem niezwykle przejmująca kreacja głównych bohaterów, czego chcieć więcej? :) Mia Sheridan po raz kolejny stworzyła coś wielkiego i niepowtarzalnego. Opowiedziana przez nią historia jest po prostu piękna! Pełna bólu, lęku i bolesnej przeszłości, a jednak przeszyta na wskroś delikatnym, wspaniałym uczuciem, które daje nadzieję na szczęśliwą przyszłość. 

Bree jako jedyna zobaczyła w Archerze coś, czego przez lata nikt nie chciał zauważyć. Żeby się do niego zbliżyć, musiała powoli i stopniowo przebijać wielki mur, który przez lata zbudował, chcąc oddzielić się od ludzi. Jednak Bree to nie zraziło. I choć chwilami było trudno, to zaryzykowała i obdarzyła go głębokim i prawdziwym uczuciem, ponad wszelkimi przeszkodami, intrygami czy złośliwościami losu. Bree jako bohaterka - jest idealnym wzorem do naśladowania. Jej spojrzenie na świat jest wspaniałe i godne naśladowania. Oby więcej takich ludzi, a świat naprawdę będzie piękniejszy! Za to Archer, to bohater, który mimo tego całego ciężaru jaki dźwiga na swoich barkach oraz ilości bólu, który doświadczył w życiu znajduje w sobie siłę, aby nauczyć się żyć od nowa. Ta książka niesie w sobie piękną mądrość, że każdy z nas zasługuje na prawdziwą miłość, bez względu na to kim jest, co go w życiu spotkało, co ukształtowało i bez strachu przed odrzuceniem.

Naprawdę nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać. 
Kłębi się we mnie tyle emocji. Tyle myśli. I tyle niepoukładanych odczuć, że aż brakuje mi słów... 

To bez wątpienia jedna z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających powieści o miłości, jakie kiedykolwiek czytałam. Opowiada o cudownej sile miłości, która jest w stanie ukoić wieloletnie cierpienie, odrzucenie przez najbliższych i dyskryminację otoczenia. To książka o uczeniu się zaufania, o nadziei i przeznaczeniu, które musi się wypełnić.

Wciąż jestem pod wielkim wrażeniem. 

________________________________________________________________________
Mia Scheridan, Bez słów, stron 400, Wydawnictwo Otwarte, 2016
Przekład: Martyna Tomczak


Za książkę dziękuję Księgarni internetowej TaniaKsiazka.pl
(kliknij w grafikę aby przenieść się do strony produktu)


środa, 25 maja 2016

"Stinger" Mia Scheridan


Las Vegas. Grace Hamilton, uczestnicząca w Międzynarodowym Zjeździe Studentów Prawa, poznaje Carsona Stingera, aktora z branży erotycznej, z którym spędza kilka upojnych chwil. Jednak różni ich zbyt wiele, by mogło być z tego coś więcej. Grace to dziewczyna, która uparcie dąży do realizacji swoich celów, a Carson żyje z dnia na dzień i na niczym szczególnie mu nie zależy. Oboje doskonale wiedzą, że ich drogi skrzyżowały się tylko na chwilę... A jednak nie potrafią o sobie zapomnieć. Kiedy po kilku latach, szczęśliwym zrządzeniem losu wpadają na siebie ponownie, nie mogą odrzucić tej szansy. Zwłaszcza że w międzyczasie oboje nieco dojrzeli, a Stinger porzucił branżę porno na rzecz służby w armii USA. Romans pięknej pani prokurator i przystojnego komandosa mieni się wieloma barwami i niestety nie przypomina sielanki, ale czy życie bez emocji jest ciekawe?

Przyznaję, że gdy po raz pierwszy usłyszałam o książkach tej autorki sklasyfikowałam je jako erotyki. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy otrzymałam naprawdę niezłą książkę balansującą na krawędzi nurtu New Adult, z ciekawą i intensywną fabułą, świetnie wykreowanymi bohaterami, sporą dawką przyjemnej erotyki, a nawet z wątkiem kryminalnym! 

Początek był mało oryginalny, przyznaję, jednak dalsze perypetie bohaterów obfitujące w nieporuszane nigdzie wcześniej wątki, opisy dylematów natury moralnej, plus podział na ramy czasowe sprawiły, że powieść naprawdę mnie wciągnęła. Jestem pod wrażeniem tej książki, tego jak pisze Mia Scheridan, jak snuje poszczególne części fabuły i wplata w nie mroczną stronę. Oczywiście, nie brakuje tu też scen erotycznych (początkowo aż bucha namiętnością), jednak są one opisane ze smakiem, w sposób niewulgarny, a przyjemny, i bynajmniej nie stanowią istoty tej książki, a jedynie tło dla innych, dużo ważniejszych i bardziej wciągających wątków. A są nimi nie tylko elementy kryminalne, a przede wszystkim ważny temat funkcjonowania porno-biznesu i jego wpływu na psychikę osób pracujących w ten sposób, czy osób z nimi związanych (jeżeli w ogóle możliwy jest związek z aktorem/aktorką porno) oraz dość kontrowersyjny problem zmuszania do prostytucji. Oczywiście jak na NA przystało, pojawia się tu też trauma, kilka życiowych tragedii, wiele, wiele emocji i wewnętrznych przemian. 

"Stinger" to naprawdę dobry i dynamiczny romans erotyczny z dobrze opisaną i rozbudowaną warstwą fabularną, która z pewnością wywoła burzę myśli. Pozwala zapomnieć o codzienności i można się w nim zatracić ;) Jestem bardzo ciekawa pozostałych książek autorki i z pewnością się za nimi rozejrzę, a jeżeli będą tak dobre jak ta, to więcej niż pewne, że grono moich ulubionych pisarek zasili kolejna :)

_______________________________________________________________________________
Mia Scheridan, Stinger, stron 408, Wydawnictwo Helion/Septem, 2016
Przekład: Marta Czub


Za książkę dziękuję Księgarni internetowej TaniaKsiazka.pl


(kliknij w grafikę aby przenieść się do strony produktu)

wtorek, 24 maja 2016

"Zwodnicza miłość" Julie Cohen


Felicity ma wspaniałego, kochającego męża, duży dom, wymarzonych sąsiadów i cudowną rodzinę, a jej życie przypomina trochę bajkę. Niestety coraz częściej zaczynają trapić ją wątpliwości - podświadomie czuje, że nie zasługuje na uczucie, którym Quinn ją darzy. Niedługo później Felicity doświadcza czegoś niesamowitego: czuje w powietrzu zapach perfum, który budzi w niej dawno uśpione wspomnienia. Później zdarza się to jeszcze kilka razy, a wraz z nimi, powraca do niej echo minionych dni i widmo silnej miłości do mężczyzny, którego nie widziała od dziesięciu lat. Uczucie do Ewana okazuje się na tyle mocne, że zaczyna w niej odżywać na nowo i stopniowo przejmuje nad nią kontrolę, wzbudzając przy tym coraz więcej wątpliwości co do małżeństwa z Quinnem. Może coś naprawdę jest nie tak, jak być powinno? Może biorąc ślub z Quinnem popełniła błąd? A co, jeśli to tylko wyobraźnia?

"Zwodnicza miłość" to jedna z tych hipnotyzujących książek, które przeżywa się każdą cząstką siebie. Emocjonalna i wzruszająca, która mimo, że porusza temat miłości, to jednak nie jest typowym romansem. 

Przyznacie same, że sytuacja która przytrafiła się głównej bohaterce jest dość nietypowa, ale jednak w pewnym sensie dziwnie prawdziwa. Oto niespodziewanie odżywają w niej wspomnienia dawnej głębokiej miłości, które powodują, że kobieta czuje się zagubiona i wątpi w sens swojego życia, a nawet w miłość do męża. Przecież na pewno każda z nas, ma za sobą różne doświadczenia i własną "związkową przeszłość", która gdzieś tam jednak czasami wraca, nawet jeśli wydaje nam się, że już wszystko za sobą pozamykaliśmy. Tak już jest, że umysł zakrzywia czasoprzestrzeń i manipuluje wspomnieniami budząc wątpliwości. Podobnie jest też tutaj, tyle, że w Felicity wspomnienia odżywają ze zdwojoną siłą i stają się na tyle realne, że sprawiają wrażenie jakby nie były iluzją, a czymś prawdziwym, i to o wiele prawdziwszym niż jej uczucie do Quinna. Pogrążając się w projekcjach z przeszłości kobieta niestety coraz bardziej oddala się od męża. Co jednak ciekawe i bardzo mi się spodobało, autorka pokusiła się o opisanie refleksji i przeżyć nie tylko Felicity, ale też Quinna, czy Ewana. W ten sposób mamy pogląd na wszystkie historie, które stały się ich udziałem, i możemy zrozumieć to, co przeżyli i co miało ogromny wpływ na ich życie. 

Julie Cohen w swojej książce opowiada o różnych odcieniach miłości i o tym, jak wielki wpływ ma ona na życie każdego z nas. "Zwodnicza miłość" skłania do refleksji. I choć może zabrzmi to banalnie, uważam, że historia Felicity jest zupełnie inna i naprawdę wyjątkowa. Julie Cohen przekonała mnie, że podróż po zakamarkach pamięci może być świetnym pomysłem na dobrą, zajmującą powieść z zaskakującym suspensem, i że granica pomiędzy rzeczywistością a wspomnieniami potrafi być bardzo cienka, bo to co wydaje się oczywiste, w gruncie rzeczy może być tylko zwodniczym złudzeniem. Czasem naprawdę warto z kimś porozmawiać i zwierzyć się z problemów, ponieważ tłumiony przez lata żal i wyrzuty sumienia mogą położyć się cieniem na całe życie, a czasem okazują się zupełnie bezpodstawne i niepotrzebne. 

Czy Felicity uda się naprawić małżeństwo, czy może stanie się zupełnie inaczej? Zachęcam do przeczytania książki. Dajcie się porwać tej niezwykłej historii, a przekonacie się, że niesie w sobie wiele życiowej mądrości i zdumiewających wniosków.


________________________________________________________________________________
Julie Cohen, Zwodnicza miłość, stron 416, Wydawnictwo Filia, 2016
Przekład: Magdalena Nowak

Za piękną lekturę dziękuję Księgarni internetowej niePrzeczytane.pl


(kliknij w grafikę aby przenieść się do strony produktu)

czwartek, 19 maja 2016

Zachęcajka #21 | Love Me With Lies ❤

Aż musiałam sfotografować wnętrze tej pięknej przesyłki :) 


Kilka dni temu otrzymałam tajemniczą czarną kopertę, w której znalazłam piękny list, kilka zdjęć i śliczną bransoletkę od hanger z grawerowanym cytatem "serce można oddać tylko raz" ❤ Tak Wydawnictwo Otwarte promuje nową książkę pt. "Mimo moich win". 

"Mimo moich win" to pierwsza część historii Olivii, Caleba i Leah. Powieść utrzymana w nurcie New Adult o tym, że serce można oddać tylko raz, a pozostałe związki są jedynie echem pierwszej miłości.

Miło brać w tym udział  



MIMO MOICH WIN
TARRYN FISHER
TŁUMACZENIE: PIOTR GRZEGORZEWSKI

Nie, nie jestem bez winy, ale zanim mnie osądzisz, pozwól, że coś Ci powiem. 
Pomyśl o mężczyźnie, którego kochasz. A teraz wyobraź sobie, że go tracisz. Ktoś wyszarpał, wydarł ukochanego z Twojego życia i zostawił pustkę. Cholernie niesprawiedliwe, prawda?
Mogłabym odpuścić, zapomnieć… Jednak czy zrobiłabyś to samo, gdyby w grę wchodziło odzyskanie każdego wspólnego dnia z ukochanym?
Postanowiłam zawalczyć, nawet jeśli to oznacza, że inni też będą cierpieć. 
A Ty, mimo moich win, nie potępisz mnie.
O.




A tak będą prezentowały się wszystkie okładki trylogii, prawda, że ładne? ;)


 okładki polskie [źródło: empik]


Książki można już zamawiać w przedsprzedaży w empiku. 
Klikając na tytuł przeniesiecie się do strony produktu ;)


Seria Love Me With Lies
TOM 1: Mimo moich win Data premiery: 2016-06-01
TOM 2: Mimo twoich łez Data premiery: 2016-10-26
TOM 3: Mimo naszych kłamstw Data premiery: 2017-01-11



Dla porównania, okładki zagraniczne:

okładki US [źródło: literaryparadise30]



Na chwilę obecną cała seria zbiera bardzo dobre recenzje wśród osób, które ją czytały. Osobiście jej bardzo ciekawa! Premiera pierwszej książki już 2 czerwca. Ach, nie mogę się doczekać! ❤

Jednak to nie wszystko ;) O Tarryn Fisher będzie jeszcze głośno za sprawą Wydawnictwa Otwarte i duetu pisarskiego z samą Colleen Hoover, słyszeliście o "Never, never"? ;) 



Czujecie się zachęceni? ;)




środa, 18 maja 2016

"Pięć sposobów na upadek" K.A. Tucker


Czwarta część cyklu, a nadal trzyma poziom! Autorka po raz kolejny mnie nie zawiodła ani nie pozwoliła oderwać się od czytania. I choć może "Pięć sposobów na upadek" nie okazało tak dobre jak "Cztery sekundy do stracenia" (mój prywatny faworyt), to i tak, to wciąż bardzo dobra książka, którą postawiłabym na równi z "Dziesięć płytkich oddechów". 

Tym razem powieść opowiada historię Bena Morrisa - czarującego ochroniarza z Pałacu Penny i pewnego siebie playboya, który po trzech długich latach studiowania prawa (a raczej imprezowania w bractwie z seksownymi laseczkami) oraz pracy jako ochroniarz w Pałacu Penny, jest gotów zacząć dorosłe życie. Pech albo szczęście sprawia, że już w pierwszy dzień swojej nowej pracy trafia do biura pyskatej, zwariowanej i seksownej Reese, którą poznał w Cancún i z którą przeżył jednonocną przygodę. Dziewczyny, o której wciąż nie potrafi zapomnieć... Przeznaczenie? Bynajmniej. Ben powinien trzymać się od Reese z daleka i to nie tylko dlatego, że jest pasierbicą szefa, który bardzo wyraźnie zaznaczył, że biurowy romans to podstawa do zwolnienia z pracy. Po prostu Reese prześladują kłopoty, ale problem w tym, że Ben uwielbia kłopoty, zwłaszcza gdy są aż tak pociągające.

Czytając tę książkę uśmiech nie schodził mi z twarzy. Główna bohaterka jest chodzącą zagadką, Ben nie grzeszy urokiem osobistym, a między nimi czuć chemię, która aż parzy przez strony i to od samego początku. Dogryzają sobie na każdym kroku, przedrzeźniają się, ale jednocześnie są dla siebie świetnymi przyjaciółmi. Polubiłam postać Bena już podczas poprzednich tomów i byłam szalenie ciekawa co ten zadziorny chłopak w sobie kryje, teraz już mogę to przyznać - Ben nie stracił charakteru ;) Oczywiście nie zabrakło też w treści upojnych i czułych chwil tej dwójki. Czego więc chcieć więcej? ;)

"Pięć sposobów na upadek" to świetnie nakreśleni bohaterowie, zabawne perypetie, a w tle trochę mrocznej przeszłości. Bo jak na New Adult przystało, historia dwójki głównych bohaterów nie jest wolna od dramatów. W wątek miłosny po cichu wkrada się tragedia, kłamstwo, mały szantaż, zdrada i nienawiść, a jednak K.A. Tucker potrafi tak to wszystko ubrać w słowa, że mimo pojawiającego się smutku i tak bywa radośnie. Absolutnie nie ma też znaczenia, że fabuła jest schematyczna, czy przewidywalna, a zakończenie oczywiste, bo całość wciąga i czyta się bardzo dobrze!

Według mnie jest to jedna z lepszych (jeśli nie najlepsza) serii New Adult: szalona, zabawna, romantyczna i jednocześnie wzruszająca. K.A. Tucker udowodniła, że potrafi pisać dobre, życiowe historie, w których bohaterowie pragną lepszego życia i walczą z własnymi demonami. Jednym słowem - polecam, i z niecierpliwością czekam na kolejne powieści autorki.

_______________________________________________________________________________
K.A. Tucker, Pięć sposobów na upadek, stron 544, Wydawnictwo Filia, 2016
Przekład: Katarzyna Agnieszka Dyrek



Dziesięć płytkich oddechów | Jedno małe kłamstwo | Cztery sekundy do stracenia | Pięć sposobów na upadek


Za pasjonującą lekturę dziękuję Księgarni internetowej ferdico.pl
(kliknij w grafikę by przenieść się do strony z książką)




wtorek, 17 maja 2016

"W ramionach gwiazd" Amie Kaufman, Meagan Spooner


Lilac LaRoux jest arystokratką i córką najbogatszego człowieka w całej galaktyce. Natomiast Tarver Merendsen to żołnierz i zarazem bohater wojenny, który swoją odwagą i umiejętnościami zdobył rozgłos, dzięki któremu uzyskał wstęp na bankiet dla wyższych sfer. Tam poznaje Lilac. Niestety prom kosmiczny, Ikar, którym podróżują, się rozbija, a Lilac i Tarver - jako jedyni - cudem ratują się w kapsule, po czym lądują na obcej planecie, na której istnieje życie: obfita fauna i flora, a jednak brak śladu jakichkolwiek ludzi. Tutaj granice pomiędzy nimi się zacierają, nie są już z różnych klas społecznych - tutaj są dwojgiem ludzi walczących o przetrwanie, by nadać sygnał alarmowy w nadziei, że ktoś ich uratuje. A to wcale nie takie łatwe, bo na nieznanym lądzie wszystko jest inne i niebezpieczne...

Dwie autorki - czy to się może udać? Okazuje się, że tak i to nie tylko za sprawą świetnej okładki. Amie Kaufman i Meagan Spooner połączyły siły i wspólnie stworzyły trylogię "Starbound", której każda część, to ponoć "zupełnie inny świat, inna historia miłosna, ale zawsze ten sam wróg". Pomysł wydaje się ciekawy i nowatorski, a pierwszy tom tylko to potwierdza. 

Historia Tarvera i Lilac to łatwo przyswajalne science-fiction będące mieszanką dystopii, romansu i lekko zaaplikowanego Young Adult. Połączenie bardzo udane, no i fabularnie też jest interesująco, mimo że fabuła sprowadza się tu głównie do wędrówki po obcej planecie, pełnej różnorodnej roślinności i dziwnych zwierząt, a przede wszystkim kryjącej w sobie wiele zagadek, bo to miejsce na pewno nie jest oczekiwanym rajem. Jeżeli brzmi to jednak trochę nudno, to dodam, że dla podniesienia napięcia, dorzucone zostały wątki paranormalne.... Co jeszcze wciąga? Z pewnością klimat - pełen tajemnic i niedopowiedzeń oraz oczywiście rozwój znajomości głównych bohaterów, czyli wątek romantyczny, który naprawdę daje radę - czuć chemię między postaciami, a ich dialogi i przekomarzania często bawią rozluźniając atmosferę ;)

W przypadku "W ramionach gwiazd" na plus zasługuje też pomysłowość, jeśli chodzi o łączenie różnych gatunków literackich, gwiazd, tajemnic, strachu i nieśmiało rodzącej się miłości. Przeżyjemy tutaj wiele fajnych chwil, pomijając oczywiście niebezpieczeństwo grożące w dziczy ;) A dzięki narracji pierwszoosobowej, naprzemiennej (rozdziały pisane raz z puntu widzenia Lilac, raz Tarvera) jako czytający, mamy okazję poznać myśli, uczucia i emocje, jakie przeżywają główni bohaterowie. Moim zdaniem to strzał w dziesiątkę, bo lubię wiedzieć co myśli, każda ze stron. 

Spodziewałam się może czegoś zupełnie innego (oczekiwałam mniej wędrówki, a więcej zagrożeń ze strony planety czy kosmosu), ale Amie i Meagan napisały razem i tak całkiem fajną książkę, która potrafi utrzymać zainteresowanie, i choć nie będę wygłaszała na jej cześć peanów pochwalnych to przyznam, że zafascynowała mnie na tyle, bym chciała więcej. "W ramionach gwiazd" to bardzo przyzwoity romans na tle science fiction. Fabuła jest fajnie skonstruowana, ciekawa i nie nudzi podczas czytania, choć czasem aż się prosi by złapać oddech ;) Do tego lekki styl i para sympatycznych bohaterów, obca planeta i nierozwiązana zagadka katastrofy promu kosmicznego - moim zdaniem super. Ciekawa jestem kolejnych części trylogii "Starbound".

__________________________________________________________________________________________________
Amie Kaufman, Meagan Spooner, W ramionach gwiazd, stron 488, Moondrive/Wydawnictwo Otwarte, 2016
Przekład: Martyna Tomczak


Za książkę dziękuję Księgarni BookMaster.pl





poniedziałek, 16 maja 2016

"Mary Poppins. Opowieści zebrane" P.L. Travers


Dobrze jest czasem zapomnieć o codzienności i dać się porwać książce, tak magicznej, że dzięki bezkresnej wyobraźni, znów można poczuć się jak dziecko... Nie wiem, jak to się stało, że w dzieciństwie nie przeczytałam ani jednej opowieści o Mary Poppins i moja znajomość tej postaci ograniczyła się tylko do pamiętnego musicalu, ale... okazuje się, że na dobrą lekturę jednak nigdy nie jest za późno ;)

Któż z nas nie zna Mary Poppins? Nieco próżnej niani niesionej w świat na parasolce przez wschodni wiatr, która pewnego razu zjawia się na ulicy Czereśniowej, przed domem numer 17 należącym do państwa Banksów, którzy zbiegiem okoliczności, właśnie teraz poszukują opiekunki dla swojej gromadki niesfornych łobuziaków. Dystyngowana Mary Poppins, w wielkim kapeluszu, z zadartym noskiem, dywanikową torbą i parasolem o rączce w kształcie papuziej głowy, może nie jest specjalnie miła i sympatyczna, ale jedynie ona potrafi jednym gestem otworzyć drzwi do krainy wyobraźni i zamienić rzeczywistość w kolorową przygodę pełną barw. Dzieci, początkowo nieufne wobec nowej opiekunki, bardzo szybko przywiązują się do niej - ma ona bowiem magiczne umiejętności - potrafi ślizgać się po poręczy (w górę!), ma przy sobie termometr do pomiaru niegrzeczności, składane łóżko, czy syrop, który każdego wieczoru wygląda inaczej, a jednak zawsze wspaniale smakuje, no a poza tym, wewnątrz jej tajemniczej torby - niemal jak w worku św. Mikołaja - mieści się cały świat! Dzięki niej Michaś, Janeczka i Bliźnięta przeżyją mnóstwo fantastycznych przygód, z których podróż dookoła świata, czy zaczynający się od tortu podwieczorek pod sufitem wcale nie są najbardziej zaskakujące... ;)

Opowieści o niesamowitej opiekunce dzieci państwa Banksów podbiły moje serce. Inteligentne poczucie humoru połączone z nieograniczoną wyobraźnią autorki i okraszone oryginalnymi ilustracjami Mary Shepard zaskarbiło sobie moje uznanie. W tym całym zalewie współczesnych książek dla dzieci, "Mary Poppins" niewątpliwie stanowi perełkę. To piękne, zabawne i przede wszystkim mądre opowiadania, w których zatarte są granice pomiędzy tym, co realne i tym, co nierealne.

Co jeszcze ważne, P.L. Travers nie dzieli swoich bohaterów na pozytywnych i negatywnych - każdy z nich ma swoje wady i zalety. Sama Mary Poppins także początkowo nie wzbudza wielkiej sympatii: jest próżna, wyniosła, egocentryczna, a na wszelkie pytania dzieci odpowiada szorstko i sarkastycznie, a jednak mimo to, kocha maluchy, troszczy się o nie i zamienia ich życie we wspaniałą niezapomnianą bajkę!



Wewnątrz tego pięknego zbioru znajdują się wszystkie opowieści o najsłynniejszej niani świata, tj.: "Mary Poppins", "Mary Poppins wraca", "Mary Poppins otwiera drzwi", "Mary Poppins w parku", "Mary Poppins na ulicy Czereśniowej", "Mary Poppins i sąsiedzi", "Mary Poppins w kuchni" (pierwsze polskie wydanie) oraz "Mary Poppins od A do Z" (także pierwsze polskie wydanie). Tłumaczką czterech pierwszych pozycji jest Irena Tuwim, natomiast cztery kolejne przetłumaczył już Stanisław Kroszczyński. 

"Mary  Poppins. Opowieści zebrane" to nowe wydanie klasyka dla dzieci i ponadczasowej opowieści o potędze wyobraźni, który swą premierę miał w 1934 roku i stał się podstawą do stworzenia jednego z najsławniejszych musicali Walta Disneya z Julie Andrews w roli głównej. Ten nakręcony z ogromnym (jak na lata 60.) rozmachem, musical, zdobył serca widzów i uznanie krytyków świetnie zaaranżowanymi piosenkami, przełomowymi efektami specjalnymi i przyjemną grą aktorską ukazaną na tle bezgranicznego marzycielstwa i ujmującego świata dzieciństwa. To triumf sztuki kinowej i prawdziwa uczta dla każdego wrażliwego kinomana, której bez wątpienia, należy się wysokie miejsce wśród najbardziej zasłużonych klasyków w historii kina. 

Co jednak ciekawe, ponoć Walt Disney chciał kupić prawa do ekranizacji już w roku 1938, ale autorka, P.L. Travers, odmówiła, twierdząc, że: nie można zrobić wystarczająco dobrego filmu, a nie chciała kreskówki. Udało mu się przekonać ją dopiero w roku 1961, ale pisarka zachowała prawa do akceptacji scenariusza. Z rezultatu nie była jednak zadowolona - krytykowała produkcję za zmianę charakteru głównej bohaterki, która stała się miłą, ładną, ciepłą i uśmiechniętą postacią. Nie podobała się jej muzyka, a użycie animacji tak ją zirytowało, że najpierw domagała się usunięcia tych fragmentów z filmu, a kiedy odmówiono, zabroniła ekranizacji kolejnych części. W filmie zmieniono też liczbę małych Banksiąt, usuwając postacie bliźniąt. [źródło: klasykadlamlodych] Na temat powstawania tej ekranizacji powstał nawet osobny film pt. "Ratując pana Banksa", z Tomem Hanksem i Emmą Thompson w rolach głównych - swoją drogą niezwykle inspirująca i ciekawa pozycja, polecam bardzo serdecznie! A co do Mary Poppins - to jedna z tych książek, które bez wątpienia, każdy młody książkoholik powinien mieć w swojej biblioteczce :) Jestem przekonana, że sprawdzi się idealnie jako prezent urodzinowy, komunijny, czy chociażby na zbliżający się wielkimi krokami Dzień Dziecka. To w końcu stara, dobra Mary Poppins, czyli klasyka literatury dziecięcej w pięknym wydaniu, czy powinnam dodawać coś więcej? ;) Warto!

_________________________________________________________________________________
P.L. Travers, Mary Poppins. Opowieści zebrane, stron 904, Wydawnictwo Jaguar, 2014
Przekład: Irena Tuwim i Stanisław Kroszczyński
Ilustracje: Mary Shepard


Za książkę dziękuję Księgarni BookMaster.pl




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...